(...)bardzo stary teatr stary..., mówi Alicja, nawet się ładnie zestarzał, mówi Alicja, Teatr Nowy i Teatr Stary, mówi Pawłow, teatr nowszy i teatr starszy, mówi Potocki, teatr najnowszy i teatr najstarszy, odpowiada Pawłow, jeszcze starszy, teatr bardzo stary, najstarszy, mówi Potocki, teatr młody, teatr młody i teatr młodszy, teatr bardzo młody, mówi Feliks, Teatr Stary, teatr bardzo bardzo Stary, najstarszy, mówi Pawłow, kryzysowy teatr wieku średniego, teatr w zasadzie mocno podstarzały, mówi Potocki, ale rzeczywiście ładnie, ładnie się starzeje, teatr niedojrzały, teatr szczeniacko sztubacki, mówi Feliks, teatr jednego bachora, mówi Alicja, taki niski, o, nie sięga nawet do pierwszego rzędu, tylko coś tam bełkocze, taki berbeć, mówi Alicja, berbeć, jego ojciec teatr początkowo ustatkowany, później się rozpił, co doprowadziło do rozwodu, a następnie pokwitania w samotności, teatr pogodnej jesieni, mówi Pawłow, zachmurzenie umiarkowane i przelotne napady szału, wtedy rekwizyty idą w ruch, latające talerze, teatr młodociany, nastoletni, pryszczaty teatr, mówi Feliks, niedojrzały do swojej roli a już smarkacz pali papierosy, widziałaś? Co za młodzież, same podlotki kulturalne, wszyscy jak jeden bachor są niedojrzali kulturalnie, mówi Alicja, teatr szkolny, teatr przedszkolny, ABC teatru, mówi Potocki, te jak teatr, mówi Potocki, dwa plus dwa jest czteatr, żłobek teatralny, teatr ssąco-ciamkający palec, sepleniący ząbkujący, mówi Feliks, zaśliniony zasmarkany, teatr dzidziusiowaty, wręcz niemowlęcy, teatr niemożliwie sadzący w pieluchy, mówi Alicja, to jak porodówka teatralna, mówi Pawłow, przyj! przyj! widzę główkę, zupełnie podobny do Cieślaka, mówi Pawłow, gdzie jest gencjana, mówi Pawłow, siostro zaraz fiolet gencjanowy dla pierworodnego teatru polskiego, mówi Pawłow, a nie jednak to dziewczynka, mówi Pawłow, gdzie ta gencjana, musimy wreszcie odciąć pępowinę, niech żre samodzielnie, mówi Pawłow, może lepiej nie siadać, bo się jeszcze rozleci?, rozklekotane starodawne krzesło Teatru Starego zwanego reliktycznym, mówi Feliks, rozdygotane wymoszczone krzesło teatru z epoki wczesnego kurzu, mówi Alicja, pokoleniowe siedzisko pamiętające ciężar najstarszych pośladków europy, mówi Pawłow, od samego wejścia dobił do mnie głęboki zapach czasu, mówi Pawłow, teatr wiekowy, mówi Potocki, teatr w słusznym wieku, mówi Potocki, teatr w wieku starczym, mówi Potocki, z trudem poruszający się teatr w wieku emerytalnym, mówi Potocki, staruszek teatr, mówi Potocki, stary dziad, mów Alicja, powłóczący nogami, mówi Alicja, teatr szurany, mówi Alicja, teatr zaszurany, kompletnie zaszurnięty, mówi Alicja, zgrzybiały teatr historyczny, mówi Pawłow, historyczno polityczna pleśń dramatyczna, mówi Pawłow, teatr ubogi, mówi Feliks, śpią w schronisku pod jedną kurtyną, mówi Feliks, jedna para butów no troje, mówi Feliks, za trzy grosze, teatr z zaćmą, mówi Alicja, teatr poważnie niedowidzący, mówi Alicja, spektakl muszą oglądać przez lupę, ostatecznie pokazują brailem, dziś w repertuarze: Ślepcy, mówi Potocki, a dodatkowo niedosłyszący teatr przygłuchy, mówi Pawłow, teatr głuchy jak pień, mówi Pawłow, ścięty spruchniały pieniek, mówi Pawłow, nic nie słyszy z tego co się do niego recytuje, mówi Pawłow, słonie po uszach galopem, mówi Pawłow, słonie i wieloryby w trąbce eustachiusza zalęgły się, mówi Pawłow, i zeżarły suflera, teatr artretyczny, mówi Alicja, sepleniący teatr bezzębny, mówi Alicja, łysy bezzębno-skoliotyczny teatr dramatyczny, kompozycja ulega stopniowej deformacji, mówi Alicja, a na koniec robi się tak sztywno, tak sztywno...teatr imienia Alzheimera, mówi Feliks, wyszedł z garderoby i nie wrócił, mówi Feliks, ktokolwiek widział, mów Feliks, a przecież kreacja tak warta zapamiętania, teatr inwalidzki, mówi Potocki, rezygnuje jak się tylko zaczynają schody, mówi Potocki, z tego względu ubogi repertuar i gruntowna niemoc w kwestiach wymagających elastyczności., teatr na kroplówce, mówi Pawłow, teatr pod respiratorem, mówi Pawłow, co za niemożliwy zaduch, siostro, tlenu!, mówi Pawłow, niedotleniony teatr, który czeka śmierć kliniczna, mówi Pawłow, bo mózg już obumarł na udar niedokrwienny, o tym właśnie mówię od początku, całkiem sztywny, mówi Alicja, martwy teatr trumienny, mówi Alicja, teatr zabalsamowanych kończyn, kwestie pozbawione organów wewnętrznych, mówi Alicja, pół godziny zwłoki, mówi Alicja, dziś w repertuarze: Umarła Klasa, mówi Potocki, spektakl opóźniony, mówi Alicja, dziś w repertuarze: Idiota, mówi Potocki, teatr pruchnicowy, mówi Feliks, teatr jednego zęba, mówi Feliks, teatr protetyczny, mówi Feliks, rozkładające się krzesło teatru gnilnego zwanego próchnicowym, mówi Feliks, dziś w repertuarze: Dziady, mówi Alicja, teatr, któremu już nie staje, ogólna impotencja kulturalna, mówi Potocki, teatr skostniały, mówi Pawłow, trupa teatru osteoporotycznego, mówi Pawłow, kilka osób się niestety wykruszyło, mówi Pawłow, teatr ósmego zawału, mówi Alicja, teatr defibrylowany, mówi Alicja, reanimacja kultury, mówi Alicja, wszyscy już robią pod siebie, mówi Pawłow, przerwa na opróżnienie cewników, mówi Pawłow, teatr archiwalny, mówi Potocki, przeżarta przez mole kronika teatralna, mówi Potocki, teatr archeologiczny, mówi Alicja, zmumifikowany teatr kamienia łupanego, mówi Alicja, okucia późniejsze, z epoki brązu, rehabilitacja teatrem, mówi Feliks, tetraedryczny inwalidzki spektakl dla niepełnotatralnych, mówi Pawłow, cisza, mówi Alicja, cisza jak stwardnieniem rozsiał, mówi Alicja, teatr sklerotyczny, mówi Feliks, niezapomniane wrażenia z teatru sklerotycznego, mówi Feliks, i apoplektyczny, mówi Potocki, dziś w repertuarze: Apoplexis cum figuris, mówi Potocki, teatr menopauzalny, mówi Alicja, teatr obwisłych piersi, mówi Alicja, podagryczno hemoroidyczny teatr dramatyczny, mówi Feliks, niezły podest!, niezły podest mają, niezły teatr stary ma niezły stary podest, mówi Feliks, ten stół jest ogromny, mówi Potocki, tutaj, gdzie siedzę, łatwo jest mi określić, że stół przede mną rozciąga się na trzynaście metrów w szerz, mogę z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że jest też na trzynaście metrów długi, mówi Potocki, stół przy którym usiadłem ma trzynaście metrów szerokości i tyleż samo metrów długości, należy więc do stołów wielkich, mówi Potocki, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że stół ten jest największym stołem przy jakim siedziałem, ma trzynaście metrów na trzynaście metrów, to znaczy, że jego powierzchnia musi wynosić sto sześćdziesiątdziewięć metrów, nigdy nie siedziałem przy tak rozległym stole, mówi Potocki, nigdy nie śniło mi się, że mógłbym usiąść przy blacie tak rozległym, zwłaszcza z unoszącą się nad nim tak rozległą przestrzenią, mówi Potocki, gdyby nie zalegające go przedmioty, możnaby ustawić na nim drugi stół i zasiąść wokół niego, ten traktując jak podłogę, mówi Potocki, nigdy nie wyobraziłbym sobie siebie zasiadającego przy takim meblu, który sam mógłby być podłogą, mówi Potocki, podejrzewam, że wy nawet w połowie nie dostrzegacie prawdziwego rozmiaru tego stołu, ponieważ jego wymiary to tylko fragment jego prawdziwej wielkości, jego trzynaście na trzynaście metrów to tylko ułamek jego prawdziwie druzgocącej monumentalności, na którą składa się przecież mój własny rozmiar w porównaniu z jego rozmiarem, a zwłaszcza rozmiar przestrzeni, która unosi się ponad tym stołem wobec rozmiaru mojej własnej przestrzeni, mówi Potocki, nawet w połowie nie dostrzegacie własnej przestrzeni, a co dopiero przestrzeni tego stołu, nawet w ćwierci nie odczuwacie rozmiaru własnej przestrzeni, a co dopiero rozmiaru przestrzeni unoszonej przez ten blat, mówi Potocki, ten kolosalny stół jest nośnikiem kolosalnej przestrzeni, a jak wiadomo tylko kolosalna przestrzeń może być nośnikiem kolosalnych wrażeń, mogę bez najmniejszego zawahania powiedzieć, że, mówi spokojnie Potocki, ten stół wpisuje się w najznakomitszą tradycję stołotwórstwa i już, jako mebel podtrzymujący nie tylko własną przestrzeń ale i tę wiekową tradycję, zasługuje na wyjątkową uwagę, mówi spokojnie Potocki, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy było już późno, panował półmrok, kiedy pierwszy raz stół ten pojawił się przede mną spowijał go szarzejący zmierzch, gdyż była to ta godzina o której niebo jest stygnące, mdłe i jednolite, mówi spokojnie Potocki, kiedy czyste niebo zasnuwa się jednolicie mdłym światłem stygnącego błękitu i kiedy oczy zmęczone ostrym światłem dziennym w mdłym świetle stygnącego błękitu znajdują ulgę pomieszaną z mdłością, moje zemdlone ulgą oczy trafiły na spowity stygnącym błękitem nieokreślony rozległy przedmiot, którego z początku nie mogły właściwie odczuć, mówi spokojnie Potocki, uczucie które płynęło z moich oczu było uczuciem niewłaściwym składającym się z nieokreślonych pomniejszych uczuć, były to uczucia niewyjaśnione i mdlące, z których wynikało jedynie, że mam przed sobą nieokreślony przedmiot-podest, mówi spokojniej Potocki, napotkałem o zmierzchu zaścielony przedmiotami przedmiot-podest, który oszukiwał, który mamił moje oczy niewłaściwymi uczuciami rozległego nieokreślonego przedmiotu, mówi spokojniej Potocki, zbliżałem się pełen mdłości płynących z niewyjaśnionych uczuć jakie wzbudzał w moich oczach nieokreślony przedmiot-podest i uczucia te potęgowały zaściełające go drobniejsze nieokreślone przedmioty, mówi spokojniej Potocki, zmierzałem w jego stronę, choć uczucie zbliżania się o zmierzchu do podestu pełnego przedmiotów jest mdlące i niewłaściwe, gdyż nie można wyjaśnić sobie czym jest ów podest i dlaczego zalegają go te wszystkie nieokreślone przedmioty, mówi spokojniej Potocki, szystkie te niewłaściwe uczucia, których dostarczał widok zbliżającego się o zmierzchu podestu z przedmiotami umykającymi określeniu, wszystkie te mdłości płynące z oczu napotykających błękitną nieokreśloność, ustały jednak nagle, w przeciągu krótkiej chwili jaką zajęło mi zasiadanie, mówi Potocki, w chwili kiedy zasiadłem przy podeście, mówi Potocki, wszystkie niewłaściwe uczucia oznajmiające mi, że zasiadam przy podeście nagle wyklarowały się ukazując mi, że w istocie zasiadłem przy stole, mówi Potocki, w chwili kiedy rozpocząłem zasiadanie przy podeście, bądź to oczy moje zaczęły wyzbywać się mdlącego uczucia, bądź błękit zmierzchu ostygł był na tyle już bym mógł odebrać właściwe uczucie, które zwieńczyło zasiadanie do podestu zrozumieniem, że zasiadam nie do podestu, a do stołu, mówi Potocki, kiedy zasiadając do stołu kierowałem nań moje oczy, te jednak były pod wpływem niewłaściwego uczucia, że zasiadam przy podeście, i dopiero po chwili, kiedy udało mi się już zasiąść, spojrzałem po raz pierwszy widząc właściwie, w pełnym rozmiarze, że to co uznawałem za przeciętnej wielkości podest, w rzeczywistości jest ogromnej wielkości stołem, to co niewłaściwie oceniałem jako pospolitych rozmiarów nic nie znaczącą estradę, było w istocie stołem o nadzwyczajnych rozmiarach, przekraczających wszelkie moje dotychczasowe wyobrażenia, mówi Potocki, wcześniej, kiedy zmierzałem w stronę przedmiotu, pozostając pod wpływem niewłaściwych uczuć, rozpoczynałem zasiadanie przy nic nie znaczącym podeście, o rozmiarach nie wykraczających poza ogólnie przyjętą normę, gdyż oczy moje oglądały ten nieokreślony przedmiot pod niewłaściwym kątem, mówi Potocki, później jednak, kiedy zasiadłszy zmieniłem kąt widzenia jednocześnie wyzwoliłem się od niewłaściwych mdłych uczuć oddając się uczuciu harmonii i zachwytu, kiedy pierwszy raz ujrzałem przed sobą stół rozmiarów przejmujących, o doskonałych proporcjach i kunsztownym wykonaniu, (dopiero kiedy zasiadłem uderzyła mnie jego, jako stołu, rozległość, ten stół jest prawdziwie olbrzymi ), myśli Potocki, (można by na nim z powodzeniem ustawić dziesięć stołów, jeden na drugim i zasiąść do najmniejszego na szczycie), myśli Potocki, (gdyby nie te wszystkie zalegające go przedmioty, które wypada ignorować, można by obejrzeć ten wspaniały przedmiot w jego czystym stanie), myśli Potocki (taka łyżeczka jest mikroskopijna w porównaniu z tym stołem ), myśli Potocki, (takie krzesło jest śmiesznie małe, ten stół sprawia, że wszystko staje się śmiesznie małe i zabawkowe), myśli Potocki, (nie ma nic, co może być jeszcze traktowane poważnie, kiedy się widzi, kiedy odczuwa się rozmiar tego stołu), myśli Potocki, (ten stół to jedyna poważna rzecz w tym kraju), (Cała reszta jest zabawką i przystawką), (wszyscy my jesteśmy przystawką do tego stołu), myśli Potocki, (stół przy którym siedzę oczywiście, w pierwszej chwili, poruszył mnie swoim rozmiarem, jednak rozmiar jego nie jest tym co poruszyło mnie dogłębnie), (kiedy zasiadłem przy tym stole, o wiele głębiej poruszyła mnie przestrzeń, która za sprawą jego rozmiarów unosiła się ponad tym szerokim blatem), (niczego podobnego nie udało mi się spotkać, ani na jawie, ani w snach,), myśli Potocki, w moim życiu jawnym i, że się tak wyrażę, życiu niejawnym, w moim życiu sennym i moim życiu bezsennym, siadałem przy wielu stołach, mówi Potocki, lubiłem siadać przy stołach i do dzisiaj lubię siadać przy stołach, widzę głęboki sens w siadaniu przy stołach, i choć zazwyczaj siadanie przy stole kończy się u mnie dusznością, to przecież nie jest tak zawsze, mówi Potocki, niektóre z tych stołów, przy których zasiadałem, były stoliczkami nie większymi od talerzyka, inne, z kolei, okazywały się długie tak, że wstając u jednego końca z zamiarem przejścia na koniec drugi, musiałem na drugi koniec dojechać tramwajem, oczywiście we śnie takie rzeczy mogą mieć miejsce, mówi Potocki, we śnie dzieją się rzeczy, których nie potrafimy sobie w żaden sposób wyobrazić, ponieważ na co dzień posługujemy się dzienną wyobraźnią, natomiast we śnie nie posługujemy się żadną wyobraźnią, wręcz odwrotnie, to wyobraźnia senna posługuje się nami, jednak nawet dla dziennej wyobraźni jest zrozumiałe, mówi Potocki, że takie rzeczy mogą mieć miejsce, kiedy śnimy, nawet to, że z jednego końca stołu na jego drugi koniec jedzie się tramwajem, mówi Potocki, ( to wszystko dzieje się w wyobraźni nocnej i obok tak długich stołów mogą występować również stoły niesamowicie wysokie, prawdę mówiąc najwyższe, jakie dotąd widziałem, stoły, spotykałem właśnie w swoich snach), (stołów tak wysokich nie spotyka się niestety na jawie, wysokość ich przekraczała by wszelkie rozsądne wysokości), (stoły o niewyobrażalnej wysokości, jakie stworzyła dla mnie wyobraźnia senna należą do najwyższych jakie dotąd widziałem i, aby dostać się do ich powierzchni, musiałem wstępować po zawiłych schodach), myśli Potocki, we śnie przeważnie spotykam stoły do których trzeba wspinać się po zawiłych schodach, na jawie zaś przeważnie spotykam stoły, do których trzeba raczej zstępować, stoły senne, nawet i te najmniejsze wymagają ode mnie zawsze podejścia, podczas gdy stoły jawne wymagają zejścia i każą zniżać się do ich poziomu, mówi Potocki, szczególnie stoły w stylu japońskim, przy których z jakichś niepojętych dla mnie powodów siada się na podłodze, szczególnie tradycyjne stoły w stylu japońskim zmuszające do siedzenia na podłodze, lub wręcz we wnęce poniżej podłogi, mówi Potocki, pierwsze zetknięcie z tradycyjnym japońskim stołem przyziemnym było dla mnie przykrym doświadczeniem, kiedy po raz pierwszy zasiadłem przy japońskim stole poraziło mnie uczucie uciążliwej przyziemności a jeszcze więcej bliskości współzasiadających, pierwsze spotkanie z tradycyjnymi przyziemnymi stołami japońskimi wspominam jako uciążliwe doświadczenie stłamszenia, mówi Potocki, (tradycyjne przyziemne stoły japońskie są w istocie pół stołami a przestrzeń którą tworzą jest pół przestrzenią), myśli Potocki, (przestrzeń tradycyjnego japońskiego stołu jest ułamkowa tak jak ułamkowy jest sam tradycyjny stół japoński, w przestrzeni tradycyjnego japońskiego stołu, przyzwyczajony do samotności człowiek europejski mało się nie zadusi), myśli Potocki, tradycyjne stoły japońskie tak naprawdę są przyziemnymi imitacjami stołów, a przestrzeń nad nimi jest przestrzenią przyziemną i udawaną, w swojej formie są to meble kalekie, upośledzone, nie posiadające nad sobą żadnej wartościowej przestrzeni, tradycyjne stoły japońskie to stoły o podciętych nogach i podciętych charakterach, które ledwie są w stanie unieść jakąkolwiek przestrzeń, a co dopiero mediować spotkanie dwojga nawykłych do samotności ludzi, nie, tradycyjny przyziemny stół japoński nieznośnie zbliża i przyciąga ludzi do siebie, ostrzegam was, każdy Europejczyk który oczekuje, że zasiadając do tradycyjnego japońskiego stołu otrzyma jakąś przestrzeń pozostaje w błędzie, przestrzeń nad stołem japońskim jest złudzeniem, w którym nieuważny Europejczyk natyka się nieustannie na obecność współzasiadających bez możliwości ucieczki, mówi Potocki, ostrzegam was przed tradycyjnymi japońskimi stołami, przy których nieuważni Europejczycy są zamykani i tłamszeni obecnością współzasiadających, mówi Potocki, (tradycyjny stół japoński to pułapka dla ceniących samotność Europejczyków i na samo ich wspomnienie oddycham z trudem), myśli Potocki, (już znacznie lepiej oddycham na wspomnienie rodzimych stołów europejskich, zaś szczególnie już dobrze na wspomnienie stołów kanadyjskich),(przy stole europejskim można odetchnąć nawet znośnie, choć naprawdę dobrze oddycha się dopiero przy stole kanadyjskim), (stół europejski potrafi dostarczyć powietrza, ale inne z jego licznych wad najbardziej swobodne oddychanie uczynią godnym pożałowania teatrzykiem, i tylko przy kanadyjskim stole człowiek może odetchnąć naprawdę z pełną przyjemnością), myśli Potocki (sytuacja stołów z ameryki łacińskiej znana jest mi tylko pobieżnie, z relacji świadków, dlatego zwykle myślę o stołach azjatyckich, z którymi sam miałem do czynienia, o stołach europejskich, zwłaszcza polskich, przy których się wychowałem, stołach niemieckich, szwedzkich, angielskich, naturalnie stołach francuskich, o stołach duńskich nawet, choć uważam, że o tych właściwie nie warto),(największą jednak przyjemność sprawia mi mówienie o stołach kanadyjskich, przy których oddycha się z przyjemnością i siedzi z przyjemnością, i do których zasiadanie to szczyt prawdziwej przyjemności), myśli Potocki, (podobnej przyjemności doznawać można tylko przy stołach wytworzonych przez wyobraźnię senną, bo żadne ze znanych mi stołów dziennych, za wyjątkiem stołów kanadyjskich, nie są w stanie dostarczyć takiej swobody oddychania i w związku z tym takiej przyjemności), myśli Potocki, (stwarzaniu stołów kanadyjskich dorównuje jedynie stołotwórstwo wyobraźni sennej, która sadza nas, na przykład, do stołu w całości wykonanego z wody, po którym talerze i filiżanki rozsyłane są w małych żaglówkach, a w jego wodnej powierzchni można zwilżyć dłonie, albo wyławiać z niej owoce morza), myśli Potocki, (wtedy można też swobodnie odetchnąć i przyjemnie zasiadać), (podobnie się dzieje kiedy znajdzie się we śnie różnej wysokości stoliki w kształcie skrzypiec, altówek, wiolonczel i kontrabasów), (i te stoły dają prawdziwie niezapomniane możliwości odetchnięcia i wprawiają zasiadającego w świetny nastrój,), myśli Potocki, (żaden jednak z tych mebli nie sięgnął swym rozmiarem tego, który stoi dzisiaj przede mną, żaden), myśli Potocki, (moja wyobraźnia dotychczas nie posiadała takiej objętości, żeby móc pomieścić tak wielki przedmiot ze wszystkim co sobą wnosi, myślę), myśli Potocki, (że to jeden z powodów dla których jestem tak przejęty widokiem czegoś tak wielkiego i tak doskonałego), (stół przy którym siedzę jest przejmujący i dzieje się to dlatego, że nie zdołałbym nigdy wyobrazić sobie czegoś tak doskonałego i wielkiego zarazem), myśli Potocki, (wyobrażałem sobie stoły w dużych rozmiarach, ale zawsze były to wyobrażenia niezgrabne i niekompletne, zawsze brakowało im tej doskonałości przekraczającej moją wyobraźnię, zawsze brakowało im wielkości jaką prezentuje ten stół), myśli Potocki, (w snach kilkakrotnie zetknąłem się ze stołami wyraźnie przekraczającymi szerokością i wysokością wszystkie wcześniej napotykane stoły, jednak nigdy nie miałem szczęścia zasiąść do mebla o takiej rozciągłości), myśli Potocki, ponadto konstrukcja, mówi Potocki, konstrukcja tego stołu jak i jego wykonanie to prawdziwy popis kunsztu i dyscypliny, mówi Potocki, prawdziwych umiejętności i prawdziwego smaku, jaka wielka szkoda, że, mówi Potocki, zwykle w większości pozostaje on osłonięty przedmiotami nieokreślonymi, jaka szkoda, że przestrzeń ponad nim zaśmiecona jest ułożonymi na nim nieokreślonymi przedmiotami, podczas gdy sam ten stół stanowi nie tylko szczyt techniki stolarskiej, lecz dzieło stolarskiej sztuki, mówi Potocki, spoglądając na tę wyrazistą rzeźbę można odczuć wzrok samego jej twórcy, rzeźba tego stołu gustownie i umiejętnie wyraża sposób w jaki jego budowniczy nań spoglądał, mówi Potocki, co daje zdumiewającą możliwość spojrzenia jego oczami na ten przedmiot, mówi Potocki, wyraźnie odczuwam rzeźbę tego stołu w sposób, w jaki, mówi Potocki, odczuwał ją sam cieśla w chwilach gdy budował i rzeźbił ten stół i dzieje się to właśnie dzięki zdolności tego człowieka do zawarcia własnego spojrzenia w dziele swojej sztuki, chciałbym, mówi Potocki, mieć ten stół u siebie, mówi Potocki, wiem, że nie będę w stanie już nigdy zasiąść tak dobrze przy żadnym innym stole, za wyjątkiem tego tu, gdybym wszedł w posiadanie tego stołu, mógłbym z powodzeniem zasiadać doń o każdej wybranej porze dnia, a przede wszystkim myśleć, mówi Potocki, o zasiadaniu do niego, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba, lub najdzie mnie taka ochota, mówi Potocki, ten stół powinien znajdować się u mnie, lub przynajmniej powinienem mieć pełne prawo własności i pełną możliwość zasiadania przy nim o każdej wybranej porze dnia, a zwłaszcza mieć świadomość tych praw i korzystać z nich gdy pojawi się we mnie chęć zasiadania, mówi Potocki, zasiadanie przy tym stole jest jedynym, jakie może dostarczyć mi jeszcze jakiejkolwiek przyjemności i moją najgłębszą wolą jest otrzymać prawo własności i pełną możliwość zasiadania do tego stołu, wedle mojego widzi mi się, o dowolnej porze dnia lub nocy, a przede wszystkim mieć pełną świadomość takiej możliwości i takiego prawa, mówi Potocki, nie mogę znieść już teoretycznie samej takiej świadomości, że sadza się mnie przy tym stole, że sadza mnie się o godzinie określonej harmonogramem, a nie kiedy odczuwam taką potrzebę, lub nachodzi mnie przelotna ochota, mówi Potocki, ponad nieprzyjemny fakt, że stół ten nie znajduje się u mnie, o wiele bardziej nieprzyjemną jest przyjęta powrzechnie zasada sadzania mnie przy tym wspaniałym stole podług harmonogramu ustalonego jakimś doktorskim prawem i nazywania tego aktu moim prawem do siedzenia przy stole, mówi Potocki, podczas gdy ja żądam prawa do tego stołu, zamyka mi się usta prawem do siedzenia przy stole, które nie jest żadnym moim prawem, a całkowitym pozbawieniem mnie praw do tego stołu, które dawały by możność zasiadania o wybranej przeze mnie porze, lub wedle własnej nagłej potrzeby, mówi Potocki, siedzenie przy tym stole byłoby najwspanialszym aktem swobody, gdyby nie fakt, że stół ten, wedle prawa, nie należy między innymi do mnie, i że nie rozporządzam własnym przy nim zasiadaniem, a w istocie zmuszany jestem do zasiadania o ustalonych porach w ustalonym miejscu i na dodatek wmawia mi się, mówi Potocki, że rozporządzanie przez innych moim czasem stanowi jakoby moje prawo, mówi Potocki, więc jeśli mój brak praw nazywa się moim prawem, to czy moje zasiadanie nie należy nazwać brakiem zasiadania, fałszywym zasiadaniem, imitacją zasiadania, złudzeniem zasiadania, oszustwem zasiadania, kradzieżą zasiadania, komedią zasiadania, podczas gdy w istocie jestem, mówi Potocki, osadzony? (...)
(...) bardzo stary teatr stary..., mówi Alicja, nawet się ładnie zestarzał, mówi Alicja, imienia Osterwy, patrona wszystkich szczytowych osiągnięć teatralnych, mówi Alicja, konserwatywno-teatralny obiekt o wysokich progach tolerancji, mówi Alicja, ta scena przyjmie wszystko, mówi Alicja, jest jak matka, jest jak wyrażona inżynierią podestniczą wprost esencja matczynej troskliwości, mówi Alicja, a zarazem jak łono z którego schodzą taśmowo najlepsze spektakle, mówi Alicja, królowa wszystkich scen i matka roju najdoskonalszych aktorów o najtroskliwszych i najczulszych sercach, mówi Alicja, czuję się zaszczycona tym imieniem Osterwy, mówi Alicja, zespół starych jak świat konserwatystów po najlepszych konserwatoriach zawsze w tym teatrze znajdzie otwartą i matczynie troskliwą przestrzeń, mówi Alicja, i unoszącą się ponad siedzeniami atmosferę o wyraźnym i głębokim zapachu czasu, mówi Alicja, doskonały rozkład doskonale rozkładających się siedzeń, mówi Alicja, niektórzy powiedzą że trąci antykiem, ale czego to niektórzy nie powiadają, mówi Alicja, czego to się niektórym nie zachciewa wygadywać o starym Osterwy, mówi Alicja, czego się nie zachciewa?, pyta Feliks, czego o starym się nie powiada?, pyta Feliks, osobiście wolę teatry młode i młodsze, teatry nowe, mówi Feliks, a nie teatr stary, mówi Feliks, teatr najmłodszy i teatr najnowszy mnie tylko interesują, mówi Feliks, jeszcze nowsze, aż po ten najnowszejszy, mówi Feliks, a to jest dla mnie ewidentnie kryzysowy teatr wieku średniego, już w zasadzie mocno podstarzały, chociaż może i ładnie się zestarzał, mówi Feliks, właściwie coraz ładniej się starzeje, co dzień z większą wprawą uprawia starzenie, umiejętnie się stacza w tę swoją wczesną dolinę starości z imienia Osterwy, mówi Feliks, może lepiej nie siadać bo rozleci się jeszcze rozklekotane starodawne krzesło reliktycznego teatru Osterwy, rozdygotane, ugładzone, wymoszczone krzesło teatralne z epoki wczesnego kurzu, mówi Feliks, zapewniające sztywne oparcie żeńskim i męskim, przez dziesięciolecia pokładanym na jego siedzisku, najczulszym nadziejom widowni spragnionej tego odżywczego produktu coraz lepszej aktorskiej maestrii, mówi Feliks, wobec pogarszających się ustawicznie warunków politycznych i ekonomicznych, mówi Feliks, wobec podwyższonych wskaźników ryzyka i nieubłaganie obniżanych rokowań taki teatr w emerytalnym wieku poruszający się z trudem pośród wysokich stóp procentowych, niemal pełzający delirycznie ostatniemi wdechy chwytając się ostatnich resztek niesprywatyzowanego jeszcze powietrza, mówi Potocki, ten święty starzec, który imię swoje nosi po samym mistrzu Zygmuncie, mówi Potocki, (...), a co grają dzisiaj? - pyta Alicja - jak to się nazywa co oni dzisiaj grają?, pyta Alicja, a zresztą jakie to ma znaczenie, pewnie i tak będzie straszna klapencja, mówi Alicja, klapencja jak nic, zawsze kalpencja, w tej prowincjonalnej dziurze na lewo-śróddupiu europy, klapa za klapą, na zachodzie też, kupują to, żeby mieć nieco egzotyczne tło dla ichnej kalpy i tak to się kręci, klapizm czyli ostateczny kierunek w sztuce teatralnej, mówi Alicja, klapizm hajsistyczny, bo jak nie ma hajsu, to nie ma po co nawet tego chłamu pchać na podest, mówi Alicja, pewnie znowu będą gołe dupy, mówi Alicja, teraz muszą być gołe dupy, żeby ukryć fakt jak te gołe dupy wcale już nie są gołe, bo ciało ludzkie stało się już zupełnym rekwizytem, korporacyjnym wyporzyczalnym gołodupstwem powierzchownościowym, mówi Alicja, cały urok i erotyzm gołej dupy prysł w dzisiejszych czasach, mówi Alicja, cała tajemnica pośladków, cały ten erotyczny terror dupalis rozmemłał się w woskowaną mamałygę dupy ideologicznej, dupy dla pieniędzy, dupy dla zasady, dupy dla innych celów rzekomo wyższych, a o których wszyscy wiemy że są to cele, i wobec tego dupy, ekonomiczne, wszędzie te ekonomiczno pragmatyczne dupy o określonej celowości i określonym ideologicznie artystycznym zamiarze propagandowym, wszędzie ta pragmatyczno-ekonomiczna dupa propagandowa, mówi Alicja, dupa została zdedupizowana i oddupiona, nie ma już prawdziwej teatralnej dupy, jest tylko tandetny kapitalistyczny dupaizm stosowany, dupa w jakiejkolwiek funkcji sztuki to nie dupa, mówi Alicja, to zwykły rekwizyt, mówi Alicja, a gdzie się podziała, ja się pytam, pyta Alicja, dupa dla dupy?, gdzie dupa niewyrażalna, na granicy symbolu i rzeczywistości, gdzie dupa metafizyczna, święte źródło dialektyki dupy, gdzie dupa dla dupy?, pyta Alicja, gdzie dupa będąca sama w sobie metaforą samej dupy, gdzie te Heglowskie pośladki, przez których obecność na scenie, w każdej chwili reaktualizuje się sama rzeczywistość, odnawiając nasze pojęcie dupy i ukazując migotliwy, niespodziewany, nagły obraz pojawiającej się i znikającej przed-zmysłowej tajemnicy ..bytu?, ...nie ma miejsca już na taką dupę, mówi Alicja, wszystko zeżarła dupa amerykańska, staropolska dziadowska dupa mistyczna została zaanektowana przez dupę holywoodzką, nie ma już dup swojskich, polskich, tajemniczych, unikatowych, naturalistycznych, histerycznych, neurotycznych, są tylko te hollywoodzkie amerykańskie taśmowe plastikowe dupy o określonej cenie, określonym kolorze skóry, określonym kształcie, i określonej roli w oficjalnej wymowie ideologicznej, mówi Alicja, może jeszcze język mamy w teatrze polski ale dupy są już całkowicie zamerykanizowane, mówi Alicja, i tak przez dupę właśnie, przez wymazanie tej kochanej nagłej, niespodziewanej, poruszającej, mistycznej, ludzkiej, wrażliwej teatralnej dupy, poprzez zastąpienie jej amerykańską taśmową porno-dupą dla pieniędzy teatr został zaanektowany i przejęty przez kapitalizm, kapitalizm zawsze przejmuje kraje od dupy, mówi Alicja, zawsze od dupy, bo dupę najłatwiej jest sprzedać, mówi Alicja, więc a jakże, dawać tę dupę następną, jak znam życie będzie to dupa z anarchistyczno-komunistycznym nadrukiem, mówi Alicja, kapitalizm zawsze robił najlepszy biznes na dawaniu dupy anarchistom i komunistom, mówi Alicja, (pierwszym podstawowym gestem jest normalizacja dupy), myśli Alicja, (przeniesienie dupy z podświadomosci w odświadomość, a więc włączenie jej w łańcuch powtórzeń ego, gdzie dupa może stać się elementem kontroli tej świadomości), myśli Alicja, (gdyż podświadoma dupa libidynalna pozostająca poza świadomością, pozostaje też poza wpływami ideologicznymi), myśli Alicja, (a represja dupy jest w istocie wolnością od jej automatyzmu), mysli Alicja, (gdyż), zamknijcie wreszcie te drzwi!, krzyczy Pawłow, ile można siedzieć przy drzwiach tak bezsensownie długo otwartych, włażą i włażą, włazić szybciej i zamknąć wreszcie drzwi, mówi Pawłow, drzwi muszą być zamknięte, mówi Pawłow, tylko żeby mi nie zaczynali grać przy drzwiach otwartych, bo to kompletnie wypatroszy cały nastrój, cały urok teatralności zostanie zadziurzony w otworze jednego idiotycznego faktu otwartych drzwi, przecież chodzi o to, aby potrzaskać delikwentów wnykami sztuki, aby złapać delikwentów w sidła masek, żeby mógł działać artystyczny terroryzm przyszłości, wzdycha Pawłow, drzwi, drzwi zamknięte, muszą być, szepce Pawłow, niech mi na tę scenę nie włazi żaden aktor jak długo drzwi stoją tak potwornie rozdziawione i tak plugawie rozwarte, zamykać, zakluczyć, zabarykadować te ziejące ordynarnym syfilisem dnia powszedniego wierzeje, krztusi się Pawłow, kiłę i rzeżączkę otwartego otworu drzwiowego mają delikwenci po domach i zakładach, pardon, pracy, czy wy mieszkacie w tramwaju? tu jest teatr, tu się drzwi zamyka, mówi Pawłow, cicho, mówi Alicja, cisza!, mówi Pawłow, bądźcie teraz ciszej, mówi Feliks, jeszcze ciszej bądźcie już bo wchodzą, mówi Feliks, teraz zachowajcie odpowiednią ciszę, mówi Potocki, proszę o ciszę!, wrzeszczy Potocki, cicho wariaci zamykać swoje wariacki gadaczki, już zaczyna się bo wchodzą, mówi Alicja, cisza! ...do jasnej cholery czy wy nie rozumiecie że jesteście w teatrze?, gdzie pozamykanie pysków u widowni jest najważniejszym elementem spektaklu, mówi Pawłow, chyba w żadnym innym celu nie organizowano by tak idiotycznych form aktywności jak teatralne spektakle, poza tym jedynie aby tresować ludzi do zbiorowego milczenia, zamknąć usta!, syczy Pawłow, przecież nie po to likwidowano instytucję chóru dramatycznego, abyście teraz odkopywali ją na nowo, mówi Pawłow, aby teatr mógł działać totalitarnie nie może być w nim funkcji zbioru publicznego, mówi Pawłow, aby sztuka mogła was porządnie sterroryzować przyszłością, nie możecie pozostawać w jakichkolwiek relacjach społecznych, a już zwłaszcza nie macie prawa tych relacji podtrzymywać wypowiadając swoje opinie, mówi Pawłow, chór jest martwy od dwóch tysięcy lat i tak ma zostać, mówi Pawłow, odgrodzić te okropne języki, mówi Pawłow, jesteście przeciwnie coraz głośniej, zauważa Feliks, podczas gdy wypadałoby być w tej chwili ciszej, aż do zupełnej absolutnej scisłoustej cichości, mówi Feliks, otwieracie wciąż swoje usta jakbyście przyszli tu sami występować, a nie macie z czym wystąpić, krzywi się Pawłow, stulić pyski!, mówi Pawłow, choć na tę godzinę z okładem możecie przełknąć te swoje naturalistyczne bełkotliwe wariackie gadaniny, mówi Pawłow, zamiast wypluwać z siebie tak nieokiełznany bełkot powinniście teraz milczeć, milczeć!, cedzi Pawłow, nie wystarczy wam, że cały dzień nadajecie nieustannie aż puchnie głowa każdemu w pobliżu od tego mlaskania, to jeszcze w miejscu sztuki musicie uprawiać swój nędzny plotkarski proceder, mówi Pawłow, pogarszasz tylko sprawę, obrusza się Feliks, wszyscy wy tylko pogarszacie sprawę uciszając siebie nawzajem kiedy należałoby się po prostu zamknąć i sprawę polepszyć, mówi Feliks, jakimś cudem w tym towarzystwie uciszanie stało się ważniejsze od samej ciszy, mówi Potocki, zamiast ciszy mamy ciągły wysiłek wzajemnego zamykania ust, mówi Potocki, zamiast spokoju mamy ciągły terror uspokajania, mówi Potocki, a im bardziej się terroryzujemy do spokoju, tym większego terroru potrzeba by uspokoić to uspokajanie, mówi Potocki, ciszej czubku, nie widzisz że wszyscy się na ciebie patrzą?, mówi Alicja, gdybyś na moment się przymknął może mógłbyś przez ten moment uchodzić za normalnego, ale tak wszyscy słyszą przecież, że jesteś zwykłym wariatem, mówi Alicja, więc przestań już ciamkać ty stary ciamkaczu, mówi Alicja, (raz, dwa trzy cztery), myśli Alicja, (raz, dwa cztery cztery cztery dwa, ale równo weszli, mają dryg), myśli Alicja, (coraz lepiej, lepiej lepiej coraz), myśli Feliks, (tego tekstu wprawdzie nie rozpoznaję, ale ten rytm wydaje się znajomy), myśli Feliks, (pykało się swojego czasu na gitarce, to i owo, nie takie frazy mi wpełzały pod palce), myśli Feliks, (ubzdurali sobie ten graficzny minimalizm, wszystko tak na biało, na biało, coraz jaśniej, ani jednego obrazka tylko taki filozoficzny dżez), myśli Feliks, (Jezu, Jezu!, coraz więcej dżezu), myśli Feliks, (ułożony jestem tak wygodnie w tej chwili, spływałbym na podłogę, ale dolną kończynę wspartą mam na przekonaniu że będzie coraz lepiej z tym spektaklem, choć właściwie to nie wiem skąd taka ogólna tendencja, wiedzą chyba co robią, a jak nie wiedzą to świetnie im wychodzi udawanie), myśli Feliks, (powodują we mnie odpowiednie reakcje, szarpią coraz lepsze struny, takie to jest w każdej chwili coraz lepsze, czekaj, czy ja tego sam przypadkiem nie napisałem?), myśli Feliks, (bo kto to usłyszy?, nawet w ustach tak doskonałego aktora z baletowo rozciągniętą dykcją, z taką perfekcyjnie wytrzaskaną, wymierzoną mikrometrem frazą, mikropamięć przeciętnego pochłaniacza muzycznego chleba nie będzie w stanie zmieścić nic powyżej czterech bitów), myśli Feliks, (etyka pracy), myśli Feliks, (trening uszu), myśli Feliks, (cztery), myśli Feliks, (dwa cztery), myśli Feliks, (raz dwa pięć dwa cztery cztery siedem), myśli Feliks, (może gdybym słuchał matki nie musiałbym siedzieć dziś w takim charakterze wariata na widowni), myśli Feliks, (tylko bym się pchał na podest), myśli Feliks, (słuch miałem znacznie gorszy i zanim stał się lepszym, lata minęły, te najlepsze, bezpowrotnie), myśli Feliks, (a co mówiła matka - trzeba pisać białym wierszem, białym wierszem!, nie rymować), myśli Feliks, (tam ta ratam tara-ra, tara tam-tam, tara tam-tam), myśli Feliks, (ech, to był naprawdę dobry dom i naprawde dobrze mi matka radziła), myśli Feliks, (człowiek dostał wstęp do tak dobrego domu przez sam fakt swojego urodzenia, babka uczyła go na pamięć najlepszych przekładów Rilke'go, w wieku lat trzynastu bez skrupułów potrafił płynnie przetłumaczyć sobie ten paradoksalny parallelizm istnień poszczególnych młodszego Witkiewicza, wszystko to łykał jak poranną owsiankę), myśli Feliks, (matka tak nienawidziła owsianki), myśli Feliks, (ale musiał to wszystko puścić z dymem dla jakiejś filifionki z wodogłowiem), myśli Feliks, (i co?, dom wariatów i widownia), myśli Feliks, (a później skazani na konsumpcję codziennej tandety w najniższej z możliwych ról społecznych), myśli Feliks, (bierność, konieczna, ostateczna, bierność), myśli Feliks, (kostium widza), myśli Feliks, (kostium wariata), myśli Feliks, (aktorzy wejść mogą w szarych koszulach, na szarość sceny i odmalować wszystko), myśli Feliks, (a ja muszę nosić swój kostium, żeby ukryć jak pod nim już kompletnie nic nie mam do pokazania), myśli Feliks, (eee, no całkiem znośne), myśli Alicja, (fajnie gadają i jakby tak mądrze, przekonani są), myśli Alicja, (ja to bym się nie dała tak łatwo przekonać do takich, z wątpliwego źródła, przemyśleń), myśli Alicja, (zastanawia mnie skąd on to wszystko wie ten facet, jakby go z uniwersytetu jakiegoś, z jakiejś akademickiej sekty wypuścili, tak równo mu to idzie, widać długo ćwiczył), myśli Alicja, (ile to trzeba ćwiczyć, żeby tak równo szło, ja tak nie dała bym się wytresować), myśli Alicja, (takie wygibasy słowne to stanowczo dla mnie za dużo, a co to wszystko znaczy kompletnie nie obchodzi mnie jako matkę), myśli Alicja, (jak im ciepło i jak im tak wygodnie, to niech sobie wygadują, niech sobie dywagują, niech wdają się w te filozoficzne dyskusje, choć cokolwiek wychudzeni), myśli Alicja, (taka głupia moda na rurki, nie mdleją póki co, to dziewczę tylko takie trochę anemiczne), myśli Alicja, (i co ty dzisiaj jadłaś dziecko? pewnie nic, pewnie jakieś byle co ze szkolnego sklepiku, ty wogóle bioder nie masz), mysli Alicja, (ja bym ich chociaż jakoś ciekawiej poubierała, w takich łachmanach występować, w takich piżamach), myśli Alicja, (ja bym w życiu w takich butach z domu własnego aktora nie wypuściła), myśli Alicja, (chciałam pomyśleć dziecka własnego, żeby mi wstydu narobiło?), myśli Alicja, (przez tę skromność ubioru mam wrażenie jakbym odwiedzała klasztor), myśli Alicja, (...),
(tak źle nie było już dawno), myśli Feliks, (co z tego, że sztuka wydaje się dość dobra, a nawet interesująca, skoro w takiej pogarszającej się z minuty na minutę atmosferze nie sposób nic a nic odczuć, choć od pierwszych linii aktorzy stopniowo mówią i grają właściwie z każdą minutą coraz lepiej), myśli Feliks, (gdybyście przestali wciąż zatruwać atmosferę swoimi psującymi wszystko przemyśleniami), myśli Feliks, (do tego jeszcze teraz włączyli to trąbienie, co to za trąbienie, ja to kojarzę), myśli Feliks, to świniak Wagner!, mówi Pawłow, (z jakiegoś powodu utarzano właśnie doskonałą wielogłosowość w najgorszym naturalistycznym gównie), myśli Pawłow, (najbardziej zachlany i zarzygany Beethoven nie jest taką świnią jak najbardziej odpudrowany wyglansowany wieprzek Wagner, którego główną zasadą twórczą zdaje się być tytłanie wszystkiego w błotnistym bajorze natury), myśli Pawłow, (nie mogę pojąć tych naturalistycznych zboczeń w tak dobrze wypowiedzianym spektaklu, w tak doskonale napisanym polirecytatywie, nagle wbiega świniak Wagner i zaczyna tarzać się w tym swoim obrzydliwym naturaliźmie), myśli Pawłow, ale przez to, mówi Feliks, (ten policeratyw może uchodzić za znacznie lepszy niż jest w rzeczywistości), myśli Feliks, (rzucenie wieprza przed taką perłę może dodać jej blasku przez zwykły kontrast), myśli Feliks, (zresztą, dla większości widzów te dźwięki Wagnera to epitom sztuki wysokiej, chociaż dla ciebie Pawłow być może Wagner to pierwszy, utkwiony jeszcze w błocie stopień jakiejś operowej drabiny), myśli Feliks, (i przez to nazywasz go świniakiem Wagnerem, a zauważ dla tych stojących w samym błocie będzie to już wyraz niesamowitego artyzmu, musisz brać taką perspektywę pod uwagę jeśli wymyślasz publicznie takie opinie i być przygotowanym na to, że nie spotkają się ze zrozumieniem ogółu widzów, którzy owszem w widzeniu mają jakie takie doświadczenie, ale są przeważnie bez wyjątku głusi jak pień), myśli Feliks, (połowa widowni usnęła zupełnie znużona tym recytatywem i taki nagły Wagner wybudzi z otępienia najcięższy nawet przypadek), myśli Feliks, (musisz też brać pod uwagę, że Wagnera słucha się przeważnie ideologicznie), myśli Feliks, (to znaczy słucha się bo wszyscy go słuchają i trzeba go słuchać i nikomu nie przeszkadza, że król jest nagi), myśli Feliks, (lub że król jest świnią), myśli Feliks, (nikt nawet nie pomyśli o nagości Wagnera ani o jego świńskości bo musiałby wówczas przyznać własną, choćby i pod najlepszym garniturem skrywaną nagość i własną, choćby pod najgrubszą towarzysko-operową maską skrywaną świńskość), myśli Feliks, (a czy nie można by w tym tylko uznać geniusz Wagnera, że zniżył się właśnie do pewnej pospolitości dając jej wstęp w obszary sztuki), myśli Feliks, (ten znowu ze zniżaniem się), myśli Pawłow, (zniżający się cnotliwy zniżoląg), myśli Pawłow, (czy to opera ma się tytłać w błocku dżungli, czy to dżungla ma pokornie przyjść do opery?), pyta Pawłow, (to zniżanie się, ta obrzydliwa bliskość zmysłowa Wagnera do najtępszego nawet słuchu jest zaspokajaniem potrzeby wysokiej sztuki zwykłą masową tandetą, miażdżącą wszelkie dalsze aspiracje swoją tandetną kultystyczną miernotą), myśli Pawłow, (sztuka, która się zniża przestaje być sztuką), myśli Pawłow, (ponieważ podstawową wykładnią sztuki jest jej odległość, sam potencjał obcości i sztuczności, nie jakaś naturalistyczna plugawa esencja), myśli Pawłow, (wszyscy kretyni to esencjonaliści, wydaje im się że jak nagromadzą wokół siebie wybitne dzieła, jak obmurują swoje pustogłowia stertami cytatów, to ta ich wyśniona esencja geniuszu przepływać będzie i przez nich, otwierają się masochistycznie na każdy modny neologizm imaginując się w swoich zboczeniach jakimiś naczyniami, sługami wyższych świętości, a w istocie będąc zwykłą reakcyjną kalkomaniakalną miernotą), myśli Pawłow, (zwykłymi platfusami intelektu niezdolnymi poderwać się do skoku w czeluść własnych doświadczeń, bo tam czeka ich praca, wysiłek budowania od nowa całego świata pojęć, roboty której taki falkowaty bukłak na esencję zwyczajnie nie ma szans podołać, bo od małego uczono ich tylko intelektualnej konsumpcji, i to najlepiej jeszcze takiej, która nie pozostawia w nich żadnego osadu, za ideał mając wydalić dokładnie to co pochłonęli, co najwyżej zmielone na kolaż i tę ich dadaistyczną multikulturową wysterylizowaną papkę), myśli Pawłow, (esencjonaliści nie rozumieją, że świat to jest jeden nieprzerwany proces, jedna jedyna wspólna ab-esencja, której wyrazem jest zwłaszcza ruch ich łepetyn, ich własne życie, że z byle szpary w chodniku można wciągnąć książkę najlepszej poezji, jeśli spojrzy się w nią umięśnionym okiem, i że o wybitnym charakterze dzieła decyduje jego ekscentryczny stosunek do reszty świata, jego umiejscowienie poza widzialnym spektrum codzienności), myśli Pawłow, (tak jak najbardziej interesującą przyszłością jest ta najdalsza, a nie to co ma się zdarzyć za chwilę), myśli Pawłow, (to co zdarzy się za chwilę jest zwykłą mechaniczną ordynarnością czasu teraźniejszego, a sztuka ma być oknem w przyszłość, we wszystkie możliwe, a zwłaszcza niemożliwe, przyszłości), myśli Pawłow, a teraźniejszość jest bezczasowym i bezprzestrzennym gównem, klnie Pawłow, (tylko najprymitywniejsze bezkręgowce żyją w nieświadomości głebokiego czasu i głębokiej przestrzeni, w ich ciągłym mechanicznym tu i teraz), myśli Pawłow, (podczas gdy umysł ludzki zdolny jest budować wielkie urojenie przyszłości, no ale trzeba wpierw oderwać nos od własnych stóp), myśli Pawłow, otóż to, mówi Potocki, (przestrzeń nad tym podestem jest znakomicie wypełniona recytatywem jaki otwiera się na dalsze przestrzenie słowne), myśli Potocki, (taki spektakl to sama przyjemność pomijając ten uciążliwy reżim Wagnerycznego porażenia zmysłów), myśli Potocki, (kiedy słyszę wstęp do Tannhausera głębokie fałdy rytmu sekcji smyczkowej i waltorni porażają mój nerw przeponowy), myśli Potocki, (imitujące fortepianowe dudnienia crescendo waltorniowo-smyczkowe powoduje uciskający przeopnę brak przestrzeni od początku do końca, jakby uszy wpadały między mechaniczne tryby), mówi Potocki, (a cała prawda o tej muzyce obnaża się zupełnie w leitmotivie Nibelheimu, gdzie w najniższym momencie Wagnera słychać bezwstydnie całą mechaniczność napędzającą ten wielki ideologiczno tautologiczny teatr), myśli Potocki, (żadnej przestrzeni od początku do końca), myśli Potocki, (w tym jednak spektaklu, pomimo nagłego ataku Wagneryzmu, przestrzeń dojmująca, ujmująca, porywająca przestrzeń), myśli Potocki, (Wagner dla kontrastu, wyraźny kontrast przestrzeni słownej z Wagnerem), myśli Potocki, świńskość i to w dodatku mechaniczna, mówi Pawłow, (co tylko dowodzi wagnerowskiego naturalizmu, bo jak wiadomo nie ma nic bardziej chamsko mechanicznego niż sama natura), myśli Pawłow, (natychmiastowe porażenie prądem z nurtu odruchów bezwarunkowych), myśli Pawłow, po prostu elektryczny pastuch, mówi Pawłow, (elektromechaniczny świński pastuch wagneryczny na świniowidownię), myśli Pawłow, (czy widownia wagnerowska to nie kulturalna trzoda?), myśli Pawłow, jakie kiepskie białogębne makijaże, mówi Alicja, (nie mogli się jakoś lepiej pomalować ci recytatywiści w jakieś kolory, a nie tylko białe maski), myśli Alicja, (białe maski, nawet szminki nie używają, tylko puder), myśli Alicja, (co za nudne twarze), mówi Alicja, (co z tego że recytują tak pięknie, jak nie potrafią się uśmiechać), myśli Alicja, (czemu ty się facet w ogóle nie uśmiechasz, niedowład masz czy co?), myśli Alicja, (nie bierzesz udziału w tym ogólnym festiwalu wyszczerzonych zębów jakbyś przeczuwał jakiś dramat), myśli Alicja, (co za dramatycznie kamienna twarz), myśli Alicja, (co za recytująca rytmicznie oderwana od rzeczywistości duchowa maska), myśli Alicja, (przerażająca), myśli Alicja, (jakby ciało twoje przejął duch recytowanej w doskonałych rytmicznych odstępach, w znakomitych melodycznie periodycznych kawalkadach porywająco składnej szczerosrebrnej polszczyzny), myśli Alicja, (jak oni mówią jakby śpiew krył i się pod każdym słowem wymówionym, jak oni grają ładnie głosem z bladej pudrowanej księżycowym srebrem twarzy), myśli Alicja, (już schodzą?, czy oni się na mnie tak obrazili?, mogli by jeszcze ci księżycowi śpiewacy coś powiedzieć, chyba im się akt skończył, chyba koniec pierwszego aktu), myśli Alicja, co już?, pyta Potocki, (teraz jak mnie podrażnili tym trąbieniem, złażą), Dupa! Patrzcie dupa! A nie mówiłam, (że będzie dupa, jaka ja jestem kasandryczna, dupa golusieńka), patrz Feliks, (męskodupowa w tonie ścisłopośladkowym), dupa jak z żurnala, wiedziałam, (no przecież wam mówiłam, jak to czasem lepiej powiedzieć co się wie od początku to można potem uchodzić za wieszcza), myśli Alicja, (ale w polskim teatrze to w zasadzie wszystko jest już tak ograne, że ja lepiej wiem co będzie niż aktorzy, których wpuszczają świecić dupą na pięć minut, jaka fajna), myśli Alicja, a pan to z jakiej opcji politycznej, pyta Alicja, (ta pańska dupa to prowokacja środowisk gejowskich, czy ogólny wyraz młodzieńczego buntu?), myśli Alicja, (jaką to ideologię dzisiaj się nam na takiej księżycowej dupie podaje?), myśli Alicja, (jak pan nie odpowie to ja pana sklasyfikuję jako regularnego anarchistę), myśli Alicja, (no ładnie, ładnie się pan czołga, a to taka minimalistyczna rola? gąsienica z dupą? czy pan z podhala Gąsienicą jest czy z której wyżyny?), myśli Alicja, (ja nie wiem, kim on ma być? pięć minut już na scenie i ani jednego dźwięku z siebie nie wydał, jeszcze żeby ciałem coś uformował, a to totalna manekinoza jakaś, wpuścili faceta z ulicy żeby się na golasa tarzał po scenie), myśli Alicja, kpina, niech on się wreszcie odezwie ten roznegliżowany bezduszny manekinista, mówi Alicja, (czy ja mam mówić za niego?, tak mi się wydaje, żeby ratować to żenujące nagle przedstawienie), myśli Alicja, (w pierwszym akcie taka była nieziemska polifoniczna atmosfera, a teraz jakiegoś ćwoka prosto z ulicy wepchnęli na scenę), myśli Alicja, (dlaczego on się wcale nie odzywa?), myśli Alicja, (e, odezwij się wreszcie ćwoku uliczniku golasie), myśli Alicja, (irytujesz mnie tym swoim kompletnym partactwem, kiedy ja tak się starałam milczeć abyś ty mógł recytować swoje kwestie, to wcale nie chcesz nic recytować), myśli Alicja, (przeziębisz się tylko w tym negliżu smętny partaczu, kto ci wyciął taki numer), myśli Alicja, (kto ci kazał się tak tarzać jak kretyn bez słowa po tej scenie w grudniu, aż mnie ciarki z zimna przechodzą i nie wiem czy to od widoku golasa czy z zażenowania całą sytuacją), myśli Alicja, (nikt go na tę scenę siłą nie wpychał), myśli Pawłow, (niech się tarza bezsłownie, bezcelowo ten nasz wielki aktor), myśli Pawłow, (ta nasza wspaniała bezduszna niema twarz), myśli Pawłow, (twarz porażonego prądem więźnia obozu teatralnego), myśli Pawłow, (doskonały drugi akt), myśli Pawłow, (doskonale zamknięty nagi umysł doskonale wytresowanego aktorskiego aspiranta), myśli Pawłow, (cichowagneryczny), myśli Pawłow, (jeszcze tragiczniejszy niż ten świniak Wagner, bo cichowagneryczny, niemowa, cichomechaniczny), myśli Pawłow,( jak sama natura), myśli Pawłow, (co za obrzydliwie nagi kwintesencjonalny naturalizm obciętych odmóżdżonych pełzających ślepo nerwów), myśli Pawłow, bezgłosowo-bezkręgowy zerowy pełzający bezakt, mówi Pawłow, (doskonała reżyserska metoda zamykania umysłów), myśli Pawłow, (doskonale poamputacyjny katolicko-nihilistyczny kadłub o powierzchniowo ludzkich proporcjach), myśli Pawłow, (doskonałe zamknięcie w drugim akcie), myśli Pawłow, (oto żołnierz idealny natury wegetacyjnej, bezgłowa życiowa niezniszczalna ameba ludzka, piękna jak anioł, bezmyślna i gotowa do samodziałania, arcymilitarny drugi akt), myśli Pawłow, (czuję moją narastającą samotność w obecności braku aktu w drugim akcie), myśli Pawłow, (nagłe odosobnienie w obliczu mechanizacji religijno-ideologicznej nabiera we mnie olbrzymiej siły), myśli Pawłow, (teraz właśnie wobec tego pseudoaktu powinni wpuścić tu wagnerowski nosorożec żeby się wytarzał w tej demonicznej bylejakości, stając się najdonioślejszym wydarzeniem, choćby i popuścił tu w ferworze trochę romantycznego nawozu), myśli Pawłow, to by dopiero było spiętrzenie kuriozalności, mówi Pawłow, (ostatecznie to reżyser oszczędził tego nieszczęśnika, bo mógł wwieźć tu taczkami nawóz i wobec takiego bezaktorstwa uczynić z tego nawozu większe misterium niż ten bezaktorski golas), myśli Pawłow, (takiej przesady jednak nikt na tej widowni by nie przetrzymał), myśli Pawłow, (odnieśli by prawdopodobnie wrażenie, że wobec braku mimezis aktora, to nawóz zaczyna ich przedrzeźniać, tak jak im się od Wagnera robi od razu teutonicznie, tak od nawozu powinno im się zrobić od razu ekskrementycznie), myśli Pawłow, (najznakomitszy profesor psychologii na widowni teatralnej zamienia się w paranoidalnego psychotyka, któremu się zdaje, że wszystko go przedrzeźnia i imituje), myśli Pawłow, (już nie wspominając o lokalnej finansjerze, która najchętniej kazała by odgrywać wszędzie samych siebie, aby uniknąć tego odruchowego przymusu rewidowania swego wnętrza w obecności ciał obcych), myśli Pawłow, jest tu tak grząsko, że nawet nie trzeba nawozić, mówi Pawłow, (nawet tak jałowe aktorskie ziarno jak ten tutaj wpadając w tak żyzną widownię kwitnie jakimś plonem poamputacyjnych urojonych znaczeń, których aż strach się domyślać), myśli Pawłow, (czy to nie smutne?, że aby zrozumieć istotę aktorstwa potrzebny jest nam taki aktor martwy, amputowany, taki wyłom w rzeczywistości), myśli Potocki, (czy nie oznacza to, że całe pojęcie aktorstwa formułowane jest jako urojenie w obecności jego braku?), myśli Potocki, (jakby jedynym źródłem wiedzy o ludzkim życiu miał być nieruchomy zewłok człowieka martwego), myśli Potocki, teraz poczułem się znacznie lepiej, mówi Feliks, (kiedy niby zdaniem Pawłowa ten spektakl sięgnął absolutnego dna), myśli Feliks, (ja poczułem się przeciwnie, wywyższony), myśli Feliks, (takie partactwo z gołym tyłkiem może odwalać każdy, co oznacza, że jestem znacznie lepszy od tego aktora), myśli Feliks, (oczywiście, że ogólnie spektakl w tym momencie staje się coraz gorszym, ale przez to widzowie mają szansę stawać się coraz lepszymi), myśli Feliks, nie lepszymi tylko współgorszymi, mówi Pawłow, (ty nie rozumiesz, że ten teatr zniża się po to aby nikt nie raczył na widowni się podnieść, przeciwnie ciągnie widzów swoim tandeciarstwem w najgorsze mechaniczne samozadowolenie), myśli Pawłow, (które jest amputacją wszelkich artystycznych i duchowych aspiracji), myśli Pawłow, (ten wodogłowny pierwotniaczy pseudoaktor kopulujący posuwiście wzdłuż powierzchni sceny jest zwykłym ochłapem na jaki tylko prymitywna jak ty szczeżuja jest w stanie się złapać), myśli Pawłow, (zapychają ci głód intelektualny najgorszym z ulicznego śmietnika podniesionym chłamem), myśli Pawłow, (i dlatego taki się robisz syty i samozadowolony, gdybyś choć jeszcze był w stanie pojąć tę perwersję i z niej wyciągnąć jakieś wnioski, ale to twoje reakcje dyktują ci interpretację, co obnaża cię jako kompletnego reakcyjnego troglodytę), myśli Pawłow, (z tą swoją lepszością wart jesteś tego wytarzanego we własnej amputacji pseudoaktora), mówi Pawłow, istotnie nasz Feliks znalazł sobie odpowiedniego towarzysza, mówi Pawłow, (nagiego niemowę z wodogłowiem), myśli Pawłow, (faktycznie polepszył ci samopoczucie swoim bezmózgim bezaktorskim pełzaniem, trzeba będzie was umówić na uliczną schadzkę), myśli Pawłow, (z tym manekinem będzie ci w sam raz do twarzy), myśli Pawłow, (Feliks i manekin, romans z pierwszych stron), myśli Pawłow, (będziesz go brał na wrzosowiska, przeżyjecie Dickensonowską miłość stulecia), myśli Pawłow, tylko nie zapomnij promptera, mówi Alicja, (żeby wiedział co powiedzieć i kiedy), myśli Alicja, prompter!, mówi Pawłow, (zagadka dramatycznego milczenia rozwiązana), myśli Pawłow, (dramatyczny kollaps technologiczny w postaci awarii promptera), myśli Pawłow, (cywilizacja w osobie aktora oniemiała permanentnie), myśli Pawłow, (protetyczny podajnik słowny podaje tylko dramatyczną próżnię), myśli Pawłow, (może sufler zasłabł?), myśli Pawłow, (może reżyser zadusił suflerkę i ta dramatyczna zakulisowa śmierć przeniosła się na dramatyczne sceniczne milczenie aktora?), myśli Pawłow, (kto wie jak długi łańcuch morderstw nie stoi za taką niewinną zdawałoby się umysłową awarią jaka ma miejsce na naszych oczach), myśli Pawłow, (zkukiełkizowany nagłym krachem podtrzymującej go przy życiu cywilizacji), myśli Alicja, (biedaczek, trzeba go wziąć na oddział bo gotów umrzeć z głodu), myśli Alicja, (takiemu golasowi niemowie nikt bułek nie sprzeda), myśli Alicja, (a może on z głodu tak, zapaści dostał, i tak się kula po tej scenie bo sił nie ma ustać?), myśli Alicja, przynieście mu kanapkę, mówi Alicja, szklankę wody!, woła Alicja, (szybko! szklankę wody, bo mu gardło zaschnie na amen od tego milczenia), myśli Alicja, jak możecie tak na głos to myśleć?, szepce Alicja, on wszystko słyszy nasz bezkostuimowy amimetyczny podłogowy człowiek, szepce Alicja, przykro mu się zrobi jeszcze, jeszcze wywołacie w nim falę zażenowań, którą będzie musiał z wysiłkiem powściągać, szepce Alicja, jesteście bezsercowi, zrozumiałam to nagle, kiedy obudził się we mnie matczyny instynkt i rozczulenie nad tym oszukanym człowiekeim, któremu wmówiono, że jest aktorem, podczas gdy został zamanekinizowany próżniowo tak jak się pakuje kurczaki, szepce Alicja, tak jego wpakowali amputowanego w jego własne sfoliowane ciało, szepce Alicja, zafoliowany autosamoerotyczny reformator powierzchni płaskich, szepce Alicja, należy się mu jedynie współczucie wobec tak nikczemnego oszustwa reżysera, szepce Alicja, reżyser tego bezaktu jest zwykłą świnią, (a co ma reżyser do jego wodogłowia?), myśli Pawłow, ( nie lobotomizował go długoletnio by tarzał się po ziemi, tylko takiego zlobotomizowanego już wziął z ulicy), myśli Pawłow, (takiej lobotomii nie da się podrobić, musi być to lobotomia naturalna, rodzinno-społeczna), myśli Pawłow, (tak gruntownie przygruntowej amputacji nie da się uzyskać metodami laboratoryjnymi, a jedynie wyłuskać z ogólnozlobotomizowanej puli wszystkich mieszkańców), myśli Pawłow, (jeśli ktoś wciela się w rolę reżysera to bierze na siebie pewne obowiązki), myśli Potocki, (człowiek w roli reżysera domaga się, co często uchodzi teatralnej krytyce, pewnego społecznego zaufania nie tylko od nie wiadomo jak bardzo ulicznych, czy wręcz śmietnikowych aktorów, ale zwłaszcza może od publiczności), myśli Potocki, (więc tylko gruntowne wodogłowie samego reżysera może dawać efekt takiego wodogłownego, bezaktywnego, skutecznie zaniemówionego aktorskiego kadłubka), myśli Potocki, (reżyser ma za zadanie wypełnić funkcje aktywnego sprzężenia zwrotnego dla wyobraźni aktorskich), myśli Potocki, (ma stać się lustrem aktywnym i to jego bezaktywność jest właśnie źródłem braku aktora w aktorze), myśli Potocki, (reżyser bezaktu musi być bez wątpienia najgorszą świnią, mówi Potocki, (bo uzurpuje sobie zaufanie następnie je sprzeniewierzając, co wobec zaledwie biernych niedostatków samego aktora jest wprost czynną destrukcją całego pojęcia teatru jako współuczestnictwa w sztuce), myśli Potocki, (niewątpliwie świnia), myśli Potocki, najgorsza z najgorszych świnia, mówi Potocki, (istna świnioreżyseria), myśli Potocki, (pochodzenie tego świniowagneryzmu z aktu pierwszego nareszcie znalazło swój teoretyczny przyczynek), myśli Potocki, (w świnioreżyserze), myśli Potocki, qvod erat demonstrandum, (ale czy nie było by gorzej gdyby reżyser przeniósł aktywnie swoją osobistą egotyczność na aktora każąc mu, dajmy na to nie tylko tarzać się ale i na przykład recytować jakieś głupie teksty), myśli Feliks, (a w skutek tego ewidentnego opuszczenia aktora przez reżysera, poprzez gruntowne wycofanie się reżysera czy to nie sam aktor jest odpowiedzialnym za własne aktorstwo, a jednocześnie uwolnionym), myśli Feliks, (czy samemu aktorowi nie daje się swobody interpretacyjnej), myśli Feliks, (interpretacji czego?), pyta Potocki, (szorowania tyłkiem po scenie?), pyta Potocki, (interpretacji bezmyślnej szamotaniny i niemówstwa?), pyta Potocki, (to po jaką cholerę w ogóle ten reżyser pcha się do roli reżysera, skoro jej potem nie wypełnia), myśli Potocki, (czy gdyby jakiś zboczeniec pchał się do roli, dajmy na to, prezydenta kraju i potem jej nie wypełniał, czy nie był by zdrajcą ogólnego zaufania i najzwyklejszą świnią z wodogłowiem?), myśli Potocki, (czy wobec złożenia na publicznej funkcji reżysera publicznego zaufania nie należało by takiego plugawego oszusta z marszu zamknąć w schowku na miotły i wyrzucić klucz?), myśli Potocki, (wszyscy wy nie bierzecie pod uwagę, że sama rola reżysera może być wyreżyserowana przez innego reżysera), myśli Alicja, (wam się wydaje, że może być tylko jeden reżyser, a jeśli reżyserów jest dwóch?), myśli Alicja, (jeśli nasz reżyser jest w gruncie rzeczy aktorem grającym reżysera, reżyserowanym przez innego reżysera), myśli Alicja, (o matko siostry trzeciego wujka, a co jeśli jest trzech, trzech reżyserów!), myśli Alicja, (bo tamten znowu drugi reżyser reżyserujący pierwszego reżysera jest sam reżyserowany?), myśli Alicja, wtedy wszystkich do schowka na miotły, co do jednego, im wcześniej tym lepiej, mówi Potocki, (taki jeden bezaktor, lub jeden pseudoreżyser kompromituje całą machinę teatralną, i w związku z tym należy wszystkich ich bez wyjątku zamknąć do schowka na miotły), myśli Potocki, i klucz wysłać rakietą w kosmos!, mówi Potocki, (ja nie mogę patrzeć już na tego wodogłownego aktora bo widzę w nim wodołownego reżysera a nad nim bliżej niezidentyfikowaną wodogłowną podłość całej machiny teatralnej, która tym reżyserem kieruje), myśli Pawłow, (podłość, rozproszona w tym wieloreżyserskim, wieloaktorskim aparacie teatralnej represji jest jeszcze gorszą podłością niż podłość pojedynczego reżysera), myśli Pawłow, (jestem przekonany, że nie istnieje wcale żaden siódmy czy dziewiąty ostateczny reżyser, ponieważ oni wszyscy, aktorzy i reżyserzy wierzą w jego istnienie ale tak naprawdę w ich urojeniach odbija się ich wzajemna naturalistyczna podłość ludzi-manekinów, nagie naturalistyczne bezwładne wnętrza przepełnione najgorszą bezmózgową podłością pełnego zaufania cudzym osądom jakie charakteryzuje naturalną inercję intelektualną), myśli Pawłow, (patologiczne zaufanie na którym żeruje ta wszechobecna pleśń naturalnego automatyzmu degradującego wszystko co ludzkie do podstawowych odruchów cielesnych), myśli Pawłow, (jak to widać na załączonym bezaktorskim bezakcie), myśli Pawłow, (wszystkiemu winne jest to pełne bezwarunkowe idiotyczne zaufanie do samego końca, bez względu na to czy ufa się komuś, czy sobie samemu, kryzys samokrytyki), myśli Pawłow, (a więc patologia wybujałego popędu zaufania, obrzydliwe zboczenie bezwarunkowego, nie wyciągającego krytycznych wniosków zaufania), myśli Pawłow, (tak kończy ten kto ufa bezgranicznie własnej lub cudzej naturze, tym naturalistyczno-magicznym bełkotom, które bez odpowiedniego ruchu umysłowego oporu, bez odpowiedniej intelektualnej immunologi kończą się doszczętną bakterioryzacją i amebicznym dadaizmem bezładnej pierwiastkowej zupy materia prima), myśli Pawłow, (wielki spektakl rozgotowanego na papkę aktorstwa przedpierwotnego), myśli Pawłow, misteryjne humanoidalne puree, mówi Pawłow, i to bez cebulki, czysty rozwodniony ziemniak, dodaje Alicja, teatralno-fotosyntetyczna cyjanobakteria reżyserska z późnego archeozoiku, dodaje Alicja, (tego nie da się dłużej oglądać, zabierzcie stąd tego idiotę nieszczęśnika, to jest koniec teatru, to jest ostateczny upadek systemu intelektualnego ograniczonego zaufania i ostateczne zwycięstwo automatyzmów samej natury), myśli Pawłow, (odtąd czeka nas tylko powolna taśmowa śmierć poprzez rozszatkowanie i zafoliowanie), myśli Pawłow, (umysł teatralny, który jest budowanym w oparciu o naturalne siły ruchem oporu przeciw tym siłom, ostatecznie poległ zarżnięty tym ostatecznym żywym manekinem), myśli Pawłow, (nie spostrzegli nawet kiedy sztylet wsunął się im pod żebra), myśli Pawłow, (ta tragedia kończy się jeszcze przed finałem, od samego właściwie początku to był już koniec), myśli Pawłow, (bo ten typ teatru jest cały sztyletem pod żebro), myśli Pawłow, (Antygona to tajna broń Kreona), myśli Pawłow, (a Kreon to tajna broń szybujących nad Tebami ptaków, które swą podłą naturalistyczną magią niszczą wszystko co ludzkie i umysłowe), myśli Pawłow, (nareszcie, nareszcie wypełza ten półgłówek ze sceny, nareszcie koniec tego odspektaklowiania), myśli Pawłow, (nareszcie kurtyna), (...)
(...)Feliks, mówi Alicja, Feliks, Feliksie, mówi Alicja, czy ty widzisz co tam leży na podeście?, czy ty widzisz chłopcze drogi co tam w tym łchmanie na podeście położył dyrektor teatru?, mówi Alicja, a skąd wiesz, że dyrektor teatru położył, mówi Feliks, nic nie widzę, mówi Feliks, widzisz widzisz Feliksie, tam w prześcieradle, w prześcieradle zawinięty, patrz jak leży, mówi Alicja, patrz jak leży i nic a nic się nie rusza, mówi Alicja, co się nie rusza, mówi Feliks, dlaczego ma się ruszać prześcieradło, prześcieradła przecież nie ruszają się, mówi Feliks, zawinięty w prześcieradło, mówi Alicja, zupełnie nieruchomy Feliksie, prawdopodobnie całkowicie unieruchomiony, mówi Alicja, nieruchomy, mówi Feliks, to jak mam coś widzieć jak unieruchomiony, mówi Feliks, niezmienny i nieruchomy znaczy nie istnieje, mówi Feliks, w tym prześcieradle niczego nie ma, mówi Feliks, jestem nabierany jak dziecko, mówi Feliks, co za szkoda, odzywa się Potocki, co za tragedia, taki doskonały podest takim zaśmiecać zawiniętym w prześcieradła nieżyjacym trupem, mówi Potocki, jak to nieżyjącym, mówi Feliks, jak to, nieżywym?, mówi Feliks, co ty Potocki chcesz mi przez to powiedzieć, że nieżywym, mówi Feliks, no zupełnie nieruchomy już i nieżywy, nieżyjący nieboszczyk, wtrąca się Pawłow, trup, mówi Alicja, trup Feliksie, trup w prześcieradle leży i nie rusza się już nic a nic, nie oddycha i nie żyje, mówi Alicja, całkowicie unieruchomiony przez rigor mortis Feliksie, mówi Alicja, rigor mortis przenika, przenika wszystkie jego członki, mówi Alicja, o nie nie nie..., mówi Feliks, nie, nie, nie, nie, mówi Feliks, nie, nie nie, i nie!, żadnych trupów!, mówi Feliks, nie zgadzam się na trupy, mówi Feliks, nie po to się tłukłem w grudniu tym tramwajem, nie po to znoszę te wasze gdakania, żebyście mi teraz wyjechali z trupem, mówi Feliks, Feliks popatrz tylko jak leży, leży zawinięty w prześcieradło, rigor mortis, Feliksie, zupełnie nieruchomy, ciało się poddało rygorom prymitywnym i podstawowym rygorom gnicia mon cheri, musztra śmierci zakuła jego członki w zimne kajdany, mówi Alicja, to okropne, mówi Pawłow, na podeście, to przesadne epatowanie śmiercią w teatrze, biorąc pod uwagę temperaturę i wilgotność powietrza, biorąc te dwie rzeczy pod uwagę z pewnością bakterie zupełnie już go oblazły, mówi Pawłow, zważając na tak sprzyjające rozwojowi warunki bakterie już na nim z pewnością ucztują, mówi Pawłow, zgniła krew, mówi Pawłow, krew mu gnić zaczyna powoli od strony osocza, mówi Pawłow, bowiem musisz wiedzieć Feliksie, że krew gdy krzepnie rozdziela się, mówi Pawłow, na wodniste osocze i gęsty jak syrop zgniłowinny zakrzep, mówi Pawłow, bakterie już pewnie mają niezły bankiet, mówi Pawłow, niezły bankiet...,czy to nie jest delikatnie mówiąc przesada?, mówi Feliks, czy wy aby nie przekraczacie tu pewnej granicy?, mówi Feliks, ja tu nie widzę żadnego trupa nieżywego, tylko prześcieradła, mówi Feliks, no tam patrz popatrz, zawinięty jak sztuka mięsa w rzeźni, mówi Alicja, sztuka gnijącego ciała w prześcieradłach cała, śmieje się Alicja, tylko nie podchodź, nie podchodź bo bakterie tylko czekają, mówi Alicja, a wiesz, pewnie ktoś go zaleczył na śmierć, mówi Alicja, najpewniej ofiara nad wyraz skutecznej praktyki lekarskiej, mówi Alicja, albo co gorsza psychologicznej, z pewnością umarł w wyniku terapii, mówi Alicja, podejrzewam gestaltystów, mówi Alicja, podejrzewam, że jego zdolności wizualizacji zostały skierowane w nieodpowiednim kierunku i jeszcze żyjąc wyobraził sobie własną śmierć nazbyt skutecznie, mówi Alicja, nie ma wątpliwości, że mamy przed sobą martwe ciało zawinięte w prześcieradło, które jeszcze niedawno było całkiem żywym ciałem, a teraz już jest skutecznie unieżywione, mówi Alicja, a przyczyną tej martwoty była nienaturalnie rozwinięta, niespotykanie potężna zdolność wizualizacji, która wymknęła się spod kontroli nieudolnym gestaltystom i doprowadziła do zgonu pacjenta, mówi Alicja, ten pacjent nie żyje Feliksie, on tam leży zupełnie nieruchomo, mówi Alicja, niczego nie widzę, mówi Feliks, to skłębione prześcieradło niczego jeszcze nie oznajmia, mówi Feliks, niczego nie wnosi takie nagłe pojawienie się prześcieradła w które zawinięty jest ponad wszelką wątpliwość co najwyżej manekin, manekin, mówi Feliks, trup w tej chwili nie ma najmniejszego sensu, on byłby tu w niewłaściwej chwili, mówi Feliks, skąd pomysł by teraz ściągać tutaj trupa?, mówi Feliks, ależ Feliksie Feliksie, Feliksie mój naiwny mały Feliksie, mówi Alicja, trup był jest i będzie w prześcieradle dokładnie jak to ci z Pawłowem cierpliwie referujemy, dokładnie tak, był jest i będzie, i nikt nie ma na to najmniejszego wpływu, mówi Alicja, więc przynajmniej głupiutki Feliksie zrobić z niego jakiś użytek, użytek Feliksie, użytek, mówi Alicja, użyć trupa wypadałoby skoro jest w prześcieradle, skoro tak skromnie się nam tu rozkłada, mówi Alicja, skoro już poddał się terapii gestaltystów i spojrzawszy na swą własną śmierć, zabił się tym spojrzeniem, mózg mu się zatrzymał i śmierć, kliniczna, psychochirurgiczna śmierć, mówi Alicja, nie było świadków, nie było dowodów, czysta psychologiczna zbrodnia nieudolnych Gestaltystów, mówi Alicja, a, a może właśnie zbyt skutecznych, zbyt udolnych gestaltystów, mówi Pawłow, psychologów z najczarniejszą premedytacją mordercy, mówi Pawłow, pomyśl Feliksie, mówi Pawłow, nie nie nie, mówi Feliks, nie myśleć, o tym się nie da w ogóle myśleć, i po co?, po co? po co?, mówi Feliks, po co myśleć skoro nie ma o czym myśleć, mów Feliks, a skuteczni, nad wyraz skuteczni gestaltyści?, mówi Pawłow, Feliksie, a szczęśliwe nad cudzą śmiercią podłe wyszczerzone gęby gestaltystów czy dla ciebie nic nie znaczą?, mówi Pawłow, czy nic a nic nie przypominają ci te wyszczerzone lekarskie podłe gęby noszone pod chłodnymi maskami profesorów psychologii?, mówi Pawłow, spójrz na trupa Feliks! Patrz na trupa!, mówi Pawłow, ale to czasowo, czasowo nie ma najmniejszego sensu, mówi Feliks, dlaczego niby właśnie teraz ma pojawić się ten trup, mówi Feliks, to w ogóle nie odpowiada harmonogramowi, wy chcecie zaburzyć cały harmonogram, mówi Feliks, czy to rzeczywiście jest właściwa pora na trupa?, mówi Feliks, czy to jest ten dzień i ta godzina w której ma prawo pojawić się trup?, mówi Feliks, tego wcale nie można nazwać odpowiednim momentem na trupa, przeciwnie jest to moment wyjątkowo nieodpowiedni dla niezywych, mówi Feliks, zwłoki ludzkie, zwane potocznie trupem, nie powinny w ogóle się pojawić w tym momencie, a jeśli nawet przypuśćmy pojawiły by się zwłoki, to w tak nieodpowiednim momencie powinny zostać zignorowane, mówi Feliks, to nie jest właściwy moment aby dostrzegać jakiekolwiek trupy, istniejące czy nieistniejące, wszystko jedno, mówi Feliks, to nie jest trupia godzina, mówi Feliks, czy jeśli w porze śniadania podaje się kolację to ktokolwiek nazywa to kolacją? Otóż nie, mówi Feliks, nawet jeśli w porze śniadania podaje się kolację, to nadal nazywa się to śniadaniem i fakt podania kolacji w porze śniadania słusznie się ignoruje, mówi Felix, tak samo trup który pojawia się w nieporę powinien zostać kompletnie zignorowany, albo uznany za nieruchliwego żywego, mówi Felix, ale to i tak nie ma najmniejszego znaczenia, ponieważ żadnych trupów tu nie było, nie ma i nie będzie, mówi Feliks, rozczarowanie Feliksie, i niesmak, mówi Pawłow, tak zawziętej ignorancji dawno nam nie referowałeś, mówi Pawłow, z takiego umysłowego zacietrzewienia wynikały zawsze i wiecznie będą wynikać same nieszczęścia, mówi Pawłow, czy ty chcesz na nas ściągnąć same nieszczęścia?, mówi Pawłow, czy ty chcesz nas podać bez pardonu na tacy najgorszym możliwym tragediom?, mówi Pawłow, gestaltyzm, pies z nim, ale na pastwę lekarzy? Na pastwę tej mafii lekarskiej, która wstrzykuje wirusy, mówi Pawłow, wstrzykuje pierwszy lepszy kancerogenny patogen aby udowodnić, że metoda wizualizacji przynosi zdumiewające skutki u osób wyobrażających sobie czym jest śmierć?, mówi Pawłow, jesteś głupi, Feliksie, jesteś naiwnie kryminalnie niedorozwinięty, mówi Pawłow, cały świat pełen jest lekarzy morderców, którzy patogeny wstrzykują jak soczek, mówi Pawłow, jak dzidzi soczek się daje tak ci wstrzykną prędzej czy później ty kryminalny głupcze, mówi Pawłow, patrz na trupa Feliks! Patrz na trupa!, mówi Pawłow, ja wstaję, mówi Feliks, zaraz wstaję i idę sprawdzić, mówi Feliks, i nie będziesz mi tu mydlił oczu żadnym trupem, Pawłow, ja się znam na twoich bahawiorystycznych sztuczkach, mówi Feliks to jest stare jak świat zastraszanie trupem, to jest najzwyklejsza, najbardziej podstawowa behawiorystyczna hipnoza, mówi Feliks, która wcale do mnie nie dociera, mówi Feliks, zaraz wstaję i idę wam obojgu pokazać, mówi Feliks, lecz uważaj!, mówi Alicja, ...uważaj malutki Feliksie na bakterie, a?, mówi Alicja, na wirusy, mówi Pawłow, na gnilne zaraźliwe infekcje, uważaj mały Feliksie, wystarczy że dotkniesz ułamany paznokieć i koniec ze zdrowiem, z życiem, ze wszystkim, mówi Alicja, wystarczy wciągnąć trupi zapach, co ja mówię, wystarczy pół zapachu jedną dziurką i już zaczyna się powolne konanie, Feliksie, droga na tak zwany tamten świat, mówi Alicja, który jak widzisz na przykładzie trupa nie jest żadnym tamtym światem, ale jest dokładnie tym tutaj jedynym światem, mówi Alicja, pokolorowanym rigor mortis, mówi Alicja, czy ty wiesz jaki to jest kolor rigor mortis Feliks?, mówi Alicja, to jest absolutny brak jakiegokolwiek koloru bo mózg już dawno, dawno gnije, mówi Alicja, kompletnie gnije, mówi Pawłow, całkowite gnicie mózgu, mówi Pawłow, całkowity brak bodźców nerwowych, mówi Pawłow, tylko mechanika kwantowa ordynarnej chemii gnicia, mówi Pawłow, i myśli, wszystkie ostatecznie myśli ulatniają się jak bąki w wannie, mówi Pawłow, także z tobą jest jak wiemy coraz lepiej ale z nim jest niestety coraz gorzej, mówi Pawłow, i gorzej i gorzej, mówi Pawłow, można powiedzieć, że stacza się w trupie ekstremum trybem wykładniczym, mówi Pawłow, z tobą jest jak widzę jeszcze znowu lepiej, z nim zaś z minuty na minute coraz gorzej, więc nie traćmy czasu Feliks, trup jest trup, mówi Pawłow, trup jest trupem Feliksie, mówi Alicja, i skoro leżąc nieruchomo ulatnia wszystkie myśli, mówi Alicja, czy słyszysz Feliksie, jak ulatnia?, mówi Alicja, czy słyszysz, słyszysz?, mówi Alicja, przysłuchaj się Feliksie, przysłuchaj uważnie, mówi Alicja, ulatniające myśli, mówi Pawłow, wychodzące z głowy trupa jako dźwięki powinny teraz być doskonale słyszalne dla Feliksa, mówi Pawłow, ponieważ z jego słuchem jest z dnia na dzień coraz lepiej, mówi Pawłow, podczs gdy z moim jest mniej więcej średnio, mówi Pawłow, ale z twoim jest lepiej i lepiej, mówi Pawłow, Feliks czy twój coraz lepszy słuch wyławia myśli wychodzące z trupa?, mówi Pawłow, skoro już wiesz Feliks, że trup, to powiedz, powiedz kochany, co mówi trup, Feliksie?, co mówi trup? co, mówi Alicja, mówi nieboszczyk w ulatującej pośmiertnie narracji, mówi Alicja, halo halo, mówi Alicja, halo halo, mówi Alicja, Feliks do trupa! Feliks do trupa! Halo halo, mówi Alicja, rigor mortis zgłoś się!.................................................................................................................................................................................................................................(f f f), nie powiedział trup, (f f f), nie powiedział trup, (fiii), nie powiedział trup, (fiiiiio), nie powiedział trup, (fio fio fio...), nie powiedział trup, (fioooletowym kwieciem czarny zakwitł bez), nie powiedział trup, (doskonale), nie powiedział trup, (doskonale doskonale), nie powiedział trup, (doskonale czarnych bezwład urodził bezładne owoce), nie powiedział trup, (a a a), nie powiedział trup, (a-arytmiczny delokator rodnych ciał o sercach doskonale czarnych), nie powiedział trup, (be be be), nie powiedział trup, (bezsercowe doskonale czarne ciała porodziły bezrytmiczną śmierć), nie powiedział trup, (urodzone doskonale kwitną fioletowym kwieciem w doskonałą czerń), nie powiedział trup, (skonały w nadkwiatach czarną muszlą ciał, skłoniły się kwieciu bezwładne bezserca), (jaki tu bezruch, jaki nadbezruch czerniejących i owocnie martwych serc), nie powiedział trup, (tu powstają wprowadzenia w dyktaturę ciszy, której kwiatem międzystężeń z serca broczy czerń), (czarny kwitnie bez), nie powiedział trup, (bezlicznym bezwładem fiolet doskonały, doskonały w nadczerni świeci owoc serc), nie powiedział trup, (przetłoczone przez blask, przewieszone przez kwiat, nadwrażenie współbezkresnych uwiędłych, liściaste doskonałe widmo doskonałych ciał), nie powiedział trup, (doskonałe niepowstanie z martwych łodyg martwych gwiazd), nie powiedział trup, (nie przeżyją takiej nadciszy, nie przesuną ciał, mieszkańcy torfowiska słów), nie powiedział trup, (natężonych od bezdźwięku współbezwładnych niesie lepki rytm), nie powiedział trup, (niepodzielnie nieodżywający mieszkańcy z niechcenia przesuwani za namową deszczu głębiej i głębiej w glinorodne iłodajne unieruchomienia), nie powiedział trup, (wszyscy umarli mieszkańcy zamorzeni głodem wnęk mieszkaniowych lub syberii, albo w tył głowy strzałem upadli),(zamordowani przez współwrogów pod ścianą pierwszą gorszą lub w śmietniku pozostawieni by gnić), nie powiedział trup, (obok resztek marchwii, wszystkim im spod gardeł poderżniętych chłopi zmarnowali krew), nie powiedział trup, (wszyscy nie żyją), nie powiedział trup, (wymieniły ich wszystkich na ruble i dolary kurwy obojętne śmiertelnie, nie ma już mieszkańców na ziemi), nie powiedział trup, (wszyscy pod ziemią są, wszystkich wytropiło i zatłukło gestapo, wszystkich zagłodziła władza ludowa, zatłukli bejsboliści zomo, wszystkich zjadły już szczury w ziemiankach nad rzeką Jenisej a ich szczątki leżą teraz głębiej i głębiej), nie powiedział trup, (wszyscy mieszkańcy jak trupy), nie powiedział trup, (wszyscy nieżyjący zakopani w ziemi leżą, nie mogą poruszyć wyciszonych ciał już dawno zamordowanych rękami współwrogów), (leżą więc i po trochu przepłukiwani deszczówką, która wsiąka w nich i przez nich, przesuwani po trochu wodą z deszczu spadłego na ziemię w miejscu gdzie zagrzebani współwrogimi rękoma, gdzie opłakiwani podżałobnym niebem, przez szczury i robactwo przyjęci, przez deszcze i wiatry wiejące nieustannie nad ziemią pod którą utkwili swój wzrok), nie powiedział trup, (jaki bezruch mimowolny ciemnych słońc ponad bezszelestnym bezdusznym uwiądem nadserc), nie powiedział trup, (wszystkie trupy mieszkańców ułożone w ziemi nie ruszają kończyn, nieodczuwające martwoty swych ust myślą o nieczłowieku nieporuszone kiedy zakopane leżą, mają niemyśli trupie spomiędzy pamięci przełamanych cienkich skorup wężowe niesny), (leżą bo ich myśli i pamięć już dawno wydalone w skutek zjedzenia przez żuki i gnilne bakterie kiedy nieczuli na własną martwotę oczekują w ziemi wśród bezruchu kończyn), nie powiedział trup, (wszyscy umarłymi są już mieszkańcami zaległymi w ziemi w całości jeszcze lub jako odchody bakterii gnilnych, albo po tym jak zjadły ich szczury w ziemiankach nad rzeką, albo zwłaszcza cierpliwe robaki przerobiły ciała i pamięć mieszkańców na lepką próchnicę), nie powiedział trup, (chrupiące pożywne grzyborodne próchniczne grzęzawisko współsnów), nie powiedział trup, (mieszkańcy, jacy wszyscy oni nie żywi, kiedy maszerują nad nimi ich zgłodniałe dzieci, ich faszystowskie dzieci, ich policyjne dzieci, ich anarchistyczne dziennikarskie dzieci, ich dzieci katolickie i dzieci lesbijskie, dzieci z zasiłku i dzieci za amerykańsko-chińskie pieniądze, a oni tym bardziej zanurzeni w piasek i rozdrobnieni tym bardziej, nieczują równomiernie rozłożoną skórą, nie widzą okiem rozmazanym rzęską bakterii, uchem nie słyszą bo w jego żyzną konchę wlewa się teraz już tylko liści szelest rozcieńczony deszczem), nie powiedział trup, (bredni nie słyszą jakie w mieszkaniowym bredzą języku zrodzone z nich dzieci, nie mają czym słyszeć, kiedy cierpkie piaski przeszły przeczesując rzeszą ziaren uschłe uszu kielichy nie zostało ani szczypty słuchu w duszach mieszkańców), nie powiedział trup, (dusze okazały się być niewiecznymi, współgnilnymi, jak odcięte palce, jak oczyszczone ze źrenic wziemnym wysychaniem płytkie studnie wzroku), (dusze te przeżuł tak jak przeżuł płuca pracowity podziw larwich westchnień), nie powiedział trup, (a nad nimi warkot sztywno trzymanych języków, klepanie mechaniczne przykręcone na konieczną śrubkę do potomków ich nadciał), nie powiedział trup, (martwy język ponad ziemią gdzie im przyszło cierpliwie niesłyszeć, od nich gnijący nie gorzej, poruszają mu dla niepoznaki jeszcze ścięgna zdań przyszyte gęstą siecią do szpalerów zer, przysznurowane maszynową taśmą do ekranizacji bezsensów jakie zastąpić mają bezsenność mechanicznych ciał), nie powiedział trup, (tak przemieniony, kiedy leżeli, ich język w jego sztywne truchło, podskakiwane muzyką jasnych cyfr, małosłownie, drobniście, rozcieńczalnie i łatwoprzyswajalnie, nawoźniczo podsypany lekkostrawną mózgognilną tautologią), (język który zawsze siebie przez siebie rozumie, doskonały jak przedłużony w wieczność rozłożysty sztandar półrozwartych martwych ust), nie powiedział trup, (zależeli w niewiedzy bez snów, w półoddech rozsypani, samozapomnieni, wokół kości mając wilgoć wieczystą i korzenne raje, a zanim ich przywiedzie do światła chlorofil, nieświadomieją ustawiczniej gdy ochłapy słów wciągnięte na anteny rozgłośni powiewają niepoznacząc, dyktując swobodę, choć pod każdym zdaniem słychać ten sam dobrze smarowany szmalem wał), nie powiedział trup, (kiedy szminkowany fetor wystygłych powtórek, wszechstronne post-mortem estetycznie garbowane, polakierowane, oprawione złotem, podaje następną porcję dobrych publicznie efektywnych próżni przemielonych, przesianych, przetopionych w formy gładko przyjmujące w siebie mechaniczną wolność bezwładu, przeraźliwy smród zdegradowanego do swych podstaw składniowych mieszkaniowego języka omija leżących w ziemi mieszkańców, niezdolnych do odczuwania czego już-kolwiek, zwłaszcza powłóczystej śmierci rozsiekanych w najprostsze półsłówka i bezładne plwociny szczątków mieszkaniowego języka), nie powiedział trup, (nieodczutą przesuwa się tępa krawędź mieszkaniowych stwierdzeń, nieruchomość myśli mieszkaniowej brużdżąc pod uprawę pierwiastków niezbędnych w przemyśle włókienniczym losów wyciąganych nieustannie taśmowo z odwłoków urn łon), nie powiedział trup, (jaka pracowita nieruchoma wzajemność nieczułości mieszkaniowego języka na nieczułość podziemnych szczątków mieszkańców), nie powiedział trup, (ponad rozproszonymi w ziemi głowami trwa płukanie znaczeń, kręcą się w zdaniach zbutwiałe absensy), (zdechłą rybę mówionego języka się podsuwa we wstydliwym pośpiechu, unikając zrozumienia dla słów, pomijając wielogłośną mowę zdań, powtarza sie bezmyślnie głosem skopiowanym sto może wyrazów, pomijając całkowicie dziesięć tysięcy pozostałych słów, ignorując w ten sposób nie tylko prawie cały mieszkaniowy język, ale i mieszkaniowojęzykowe uczucia, mieszkaniowojęzykowe spostrzeżenia, mieszkaniowojęzykowe problemy), nie powiedział trup, (przedmiot rozmowy w języku mieszkaniowym, mówiący i słuchacz, uczucia i myśli, gminnie i pańszczyźnianie ignorowane, uważnie pomijane a przede wszystkim pominięty sam mieszkaniowy język, którego wcale się już nie używa, używając dla niepoznaki pięćdziesięciu może słów jakie odcięte od pełnojęzykowych uczuć i pełnojezykowych myśli straciły wszelkie rzeczywiste i żywe znaczenie, stały się słowami mechanicznymi i bezkorzennymi, bezpłodnymi, zdechłożabimi zwłokosłowami jakie trąca się co najwyżej czubkiem językowego buta między sobą, brzydząc się w gruncie rzeczy już nawet dotykać tego wydętego trupim jadem mieszkaniowego żargonu), (przerzuca się zdechłą myszę języka z prawa na lewo patykiem przyjmując przy tym wielce poważne rozprzężenia twarzy), nie powiedział trup, (jakie nadbarwy doskonale czarnych oblicz rozbudzonych pierwiastkiem ciemniejących serc), nie powiedział trup, (trwa imigracja terrorystycznych tautologii do mieszkaniowojęzykowych dusz), (Trup Horror i Zgnilizna, krzyczą dzieci upaństwowionych zwłok leżakujacych cmentarnie na komunalnych gruntach, gdzie płacą swe naczyniowo-tkankowe odzgonne czynszowe, oddając się w wieczyste współużytkowanie bakteryjnej katedrze nekrofilologii, podczas gdy spadek ich języków w porę powstrzymano, rozkrojono i przybito do szyldów doktryny powtórzeń), (jaka głośna ta nadcisza umysłów, jaka aleatoryczna nadpolifonia wysublimowana miarowo ze szczeknięć, złożonych miękko w przednieświadomy przedbezsenny podpowierzchowny przedbezimienny oddech ciepłego torfu słuchu), nie powiedział trup, (pełni mieszkańcy są współnieżywości glebiennej, współotwartości na rozkład, jak ładnie, jak harmonijnie porozkładani w swych mieszkalnych pozach, jakie estetyczne maski nałożyli im wytrwali pracownicy przemysłu gnilnego szeptając do uszka: "proszę już skończyć te samowolne fanaberie zwane życiem ludzkim, proszę się położyć pod wspólnym kocykiem matki natury i grzecznie pogrzebać tę anachroniczną myśl swobodną, bogu co boskie oddać, ziemi co ziemiańskie, deszczom co deszczowe, a zwinnym robaczkom co tam jeszcze zdoła wypełznąć z drgawek pośmiertnych języka, wszystko musi odpocząć pod wspólnym kilimem bo nadchodzą czasy jednej tylko ostatecznej metafory wysublimowanej ze szczątków Njutona, prawa siły, zatem proszę spełnić warunki jakie umożliwią jej funkcjonowanie i zachować kategoryczną inercję, , prawo siły wymaga bowiem przeogromnych nakładów intelektualnego bezwładu, jaki nie utrzyma się w tak ożywionych warunkach), (a bez prawa siły, jakże piękno ma istnieć, jakże kogoś poruszyć?") (...)
No comments:
Post a Comment