Blog Archive

Friday, 9 March 2018

BANKIET (fragmenty cz.I)

Istnieje‭ ‬niewątpliwie‭ ‬szaleństwo‭ ‬konieczne,‭ ‬takie
że‭ ‬inną‭ ‬formą‭ ‬szaleństwa‭ ‬byłoby
nie‭ ‬być‭ ‬szalonym‭ ‬szaleństwem‭ ‬wszystkich‭ ‬ludzi

J.Lacan‭ ‬za‭ ‬B.Pascalem,‭ ‬Sem.‭ ‬T3,‭ ‬r‭ ‬II


‭"‬Linia‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬łączy‭ ‬wszystkie‭ ‬miejsca‭ ‬zdarzeń,‭ ‬powiedział‭ ‬Pawłow‭ ‬przekraczając‭ ‬próg‭ ‬tramwaju.‭" ‬-‭ ‬przeczytałem‭ ‬zdanie‭ ‬z‭ ‬notatnika‭ ‬i‭ ‬wydało‭ ‬mi‭ ‬się‭ ‬natychmiast‭ ‬pierwszym‭ ‬zdaniem,‭ ‬chociaż‭ ‬odnalazłem‭ ‬je‭ ‬w‭ ‬jednym‭ ‬z‭ ‬niepierwszych‭ ‬dzienników‭ ‬praktyki,‭ ‬w‭ ‬samej‭ ‬jego‭ ‬połowie,‭ ‬i‭ ‬to‭ ‬w‭ ‬dodatku‭ ‬nie‭ ‬na‭ ‬początku‭ ‬strony,‭ ‬ani‭ ‬na‭ ‬jej‭ ‬końcu,‭ ‬ale‭ ‬w‭ ‬samym‭ ‬półstroniu,‭ ‬pomiędzy‭ ‬dziesiątą‭ ‬a‭ ‬jedenastą‭ ‬linią.

W‭ ‬połowie‭ ‬jednego‭ ‬z‭ ‬setek‭ ‬dzienników‭ ‬praktyki,‭ ‬wyciągniętego‭ ‬na‭ ‬chybił‭ ‬trafił‭ ‬gdzieś‭ ‬ze‭ ‬środka‭ ‬sterty,‭ ‬w‭ ‬jakiej,‭ ‬od‭ ‬bez‭ ‬mała‭ ‬lat‭ ‬dziesięciu,‭ ‬tkwiły,‭ ‬zupełnie‭ ‬niespodziewane‭ ‬zdanie,‭ ‬czytane‭ ‬w‭ ‬przeszłości‭ ‬już‭ ‬tak‭ ‬wiele‭ ‬razy,‭ ‬dopiero‭ ‬teraz‭ ‬uderzyło‭ ‬mnie‭ ‬jako‭ ‬pierwsze,‭ ‬choć‭ ‬nie‭ ‬znajdowało‭ ‬się‭ ‬ani‭ ‬na‭ ‬początku‭ ‬samego‭ ‬zeszytu,‭ ‬ani‭ ‬pośród‭ ‬pierwszych,‭ ‬chronologicznie‭ ‬rzecz‭ ‬ujmując,‭ ‬dzienników,‭ ‬jakie‭ ‬zapisałem‭ ‬drobnym‭ ‬pismem‭ ‬praktykanta‭ ‬pedagogicznego‭ ‬w‭ ‬czasie‭ ‬studiów‭ ‬filologicznych,‭ ‬ale‭ ‬niepozornie‭ ‬gdzieś‭ ‬w‭ ‬półcentrum‭ ‬zapisów‭ ‬wypowiedzi‭ ‬nie‭ ‬tylko‭ ‬samego‭ ‬Pawłowa‭ ‬ale‭ ‬też‭ ‬innych,‭ ‬powierzonych‭ ‬podówczas‭ ‬mojej‭ ‬opiece‭ ‬rezydentów‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ‬przy‭ ‬szpitalu‭ ‬psychiatrycznym‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów,‭ ‬gdzie‭ ‬od‭ ‬samego‭ ‬kierownika‭ ‬T.,‭ ‬człowieka,‭ ‬którego‭ ‬wszechstronnej‭ ‬wybitności‭ ‬nie‭ ‬sposób‭ ‬tu‭ ‬streścić,‭ ‬otrzymałem‭ ‬zadanie‭ ‬przewiezienia‭ ‬tramwajem,‭ ‬jaki‭ ‬nie‭ ‬bez‭ ‬powodu‭ ‬okazał‭ ‬się‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬kilkorga‭ ‬osób‭ ‬z‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬do‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy.

Od‭ ‬nazwiska‭ ‬Osterwy‭ ‬nosi‭ ‬nazwę‭ ‬najstarszy‭ ‬teatr‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬a‭ ‬od‭ ‬nazwy‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy‭ ‬przejmuje‭ ‬swą‭ ‬nazwę‭ ‬przystanek‭ ‬przy‭ ‬teatrze‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬gdzie‭ ‬należy‭ ‬wysiąść,‭ ‬jeśli‭ ‬podróżuje‭ ‬się‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬z‭ ‬zamiarem‭ ‬udania‭ ‬do‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬jedynego‭ ‬właściwego‭ ‬miejsca‭ ‬organizacji‭ ‬bankietu‭ ‬dobroczynnego‭ ‬na‭ ‬rzecz‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ (‬jego‭ ‬pełna‭ ‬nazwa‭ ‬brzmi‭ ‬właściwie:‭ "‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬do‭ ‬jakiego‭ ‬zmierzaliśmy‭ ‬dziesięć‭ ‬lat‭ ‬temu,‭ ‬ja‭ ‬oraz‭ ‬powierzeni‭ ‬mojej‭ ‬opiece‭ ‬neurotycy‭ ‬z‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬chociaż‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬to‭ ‬na‭ ‬pewno‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬jaka‭ ‬podobnież‭ ‬nie‭ ‬zaczyna‭ ‬swego‭ ‬biegu‭ ‬przy‭ ‬szpitalu‭ ‬psychiatrycznym,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬i‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬a‭ ‬nieco‭ ‬wcześniej,‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬dziesięciopiętrowców,‭ ‬obok‭ ‬resztek‭ ‬tego,‭ ‬co‭ ‬kiedyś‭ ‬było‭ ‬nagrobkami‭ ‬cmentarza‭ ‬żydów‭ ‬niemieckich,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬dzisiaj‭ ‬przypomina‭ ‬raczej‭ ‬kilka‭ ‬rozrzuconych,‭ ‬pokrytych‭ ‬zatartymi‭ ‬hebrajskimi‭ ‬znakami‭ ‬kamieni‭ ‬pomiędzy‭ ‬jednymi‭ ‬z‭ ‬najstarszych‭ ‬i‭ ‬najwyższych‭ ‬drzew‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬miasta‭ ‬w‭ ‬którym‭ ‬prowadzi‭ ‬się‭ ‬zwłaszcza‭ ‬studia‭ ‬filologiczne,‭ ‬a‭ ‬przede‭ ‬wszystkim‭ ‬dwutygodniowe‭ ‬pedagogiczne‭ ‬praktyki‭ ‬w‭ ‬placówkach‭ ‬socjalno-oświatowych,‭ ‬zatem‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬celu‭ ‬także‭ ‬ja‭ ‬zgłosiłem‭ ‬się‭ ‬do‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ (" ‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭ ") ‬zlokalizowanego‭ ‬nie‭ ‬bez‭ ‬powodu‭ ‬za‭ ‬ogrodzeniem‭ ‬z‭ ‬wysokiego‭ ‬poniemieckiego‭ ‬ceglanego‭ ‬muru,‭ ‬na‭ ‬terenie‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬w‭ ‬tak‭ ‬zwanym‭ ‬rozległym‭ ‬specjalistycznym‭ ‬kompleksie‭ ‬szpitalno-psychiatrycznym,‭ ‬gdzie‭ ‬dzięki‭ ‬nieocenionej‭ ‬uprzejmości‭ ‬kierownika‭ ‬T.‭ ‬otrzymałem‭ ‬szansę‭ ‬poznania‭ ‬bliżej‭ ‬kilkorga‭ ‬spośród‭ ‬wyjątkowych‭ ‬mieszkańców‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬a‭ ‬wkrótce‭ ‬także‭ ‬towarzysząc‭ ‬im‭ ‬jako‭ ‬opiekun‭ ‬w‭ ‬trakcie‭ ‬bankietu,‭ ‬na‭ ‬jaki‭ ‬miał‭ ‬zabrać‭ ‬nas‭ ‬tramwaj‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬do‭ ‬Teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬sporządzić‭ ‬wiele‭ ‬zapisów‭ ‬ich‭ ‬niecodziennych‭ ‬uwag,‭ ‬zdradzających‭ ‬nie‭ ‬tylko‭ ‬typową‭ ‬neurotykom‭ ‬nieokiełznaną‭ ‬ekscentryczność,‭ ‬ale‭ ‬też‭ ‬niezwykłą,‭ ‬demoniczną‭ ‬wprost‭ ‬przenikliwość‭ ‬w‭ ‬sprawach‭ ‬im‭ ‬bliskich,‭ ‬czego‭ ‬przez‭ ‬wiele,‭ ‬już‭ ‬prawie‭ ‬dziesięć,‭ ‬lat‭ ‬nie‭ ‬byłem‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬odpowiednio‭ ‬docenić,‭ ‬przeglądając‭ ‬zwykle‭ ‬swoje‭ ‬notatki‭ ‬bez‭ ‬uwagi‭ ‬i‭ ‬bez‭ ‬wymaganego‭ ‬w‭ ‬solidnej‭ ‬pracy‭ ‬badawczej‭ ‬głębokiego‭ ‬zastanowienia,‭ ‬w‭ ‬jakim‭ ‬tylko‭ ‬można‭ ‬odnaleźć‭ ‬wnioski‭ ‬o‭ ‬zadowalającej‭ ‬głębokości,‭ ‬i‭ ‬dopiero‭ ‬teraz‭ ‬po‭ ‬dekadzie,‭ ‬wyciągnięte‭ ‬gdzieś‭ ‬ze‭ ‬środka,‭ ‬po‭ ‬omacku‭ ‬niemal,‭ ‬zdanie‭ ‬Pawłowa‭ ‬uderzyło‭ ‬mnie‭ ‬swoim‭ ‬niedostrzeżonym‭ ‬wcześniej‭ ‬pierwszoliniowym‭ ‬pierwszeństwem,‭ ‬choć‭ ‬nie‭ ‬znalazłem‭ ‬go‭ ‬wcale‭ ‬w‭ ‬pierwszej‭ ‬linii,‭ ‬ale‭ ‬pomiędzy‭ ‬dziesiątą‭ ‬a‭ ‬jedenastą,‭ ‬to‭ ‬znaczy‭ ‬ni‭ ‬mniej‭ ‬ni‭ ‬więcej‭ ‬tylko‭ ‬w‭ ‬środku‭ ‬strony‭ ‬i‭ ‬to‭ ‬w‭ ‬dodatku,‭ ‬stwierdzałem‭ ‬to‭ ‬po‭ ‬odsłoniętych‭ ‬zszywkach,‭ ‬w‭ ‬samym‭ ‬środku‭ ‬brulionu,‭ ‬brulionu‭ ‬wyciągniętego‭ ‬przecież‭ ‬też‭ ‬nie‭ ‬z‭ ‬wierzchu,‭ ‬ale‭ ‬gdzieś‭ ‬z‭ ‬półśrodka‭ ‬gnieżdżącego‭ ‬już‭ ‬dziesiąty‭ ‬rok‭ ‬wszystkie‭ ‬te‭ ‬notatki‭ ‬kartonowego‭ ‬pudełka,‭ ‬a‭ ‬to,‭ ‬że‭ ‬Pawłow‭ ‬określił‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬zdaniu,‭ ‬w‭ ‬ten‭ ‬sposób,‭ ‬ten‭ ‬tramwaj‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬i‭ ‬to,‭ ‬że‭ ‬dał‭ ‬temu‭ ‬taki‭ ‬wyraz‭ ‬przestępując‭ ‬właśnie‭ ‬jego‭ ‬próg,‭ ‬rzucało‭ ‬się‭ ‬natychmiast‭ ‬jaskrawym‭ ‬światłem‭ ‬organizacyjnym‭ ‬najważniejszego,‭ ‬rozpoczynającego‭ ‬proces‭ ‬segregacji‭ ‬i‭ ‬eliminacji‭ ‬zdania‭ ‬na‭ ‬całą‭ ‬tę‭ ‬kumulację‭ ‬pedagogicznego‭ ‬materiału,‭ ‬a‭ ‬stamtąd‭ ‬serią‭ ‬natychmiastowych‭ ‬refleksji‭ ‬wprost‭ ‬na‭ ‬moje‭ ‬o‭ ‬całe‭ ‬tej‭ ‬praktyce‭ ‬wspomnienie,‭ ‬i‭ ‬to‭ ‬wewnętrzne‭ ‬pobudzenie‭ ‬wspomnień‭ ‬zmuszało‭ ‬na‭ ‬powrót‭ ‬moje‭ ‬oczy‭ ‬do‭ ‬dalszych‭ ‬rewizyt,‭ ‬ingerencji‭ ‬w‭ ‬tę‭ ‬materię,‭ ‬stopniowych‭ ‬poruszeń,‭ ‬przemieszczeń,‭ ‬aż‭ ‬do‭ ‬wysublimowania‭ ‬i‭ ‬koncentracji‭ ‬zdań‭ ‬najistotniejszych‭ ‬podług‭ ‬najistotniejszych‭ ‬wniosków.

Wnioskiem‭ ‬oczywistym,‭ ‬tak‭ ‬oczywistym,‭ ‬że‭ ‬należało‭ ‬raczej‭ ‬nazwać‭ ‬go‭ ‬dobitną‭ ‬oczywistością‭ ‬udającą‭ ‬wniosek,‭ ‬pseudownioskiem‭ ‬ukrywającym‭ ‬pseudorozkaz,‭ ‬który‭ ‬ukrywa‭ ‬bezwarunkowy‭ ‬bodziec,‭ ‬była‭ ‬ta‭ ‬okropna,‭ ‬nagła‭ ‬konieczność‭ ‬zredagowania‭ ‬leżącego‭ ‬już‭ ‬dziesiąty‭ ‬rok‭ ‬odłogiem‭ ‬pokaźnego‭ ‬zbioru‭ ‬wypowiedzi‭ ‬mieszkańców‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬a‭ ‬ściślej‭ ‬setek,‭ ‬jeśli‭ ‬nie‭ ‬tysięcy,‭ ‬monologów‭ ‬i‭ ‬współmonologów‭ ‬kilkorga‭ ‬rezydentów‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬tej‭ ‬znajdującej‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬obrębie‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego‭ ‬placówki,‭ ‬między‭ ‬innymi‭ ‬wspomnianego‭ ‬Pawłowa,‭ ‬jaki‭ ‬z‭ ‬tramwajowego‭ ‬wejścia‭ ‬rzucił‭ ‬zdanie‭ ‬o‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬ze‭ ‬zwykłą‭ ‬sobie‭ ‬apodyktyczną‭ ‬nonszalancją,‭ ‬nie‭ ‬mogąc‭ ‬przewidywać‭ ‬jak‭ ‬doskonale‭ ‬akurat‭ ‬to‭ ‬zdanie‭ ‬odegra‭ ‬w‭ ‬dziesięcioletniej‭ ‬przyszłości‭ ‬rolę‭ ‬zdania‭ ‬pierwszego,‭ ‬uzurpującego‭ ‬prawa‭ ‬do‭ ‬organizacji‭ ‬innych‭ ‬pozostawionych‭ ‬w‭ ‬notatkach‭ ‬zdań‭ ‬wypowiedzianych‭ ‬przez‭ ‬wszystkich‭ ‬powierzonych‭ ‬mojej‭ ‬opiece‭ ‬neurotyków‭ ‬w‭ ‬trakcie‭ ‬dwóch‭ ‬tygodni‭ ‬mojej‭ ‬z‭ ‬nimi‭ ‬praktyki,‭ ‬popychając‭ ‬z‭ ‬właściwą‭ ‬zdaniom‭ ‬pierwszym‭ ‬natarczywością‭ ‬coraz‭ ‬dalej‭ ‬idącą‭ ‬falę‭ ‬wniosków,‭ ‬coraz‭ ‬szerzej‭ ‬wylewając‭ ‬się‭ ‬ze‭ ‬środka‭ ‬tego‭ ‬bezładu‭ ‬nagromadzonego‭ ‬w‭ ‬badawczo-dziennikarskim‭ ‬pośpiechu,‭ ‬spisanego‭ ‬z‭ ‬wytężonego‭ ‬słuchu‭ ‬w‭ ‬warunkach‭ ‬absolutnie‭ ‬partyzancko-polowych,‭ ‬przytłaczającego‭ ‬samym‭ ‬już‭ ‬pospiesznym,‭ ‬nerwowym‭ ‬nieuporządkowaniem,‭ ‬ogromnego‭ ‬stosu‭ ‬zapisków‭ ‬praktykanta‭ ‬pedagogicznego,‭ ‬jakie‭ ‬leżakowały‭ ‬od‭ ‬dawna‭ ‬w‭ ‬kartonowym‭ ‬zamrożeniu,‭ ‬początkowo‭ ‬na‭ ‬miesiąc,‭ ‬przedłużony‭ ‬jednak‭ ‬wkrótce‭ ‬o‭ ‬kolejny‭ ‬miesiąc,‭ ‬a‭ ‬potem‭ ‬kolejny,‭ ‬i‭ ‬kolejny,‭ ‬miesiąc‭ ‬za‭ ‬miesiącem,‭ ‬aż‭ ‬minął‭ ‬rok,‭ ‬wkrótce‭ ‬też‭ ‬następny,‭ ‬w‭ ‬efekcie‭ ‬skazując‭ ‬zapiski‭ ‬na‭ ‬całą‭ ‬bitą‭ ‬dekadę‭ ‬odleżyn‭ ‬w‭ ‬przestawianej‭ ‬z‭ ‬miejsca‭ ‬na‭ ‬miejsce‭ ‬i‭ ‬najwyżej‭ ‬raz‭ ‬lub‭ ‬dwa‭ ‬razy‭ ‬do‭ ‬roku‭ ‬przeglądanej‭ ‬paczce,‭ ‬w‭ ‬jakiej‭ ‬pewnie‭ ‬murszałyby‭ ‬nieaktywnie‭ ‬do‭ ‬końca‭ ‬ery‭ ‬papieru,‭ ‬gdyby‭ ‬nie‭ ‬nagły,‭ ‬odśrodkowy,‭ ‬organizacyjny‭ ‬atak‭ ‬wysuwającego‭ ‬swoje‭ ‬ośmiornicze‭ ‬macki‭ ‬wniosków‭ ‬cytatu‭ ‬z‭ ‬Pawłowa‭ ‬przestępującego‭ ‬próg‭ ‬tramwaju,‭ ‬atak‭ ‬przecież‭ ‬nie‭ ‬samego‭ ‬wypowiadającego‭ ‬zdanie‭ ‬neurotyka,‭ ‬ale‭ ‬jego‭ ‬dawno‭ ‬ucichłego‭ ‬głosu‭ ‬zaklętego‭ ‬w‭ ‬tej‭ ‬kluczowej‭ ‬frazie,‭ ‬jaką‭ ‬równie‭ ‬dobrze‭ ‬mógłby‭ ‬wypowiedzieć‭ ‬podczas‭ ‬przekraczania‭ ‬nie‭ ‬dziesięć‭ ‬lat,‭ ‬ale‭ ‬dwa‭ ‬tysiące‭ ‬dwieście‭ ‬lat‭ ‬temu,‭ ‬i‭ ‬nie‭ ‬progu‭ ‬tramwaju‭ ‬na‭ ‬czele‭ ‬grupki‭ ‬wariatów,‭ ‬ale‭ ‬przełęczy‭ ‬w‭ ‬Alpach‭ ‬na‭ ‬czele‭ ‬pięćdziesięciotysięcznej‭ ‬armii,‭ ‬co‭ ‬mogło,‭ ‬powinno‭ ‬było,‭ ‬zostać‭ ‬poczytane‭ ‬przeze‭ ‬mnie‭ ‬za‭ ‬zły‭ ‬omen,‭ ‬a‭ ‬jednak‭ ‬poczytałem‭ ‬zdanie‭ ‬Pawłowa‭ ‬zupełnie‭ ‬naiwnie‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬podobną‭ ‬naiwnością‭ ‬poddałem‭ ‬się‭ ‬wypełzającym‭ ‬z‭ ‬niego‭ ‬orlim‭ ‬wnioskom,‭ ‬jakich‭ ‬forpoczty‭ ‬z‭ ‬dnia‭ ‬na‭ ‬dzień‭ ‬głębiej‭ ‬instalowały‭ ‬w‭ ‬obszarach‭ ‬moich‭ ‬wspomnień‭ ‬swą‭ ‬żelazną‭ ‬logikę‭ ‬pierwszozdaniowej‭ ‬dyktatury‭ ‬domagającej‭ ‬się‭ ‬coraz‭ ‬natarczywiej‭ ‬ujęcia‭ ‬klamrą‭ ‬pracy‭ ‬co‭ ‬najmniej‭ ‬literackiej‭ ‬materiału‭ ‬zgromadzonego‭ ‬w‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬podczas‭ ‬mojej‭ ‬nad‭ ‬wyraz‭ ‬starannej‭ ‬i‭ ‬uważnej‭ ‬praktyki‭ ‬pedagogicznej,‭ ‬do‭ ‬jakiej‭ ‬nie‭ ‬doszłoby‭ ‬wcale,‭ ‬gdyby‭ ‬dom‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭") ‬nie‭ ‬miał‭ ‬tak‭ ‬otwartego‭ ‬i‭ ‬koleżeńskiego‭ ‬kierownika‭ ‬w‭ ‬osobie‭ ‬niejakiego‭ ‬T.,‭ ‬człowieka‭ ‬przez‭ ‬duże,‭ ‬największe‭ ‬znane‭ ‬mi‭ ‬CZ,‭ ‬jedynego‭ ‬tak‭ ‬wyjątkowego‭ ‬organizatora‭ ‬i‭ ‬opiekuna‭ ‬społecznego‭ ‬spośród‭ ‬wielu‭ ‬napotkanych‭ ‬w‭ ‬moim‭ ‬trzydziestotrzyletnim‭ ‬życiu‭ ‬ludzi,‭ ‬na‭ ‬którego‭ ‬polecenie,‭ ‬jakie‭ ‬było‭ ‬dla‭ ‬praktykanta‭ ‬pedagogicznego‭ ‬największą‭ ‬możliwą‭ ‬przysługą,‭ ‬zająłem‭ ‬się‭ ‬niewielką‭ ‬grupą‭ ‬osób‭ ‬z‭ ‬części‭ ‬zamkniętej‭ ‬domu‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬zwanej‭ ‬oddziałem‭ ‬zamkniętym‭ ‬dla‭ ‬chorych‭ ‬psychicznie‭ ‬i‭ ‬nerwowo,‭ ‬na‭ ‬jakim‭ ‬opiekowano‭ ‬się‭ ‬najbardziej‭ ‬zwariowanymi,‭ ‬ale‭ ‬i‭ ‬przez‭ ‬to‭ ‬najbardziej‭ ‬ekscentrycznymi‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬niektórych‭ ‬przypadkach‭ ‬nadzwyczajnie‭ ‬błyskotliwymi‭ ‬umysłami,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬swojej‭ ‬wyrafinowanej‭ ‬ekscentryczności,‭ ‬bądź‭ ‬to‭ ‬niezdolnymi‭ ‬już‭ ‬do‭ ‬samodzielnej‭ ‬egzystencji,‭ ‬bądź‭ ‬stanowiącymi‭ ‬mniejsze‭ ‬lub‭ ‬większe‭ ‬zagrożenie,‭ ‬nie‭ ‬dla‭ ‬otoczenia‭ ‬przecież,‭ ‬ile‭ ‬zwłaszcza‭ ‬dla‭ ‬samych‭ ‬siebie,‭ ‬poprzez‭ ‬autodestruktywną‭ ‬naturę‭ ‬swoich‭ ‬przeciw-urojeń‭ ‬oraz‭ ‬wykształconych‭ ‬pod‭ ‬ich‭ ‬presją‭ ‬mechanizmów‭ ‬obrony‭ ‬przed‭ ‬samym‭ ‬sobą,‭ ‬o‭ ‬jakich‭ ‬dowiedziałem‭ ‬się‭ ‬ze‭ ‬szczegółami‭ ‬podczas‭ ‬konsultacji‭ ‬u‭ ‬niejakiego‭ ‬doktora‭ ‬Piotrowskiego,‭ ‬ordynatora‭ ‬wszystkich‭ ‬ordynatorów‭ ‬wszystkich‭ ‬możliwych‭ ‬oddziałów‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬zwłaszcza‭ ‬oddziałów‭ ‬zamkniętych,‭ ‬na‭ ‬jakich‭ ‬miał‭ ‬on‭ ‬całkowitą,‭ ‬jako‭ ‬panordynator,‭ ‬władzę,‭ ‬a‭ ‬przez‭ ‬to‭ ‬i‭ ‬nieskrępowaną‭ ‬swobodę‭ ‬badawczą,‭ ‬z‭ ‬jakiej‭ ‬nieskrępowanie,‭ ‬czasem‭ ‬do‭ ‬granic‭ ‬przyzwoitości,‭ ‬korzystał,‭ ‬co‭ ‬pozwalało‭ ‬z‭ ‬pewnością‭ ‬właśnie‭ ‬jemu‭ ‬jedynemu‭ ‬prawdziwie‭ ‬i‭ ‬najgłębiej‭ ‬zrozumieć‭ ‬owe‭ ‬urojenia‭ ‬i‭ ‬mechanizmy‭ ‬autosamoobronne,‭ ‬o‭ ‬czym‭ ‬od‭ ‬niechcenia,‭ ‬z‭ ‬typowym‭ ‬panordynatorskim‭ ‬dystansem,‭ ‬ale‭ ‬jednak‭ ‬dość‭ ‬regularnie‭ ‬informował‭ ‬w‭ ‬czasie‭ ‬pogadanek‭ ‬mnie,‭ ‬zupłenie‭ ‬obcego‭ ‬wiedzy‭ ‬psychiatrycznej‭ ‬studenta‭ ‬filologii‭ ‬odbywającego‭ ‬praktykę‭ ‬pedagogiczną‭ ‬na‭ ‬terenie‭ ‬jego‭ ‬szpitala,‭ ‬co‭ ‬prawda‭ ‬w‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬placówce‭ ‬organizacyjnie‭ ‬całkowicie‭ ‬od‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego‭ ‬niezależnej,‭ ‬ale‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬charakteru‭ ‬schorzeń‭ ‬przebywających‭ ‬na‭ ‬jego‭ ‬terenie,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬na‭ ‬oddziale‭ ‬zamkniętym,‭ ‬osób,‭ ‬placówki‭ ‬podlegającej‭ ‬szpitalowi‭ ‬psychiatrycznemu‭ ‬psychiatrycznie,‭ ‬co‭ ‬prawdopodobnie‭ ‬było‭ ‬jedynym‭ ‬powodem‭ ‬dla‭ ‬którego‭ ‬dom‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬tak‭ ‬różny‭ ‬w‭ ‬swym‭ ‬troskliwym,‭ ‬opekuńczym,‭ ‬domowym‭ ‬charakterze‭ ‬od‭ ‬ponurych‭ ‬kazamatów‭ ‬oddziałów‭ ‬zamkniętych‭ ‬samego‭ ‬psychiatryka,‭ ‬umieszczono‭ ‬właśnie‭ ‬na‭ ‬terenie‭ ‬jedynego‭ ‬w‭ ‬promieniu‭ ‬setek‭ ‬kilometrów‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬gdzie‭ ‬z‭ ‬wyższych‭ ‬pięter,‭ ‬poprzez‭ ‬korony‭ ‬szpitalnych‭ ‬poniemieckich‭ ‬niebosiężnych‭ ‬drzew‭ ‬dostrzec‭ ‬można‭ ‬było‭ ‬drzewa‭ ‬jeszcze‭ ‬wyższe,‭ ‬poniemieckożydowskocmentarne,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬te‭ ‬stojące‭ ‬na‭ ‬skromnym‭ ‬poletku‭ ‬ruin‭ ‬cmentarza‭ ‬żydów‭ ‬niemieckich,‭ ‬jeszcze‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬dziesieciopiętrowców,‭ ‬gdzie‭ ‬linia‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬kończy‭ ‬się‭ ‬pętlą,‭ ‬tym‭ ‬podróżniczym‭ ‬zerem,‭ ‬jakie‭ ‬właściwie‭ ‬należy‭ ‬nazwać‭ ‬półzerem,‭ ‬gdyż‭ ‬żaden‭ ‬z‭ ‬pasażerów‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬nigdy‭ ‬nie‭ ‬przekroczył‭ ‬tego‭ ‬punktu‭ ‬granicznego,‭ ‬za‭ ‬jakim‭ ‬następuje‭ ‬konieczny‭ ‬nawrót‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬nikt‭ ‬poza,‭ ‬oczywiście,‭ ‬samym‭ ‬motorniczym,‭ ‬jaki‭ ‬pętlę‭ ‬poznał,‭ ‬można‭ ‬się‭ ‬tak‭ ‬wyrazić,‭ ‬od‭ ‬środka,‭ ‬a‭ ‬jaki‭ ‬będąc,‭ ‬zgodnie‭ ‬z‭ ‬panującym‭ ‬wśród‭ ‬motorniczych‭ ‬tramwajów‭ ‬nieumierającym‭ ‬trendem,‭ ‬potwornym‭ ‬służbistą,‭ ‬stanowczo‭ ‬wypraszał‭ ‬przed‭ ‬manewrem‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli‭ ‬każdego,‭ ‬kto‭ ‬choćby‭ ‬na‭ ‬chwilę‭ ‬zapomniał‭ ‬by‭ ‬wysiąść‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬końcowym,‭ ‬czy‭ ‬to‭ ‬przez‭ ‬nieuwagę,‭ ‬czy‭ ‬wprost‭ ‬z‭ ‬chorobliwej‭ ‬fascynacji‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬autentycznym‭ ‬ukrytym‭ ‬zamiarem‭ ‬przejechania‭ ‬przez‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy‭ ‬by‭ ‬dostąpić‭ ‬bezpośredniego,‭ ‬wewnątrztramwajowego‭ ‬wtajemniczenia‭ ‬w‭ ‬manewr‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬na‭ ‬co‭ ‬oczywiście‭ ‬motorniczy‭ ‬trzymający‭ ‬się‭ ‬ściśle‭ ‬regulaminu‭ ‬obowiązującego‭ ‬wszystkich‭ ‬motorniczych‭ ‬nie‭ ‬mógł‭ ‬zezwolić‭ ‬i‭ ‬czemu‭ ‬zapobiegał‭ ‬stuprocentowo‭ ‬skutecznie‭ ‬jako‭ ‬prawdziwie‭ ‬służbistyczny‭ ‬praktyk-militarysta‭ ‬z‭ ‬impetem‭ ‬eksmitując‭ ‬każdego‭ ‬przypadkowego‭ ‬lub‭ ‬przyczajonego‭ ‬marudera‭ ‬z‭ ‬pokładu‭ ‬jego‭ ‬jednostki‭ ‬na‭ ‬ląd‭ ‬przystani‭ ‬końcowej,‭ ‬ostatniej‭ ‬wysepki‭ ‬dostępnej‭ ‬podróżnym‭ ‬tramwaju‭ ‬na‭ ‬trasie‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬gdzie‭ ‬wolno‭ ‬im‭ ‬było‭ ‬co‭ ‬najwyżej,‭ ‬a‭ ‬jakże‭ ‬często‭ ‬miało‭ ‬to‭ ‬rzeczywiście‭ ‬miejsce,‭ ‬przyglądać‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬zewnątrz‭ ‬fascynującemu‭ ‬bez‭ ‬wyjątku‭ ‬wszystkich‭ ‬manewrowi‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬przechodząc‭ ‬tymczasem‭ ‬trzy‭ ‬kroki‭ ‬na‭ ‬przystanek‭ ‬początkowy‭ ‬z‭ ‬jakiego,‭ ‬wedle‭ ‬życzenia,‭ ‬mieli‭ ‬pełne‭ ‬prawo‭ ‬dalej‭ ‬podróżować‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬w‭ ‬przeciwnym‭ ‬kierunku,‭ ‬po‭ ‬tym‭ ‬jak‭ ‬motorniczy‭ ‬nie‭ ‬dopuściwszy‭ ‬ich‭ ‬do‭ ‬współudziału‭ ‬dokonał‭ ‬najważniejszego‭ ‬z‭ ‬tramwajarskich‭ ‬manewrów,‭ ‬niesamowicie‭ ‬zdradliwego‭ ‬i‭ ‬najeżonego‭ ‬nieprzewidywalnymi‭ ‬komplikacjami,‭ ‬arcy-trudnego,‭ ‬wymagającego‭ ‬najwyższego‭ ‬mistrzostwa‭ ‬grand-manewru‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬jaki‭ ‬musi‭ ‬dokonywać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬absolutnej‭ ‬samotności‭ ‬motorniczego‭ ‬i‭ ‬przy‭ ‬szczelnie‭ ‬zamkniętych‭ ‬drzwiach‭ ‬pojazdu,‭ ‬po‭ ‬dokładnych‭ ‬oględzinach‭ ‬czy‭ ‬w‭ ‬jego‭ ‬tramwaju‭ ‬nie‭ ‬zasiedział‭ ‬się‭ ‬jakiś‭ ‬marzyciel,‭ ‬lub‭ ‬co‭ ‬gorsza‭ (‬takich‭ ‬wszędzie‭ ‬pełno‭) ‬wścibski‭ ‬entuzjasta,‭ ‬gdyż‭ ‬manewr‭ ‬nawracania‭ ‬po‭ ‬pętli‭ ‬jest‭ ‬manewrem‭ ‬zarezerwowanym‭ ‬dla‭ ‬motorniczych,‭ ‬jacy‭ ‬przeszli‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬celu‭ ‬odpowiednie,‭ ‬długoletnie‭ ‬i‭ ‬niezwykle‭ ‬kosztowne‭ ‬szkolenia,‭ ‬w‭ ‬trakcie‭ ‬których‭ ‬poznają‭ ‬odpowiednio‭ ‬i‭ ‬długoletnio,‭ ‬po‭ ‬niezwykle‭ ‬wysokich‭ ‬kosztach,‭ ‬techniki‭ ‬reagowania‭ ‬na‭ ‬nieprzewidziane‭ ‬komplikacje,‭ ‬jakie‭ ‬notorycznie‭ ‬i‭ ‬motorycznie‭ ‬występują‭ ‬w‭ ‬trakcie‭ ‬manewrów‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬a‭ ‬jakie‭ ‬zwykle‭ ‬lekceważone‭ ‬są‭ ‬przez‭ ‬osoby‭ ‬postronne,‭ ‬tych‭ ‬wszechobecnych‭ ‬ignorantów,‭ ‬amatorów‭ ‬i‭ ‬entuzjastów‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬co‭ ‬pcha‭ ‬ich‭ ‬wprost‭ ‬w‭ ‬ramiona,‭ ‬nie‭ ‬bójmy‭ ‬się‭ ‬tych‭ ‬słów,‭ ‬powolnej‭ ‬i‭ ‬nieuchronnej‭ ‬śmierci‭ ‬wskutek‭ ‬najróżniejszych,‭ ‬nieuleczalnych‭ ‬zwykle,‭ ‬powikłań‭ ‬pomanewrowopętlowych,‭ ‬na‭ ‬jakie‭ ‬motorniczy‭ ‬uodparnia‭ ‬się‭ ‬stopniowo‭ ‬latami,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬czego‭ ‬bez‭ ‬szwanku‭ ‬może‭ ‬kilka‭ ‬razy‭ ‬dziennie‭ ‬wykonać‭ ‬manewr‭ ‬nawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬aby‭ ‬całkowicie‭ ‬odwrócić‭ ‬kierunek‭ ‬podróży‭ ‬zakończonej‭ ‬tylko‭ ‬chwilowo‭ ‬dla‭ ‬pasażerów,‭ ‬a‭ ‬dla‭ ‬motorniczego‭ ‬trwającej‭ ‬nieprzerwanie‭ ‬poprzez‭ ‬kolejne‭ ‬manewry‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli,‭ ‬w‭ ‬jaką‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬jakiej‭ ‬może‭ ‬wyprowadzić,‭ ‬dzięki‭ ‬swemu‭ ‬długoletniemu‭ ‬morderczemu‭ ‬i‭ ‬kosztownemu‭ ‬treningowi,‭ ‬o‭ ‬każdej‭ ‬porze‭ ‬dnia‭ ‬i‭ ‬nocy,‭ ‬każdy‭ ‬tramwaj,‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬tak‭ ‬prestiżową‭ ‬jednostkę,‭ ‬jak‭ ‬tramwaj‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬kierując‭ ‬go‭ ‬z‭ ‬powrotem‭ ‬do‭ ‬użytku‭ ‬podróżnych,‭ ‬o‭ ‬czym‭ ‬ci‭ ‬wszyscy,‭ ‬zarzucający‭ ‬motorniczym‭ ‬sztywniactwo‭ ‬i‭ ‬niereformowalność‭ ‬zapominają,‭ ‬a‭ ‬dzięki‭ ‬czemu‭ ‬tak‭ ‬tanio,‭ ‬wygodnie‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬bezpiecznie,‭ ‬podróżują‭ ‬oni‭ ‬codziennie‭ ‬z‭ ‬osiedla‭ ‬dziesięciopiętrowców,‭ ‬nazwanego‭ (‬to‭ ‬niestety‭ ‬nie‭ ‬żart‭) ‬osiedlem‭ ‬Manhattan,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬tak‭ ‬jak‭ ‬dzielnica‭ ‬najwyższych‭ ‬i‭ ‬najwspanialszych‭ ‬budowli‭ ‬Nowego‭ ‬Jorku,‭ ‬z‭ ‬których‭ ‬szczytów‭ ‬zapewne‭ ‬wyśmiewano‭ ‬by‭ ‬codziennie‭ ‬tych‭ ‬dziesięciopiętrowych‭ ‬manhattańczyków,‭ ‬a‭ ‬wraz‭ ‬z‭ ‬nimi‭ ‬całe‭ ‬to‭ ‬nie‭ ‬mniej‭ ‬kuriozalne,‭ ‬w‭ ‬gruncie‭ ‬i‭ ‬nad‭ ‬gruntem‭ ‬rzeczy,‭ ‬oraz‭ ‬tragiczne‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów,‭ ‬gdyby‭ ‬nie‭ ‬to,‭ ‬że‭ ‬żaden‭ ‬z‭ ‬nowojorskich‭ ‬manhattańczyków‭ ‬nigdy‭ ‬nie‭ ‬słyszał‭ ‬o‭ ‬tych‭ ‬tragicznych‭ ‬dziesięciopiętrowych‭ ‬manhattańczykach‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬bo‭ ‬jakże‭ ‬miałby‭ ‬zainteresować‭ ‬się‭ ‬tą‭ ‬środkowoeuropejską‭ ‬dziesięciopiętrową‭ ‬miernotą,‭ ‬kiedy‭ ‬zasiada‭ ‬w‭ ‬jednych‭ ‬z‭ ‬najwyższych‭ ‬budowli‭ ‬znanych‭ ‬całej‭ ‬ludzkości,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬osiedle‭ ‬dziesięciopiętrowców‭ ‬nazwane,‭ ‬to‭ ‬naprawdę‭ ‬smutne,‭ ‬osiedlem‭ ‬Manhattan,‭ ‬jest‭ ‬najwyższym‭ ‬punktem‭ ‬kuriozalnego‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬najwyżej‭ ‬najwyższym‭ ‬punktem‭ ‬tragicznej‭ ‬kuriozalności,‭ ‬w‭ ‬jakiej‭ ‬muszą‭ ‬żyć‭ ‬wszyscy‭ ‬urodzeni‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów,‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬urodzeni‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬post-osiedlu‭ ‬dziesięciopiętrowców,‭ ‬zasługującym‭ ‬raczej‭ ‬na‭ ‬nazwę‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬którzy‭ ‬właśnie‭ ‬dlatego‭ ‬tej‭ ‬wszechobecnej‭ ‬tragicznej‭ ‬kuriozalności‭ ‬nie‭ ‬są‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬zrozumieć,‭ ‬bo‭ ‬rodzą‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬niej‭ ‬i‭ ‬dorastają,‭ ‬oddychają‭ ‬nią,‭ ‬i‭ ‬codziennie‭ ‬w‭ ‬bułkach‭ ‬jedzą‭ ‬na‭ ‬śniadanie,‭ ‬i‭ ‬gdyby‭ ‬nie‭ ‬ten‭ ‬dziesięciopiętrowy,‭ ‬mający‭ ‬się‭ ‬za‭ ‬wzniosły,‭ ‬a‭ ‬przecież‭ ‬wciąż‭ ‬tak‭ ‬przyziemny‭ ‬umysł‭ ‬mieszkańców‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬jakim‭ ‬nie‭ ‬są‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬objąć‭ ‬swej‭ ‬zewnętrznej,‭ ‬a‭ ‬przez‭ ‬to‭ ‬i‭ ‬wewnętrznej‭ ‬tragicznej‭ ‬kuriozalności,‭ ‬gdyby‭ ‬nie‭ ‬ta‭ ‬wrodzona‭ ‬dziesięciopiętrowa‭ ‬krótkowzroczność,‭ ‬którą‭ ‬zabierają‭ ‬ze‭ ‬sobą‭ ‬wszędzie‭ ‬i‭ ‬przez‭ ‬którą,‭ ‬zwykle‭ ‬z‭ ‬zawistną‭ ‬pogardą,‭ ‬na‭ ‬wszystko‭ ‬patrzą,‭ ‬nawet‭ ‬zapewne‭ ‬na‭ ‬sam‭ ‬przewspaniały‭ ‬nowojorski‭ ‬Manhattan,‭ ‬dostrzegli‭ ‬by‭ ‬oni‭ ‬jak‭ ‬ich‭ ‬dziesiąte‭ ‬piętra‭ ‬są‭ ‬zwykłą‭ ‬post-niziną,‭ ‬depresją‭ ‬niemalże‭ ‬właśnie‭ ‬przez‭ ‬to,‭ ‬że‭ ‬nie‭ ‬posiadają‭ ‬naprawdę‭ ‬szerokiej‭ ‬perspektywy,‭ ‬jaka‭ ‬możliwa‭ ‬jest‭ ‬tylko‭ ‬z‭ ‬najwyższych‭ ‬budynków‭ ‬świata,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬budynków‭ ‬nowojorskiej‭ ‬dzielnicy‭ ‬Manhattan,‭ ‬z‭ ‬jakich‭ ‬patrzy‭ ‬się‭ ‬prawdziwie‭ ‬empirycznie,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬totalnie,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬z‭ ‬post-Manhattanu‭ ‬z‭ ‬widokiem‭ ‬na‭ ‬szpital‭ ‬psychiatryczny‭ ‬patrzy‭ ‬się‭ ‬krótkowzrocznie‭ ‬i‭ ‬skazanym‭ ‬się‭ ‬jest‭ ‬na‭ ‬typową‭ ‬ludziom‭ ‬przyziemnym‭ ‬wybujałą‭ ‬patologicznie‭ ‬duchowość,‭ ‬jaka‭ ‬rodzi‭ ‬się‭ ‬tylko‭ ‬i‭ ‬wyłącznie‭ ‬w‭ ‬zastępstwie‭ ‬niemożliwych‭ ‬do‭ ‬zrealizowania‭ ‬gestów,‭ ‬niczym‭ ‬fantom‭ ‬poamputacyjny,‭ ‬wyrastający‭ ‬mieszkańcom‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów‭ ‬już‭ ‬od‭ ‬chwili‭ ‬narodzin,‭ ‬gdyż‭ ‬całe‭ ‬to‭ ‬miasto‭ ‬natychmiast,‭ ‬od‭ ‬pierwszych‭ ‬chwil‭ ‬życia,‭ ‬amputuje‭ ‬im‭ ‬wszystko‭ ‬co‭ ‬przekracza‭ ‬dziesiąte‭ ‬piętro,‭ ‬przysługujące‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬nielicznym‭ ‬tylko‭ ‬wybrańcom,‭ ‬tym‭ ‬geniuszom‭ ‬mieszkalnictwa,‭ ‬choć‭ ‬to‭ ‬po‭ ‬tych‭ ‬mieszkańcach‭ ‬dziesiątych‭ ‬pięter‭ ‬widać‭ ‬najbardziej‭ ‬w‭ ‬jak‭ ‬kuriozalnej‭ ‬i‭ ‬tragicznej‭ ‬sytuacji‭ ‬znajdują‭ ‬się‭ ‬wszyscy‭ ‬mieszkańcy‭ ‬post-miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬gdzie‭ ‬niejeden‭ ‬skonfrontowany‭ ‬nagle‭ ‬ze‭ ‬swymi‭ ‬poamputacyjnymi‭ ‬urojeniami‭ ‬nasiąka‭ ‬natychmiast‭ ‬potworną‭ ‬zjadliwą‭ ‬nienawiścią,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬ci‭ ‬wybrani‭ ‬mieszkańcy‭ ‬dziesiątych,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬zdawało‭ ‬by‭ ‬się‭ ‬najwyższych,‭ ‬o‭ ‬najlepszym‭ ‬widoku‭ ‬i‭ ‬najszerszej‭ ‬obserwacyjnej‭ ‬przestrzeni,‭ ‬pięter‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬w‭ ‬którym‭ ‬dziesiąte‭ ‬piętro‭ ‬to‭ ‬szczyt‭ ‬sukcesu,‭ ‬to‭ ‬właśnie‭ ‬oni‭ ‬zbierają‭ ‬w‭ ‬sobie‭ ‬najgorszą,‭ ‬najczarniejszą‭ ‬nienawiść‭ ‬do‭ ‬swego‭ ‬otoczenia,‭ ‬gdyż‭ ‬ich‭ ‬wzrok,‭ ‬zawieszony‭ ‬między‭ ‬dziesiątym‭ ‬a‭ ‬urojonym‭ ‬jedenastym‭ ‬piętrem‭ ‬wyjątkowo‭ ‬dobitnie‭ ‬przypomina‭ ‬im,‭ ‬że‭ ‬dziesiąte‭ ‬piętro‭ ‬to‭ ‬dla‭ ‬nich‭ ‬koniec‭ ‬podróży,‭ ‬i‭ ‬że‭ ‬do‭ ‬końca‭ ‬życia‭ ‬utkwieni‭ ‬będą‭ ‬na‭ ‬zawsze‭ ‬między‭ ‬piętrem‭ ‬dziesiątym‭ ‬a‭ ‬urojonym‭ ‬piętrem‭ ‬jedenastym‭ ‬stanowiącym‭ ‬już‭ ‬tylko‭ ‬nieosiągalne‭ ‬marzenie,‭ ‬niemożliwą‭ ‬do‭ ‬zrealizowania‭ ‬a‭ ‬jednocześnie‭ ‬tak‭ ‬dotkliwą‭ ‬potrzebę,‭ ‬jaka,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬swej‭ ‬bliskości,‭ ‬tym‭ ‬bardziej‭ ‬nie‭ ‬daje‭ ‬o‭ ‬sobie‭ ‬zapomnieć,‭ ‬co‭ ‬zmuszeni‭ ‬są‭ ‬rekompensować‭ ‬sobie‭ ‬prawdziwie‭ ‬demoniczną‭ ‬i‭ ‬doskonale‭ ‬czarną‭ ‬nienawiścią,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬nienawiścią‭ ‬do‭ ‬Nowojorskiego‭ ‬osiedla‭ ‬Manhattan,‭ ‬w‭ ‬jakiego‭ ‬cieniu‭ ‬od‭ ‬narodzin‭ ‬do‭ ‬swojej‭ ‬śmierci,‭ ‬jaką‭ ‬częstokroć‭ ‬jest‭ ‬skok‭ ‬z‭ ‬tego‭ ‬ich‭ ‬dziesiątego‭ ‬piętra,‭ ‬muszą‭ ‬egzystować‭ ‬w‭ ‬chorobliwym‭ ‬półśnie‭ ‬niezrealizowanych‭ ‬ambicji‭ ‬wylewającym‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬nich‭ ‬wszelkimi‭ ‬otworami‭ ‬i‭ ‬tężejącym‭ ‬natychmiast‭ ‬w‭ ‬nienawiść‭ ‬tak‭ ‬czarną‭ ‬i‭ ‬radioaktywną,‭ ‬że‭ ‬gdyby‭ ‬mogła‭ ‬oderwać‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬korzeniącej‭ ‬ją‭ ‬przygruntowej‭ ‬egzystencji,‭ ‬natychmiast‭ ‬przeskoczyła‭ ‬by‭ ‬ocean‭ ‬i‭ ‬postrącała‭ ‬co‭ ‬do‭ ‬jednego‭ ‬znienawidzone,‭ ‬bo‭ ‬nieosiągalne,‭ ‬drapacze‭ ‬chmur‭ ‬Nowojorskiej‭ ‬dzielnicy‭ ‬Manhattan,‭ ‬z‭ ‬ich‭ ‬jedenastymi,‭ ‬dwunastymi‭ ‬i‭ ‬wyżej,‭ ‬piętrami,‭ ‬jakie‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬post-Manhattan‭ ‬stanowią‭ ‬wykroczenie‭ ‬przeciwko‭ ‬dziesięciopiętrowemu‭ ‬prawu‭ ‬dziesięciopiętrowej‭ ‬natury,‭ ‬kodeksowi‭ ‬ludzi‭ ‬wysoce‭ ‬przyziemnych,‭ ‬tragicznych‭ ‬i‭ ‬kuriozalnych,‭ ‬jakiemu‭ ‬podlega‭ ‬ich‭ ‬poamputacyjne‭ ‬półżycie,‭ ‬bo‭ ‬tkwią‭ ‬w‭ ‬nim‭ ‬od‭ ‬samego‭ ‬początku,‭ ‬już‭ ‬w‭ ‬chwili‭ ‬narodzin‭ ‬pozbawieni‭ ‬praw‭ ‬do‭ ‬wszelkich‭ ‬gestów‭ ‬zdrowych‭ ‬wolnych‭ ‬ludzi,‭ ‬a‭ ‬jakie‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬zastępuje‭ ‬urojeniami‭ ‬i‭ ‬tym‭ ‬plemiennym‭ ‬dziesięciopietrowym‭ ‬prawem‭ ‬jeszcze‭ ‬bardziej‭ ‬wpędzającym‭ ‬w‭ ‬urojenia,‭ ‬od‭ ‬jakich‭ ‬najłatwiej‭ ‬jest‭ ‬uciec‭ ‬schodząc‭ ‬z‭ ‬dziesiątego‭ ‬piętra‭ ‬na‭ ‬sam‭ ‬parter‭ ‬i‭ ‬skierowawaszy‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬stronę‭ ‬widocznych‭ ‬z‭ ‬każdego‭ ‬miejsca‭ ‬przeogromnych‭ ‬przedwojennych‭ ‬poniemieckich‭ ‬drzew,‭ ‬pod‭ ‬jakimi‭ ‬dzielnie‭ ‬trzymają‭ ‬się‭ ‬niedobitki‭ ‬nagrobków‭ ‬cmentarza‭ ‬żydów‭ ‬niemieckich,‭ ‬wejść‭ ‬na‭ ‬początkowy‭ ‬przystanek‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬skąd‭ ‬punktualnie,‭ ‬kilkadziesiąt‭ ‬razy‭ ‬dziennie‭ ‬odchodzi‭ ‬tramwaj‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬dający‭ ‬swobodę‭ ‬dojazdu‭ ‬kolejno‭ ‬do‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬trzeciego‭ ‬mostu‭ ‬na‭ ‬rzece‭ ‬Warta,‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬średniowiecznej‭ ‬katedry,‭ ‬pierwszego‭ ‬mostu‭ ‬na‭ ‬rzece‭ ‬Warta,‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬a‭ ‬nawet‭ ‬na‭ ‬sam‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy,‭ ‬zwany‭ ‬półzerem‭ ‬pętli,‭ ‬przy‭ ‬jakim‭ ‬znajduje‭ ‬się‭ ‬zachowany‭ ‬w‭ ‬znacznie‭ ‬lepszym‭ ‬stanie‭ ‬poniemiecki‭ ‬cmentarz‭ ‬ewangelicki,‭ ‬wraz‭ ‬z‭ ‬przyległymi‭ ‬skromnymi‭ ‬parterowymi‭ ‬domkami‭ ‬z‭ ‬ogródkiem,‭ ‬zamieszkanymi‭ ‬przez‭ ‬najstarszych,‭ ‬a‭ ‬zarazem‭ ‬najmilszych‭ ‬ludzi‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬przenikniętych‭ ‬tą‭ ‬cała‭ ‬kuriozalnością‭ ‬i‭ ‬tragicznością‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów‭ ‬najsłabiej,‭ ‬co‭ ‬można‭ ‬by‭ ‬poczytywać‭ ‬za‭ ‬zaletę‭ ‬samego‭ ‬ich‭ ‬miejsca‭ ‬zamieszkania,‭ ‬tak‭ ‬daleko‭ ‬wysuniętego‭ ‬na‭ ‬zachód,‭ ‬gdyby‭ ‬nie‭ ‬drobny,‭ ‬choć‭ ‬nie‭ ‬dający‭ ‬się‭ ‬zmarginalizować‭ ‬fakt‭ ‬komunalnej‭ ‬nomenklatury,‭ ‬która‭ ‬za‭ ‬podaniem‭ ‬historycznym‭ ‬musi‭ ‬nazywać‭ ‬ten‭ ‬rejon‭ ‬dzielnicą‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬i‭ ‬co‭ ‬ma‭ ‬taki‭ ‬skutek,‭ ‬że‭ ‬zamieszkałych‭ ‬tam‭ ‬ludzi‭ ‬wszyscy‭ ‬inni,‭ ‬z‭ ‬pozostałych‭ ‬obszarów‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬nazywają‭ ‬wieprzami‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬a‭ ‬to‭ ‬jest‭ ‬naturalnie‭ ‬określeniem‭ ‬głęboko‭ ‬krzywdzącym,‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬związku‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬pozostawia‭ ‬trwały‭ ‬rys‭ ‬owej‭ ‬krzywdy‭ ‬na‭ ‬całym‭ ‬ich‭ ‬parterowym‭ ‬przyogrodowym‭ ‬żywocie,‭ ‬pomimo‭ ‬tak‭ ‬okropnego‭ ‬nomenklaturalnego‭ ‬zniesławienia‭ ‬wiedzionym‭ ‬z‭ ‬właściwą‭ ‬im‭ ‬pogodą‭ ‬ducha,‭ ‬choć‭ ‬mieliby‭ ‬pełne‭ ‬prawo‭ ‬pogrążyć‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬najgorszej,‭ ‬sromotnikowo‭ ‬gorzkiej‭ ‬depresji,‭ ‬skoro‭ ‬bez‭ ‬względu‭ ‬na‭ ‬to‭ ‬jak‭ ‬wspaniałymi‭ ‬i‭ ‬pogodnymi‭ ‬starają‭ ‬się‭ ‬być,‭ ‬wciąż‭ ‬i‭ ‬wciąż‭ ‬wszyscy‭ ‬przezywają‭ ‬ich‭ ‬wieprzami‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬dogłębnie‭ ‬niesprawiedliwą‭ ‬obelgą,‭ ‬z‭ ‬którą‭ ‬zmagać‭ ‬muszą‭ ‬się‭ ‬wszyscy‭ ‬mieszkańcy‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc‭ ‬od‭ ‬maleńkości,‭ ‬będąc‭ ‬trywialnie‭ ‬ale‭ ‬nie‭ ‬mniej‭ ‬dotkliwie‭ ‬wytrącanymi‭ ‬niejako‭ ‬z‭ ‬szacunku‭ ‬do‭ ‬samych‭ ‬siebie,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬na‭ ‬kilka‭ ‬centymetrów‭ ‬odsuniętymi‭ ‬od‭ ‬siebie‭ ‬samych,‭ ‬a‭ ‬w‭ ‬związku‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬wywichniętymi‭ ‬minimalnie‭ ‬ze‭ ‬swych‭ ‬osobistych‭ ‬światów,‭ ‬i‭ ‬nabierają‭ ‬empirycznej,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬praktycznej‭ ‬wiedzy‭ ‬o‭ ‬tym‭ ‬jak‭ ‬niesprawiedliwa‭ ‬jest‭ ‬podłość‭ ‬ludzkich‭ ‬określeń‭ ‬i‭ ‬jak‭ ‬przywiązanie‭ ‬do‭ ‬wszelkich‭ ‬nazw‭ ‬jest‭ ‬praktyką‭ ‬głęboko‭ ‬prymitywną,‭ ‬ordynarną‭ ‬i‭ ‬bezsensowną‭ ‬zarazem,‭ ‬nawet‭ ‬jeśli‭ ‬nie‭ ‬wprost‭ ‬krzywdzącą‭ ‬osobisty‭ ‬charakter‭ ‬każdego‭ ‬człowieka‭ ‬upychając‭ ‬go‭ ‬w‭ ‬kierat‭ ‬jakiejś‭ ‬nazwy,‭ ‬choćby‭ ‬nazwa‭ ‬ta‭ ‬wcale‭ ‬nie‭ ‬narzucała‭ ‬tak‭ ‬złych‭ ‬skojarzeń‭ ‬jak‭ ‬wieprz‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬co‭ ‬jest‭ ‬prawdziwie‭ ‬skrajnym‭ ‬przypadkiem‭ ‬nazewniczej‭ ‬przemocy,‭ ‬codziennie,‭ ‬proszę‭ ‬tylko‭ ‬pomyśleć,‭ ‬nawet‭ ‬przez‭ ‬zupełnie‭ ‬małe‭ ‬i‭ ‬niewinne‭ ‬dzieci,‭ ‬oswajanej‭ ‬jak‭ ‬genetyczno-geograficzna‭ ‬choroba‭ ‬mieszkańców‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬i‭ ‬zapewne‭ ‬to‭ ‬między‭ ‬innymi‭ ‬jest‭ ‬przyczyną‭ ‬ich‭ ‬stalowego‭ ‬wprost‭ ‬charakteru,‭ ‬hartu‭ ‬duchowego,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬za‭ ‬tym‭ ‬idzie‭ ‬i‭ ‬jego‭ ‬chłodnej‭ ‬pogody,‭ ‬kierowanej‭ ‬jednak‭ ‬tylko‭ ‬do‭ ‬osób‭ ‬najbliższych,‭ ‬zaufanych,‭ ‬a‭ ‬zaufanie‭ ‬to,‭ ‬z‭ ‬wiadomych‭ ‬przyczyn,‭ ‬niełatwo‭ ‬jest‭ ‬zdobyć‭ ‬u‭ ‬ludzi‭ ‬tak‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬swych‭ ‬trudnych‭ ‬doświadczeń‭ ‬i‭ ‬swoistego‭ ‬nazewniczego‭ ‬ostracyzmu‭ ‬ufundowanego‭ ‬przez‭ ‬nienawistne‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬wyczulonych,‭ ‬odkąd‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬wchłonęło‭ ‬tę‭ ‬małą‭ ‬miejscowość‭ ‬o‭ ‬nazwie‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬gdzie‭ ‬od‭ ‬zawsze‭ ‬wszyscy‭ ‬dobrze‭ ‬się‭ ‬znali‭ ‬i‭ ‬może‭ ‬nawet‭ ‬ongiś‭ ‬zwykli‭ ‬byli‭ ‬mówiąc‭ ‬do‭ ‬siebie‭ ‬żartem‭ ‬-‭ ‬ty‭ ‬wieprzu‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc‭ ‬-‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬ma‭ ‬miejsce‭ ‬między‭ ‬znajomkami,‭ ‬ale‭ ‬zwyczaj‭ ‬ten‭ ‬znikł‭ ‬natychmiast‭ ‬kiedy‭ ‬tragiczno‭ ‬kuriozalny‭ ‬nienawistny‭ ‬potwór‭ ‬mieszczański‭ ‬zapukał‭ ‬do‭ ‬ich‭ ‬małomiejskich,‭ ‬wiejskich‭ ‬wręcz,‭ ‬dźwi,‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬się‭ ‬mawia‭ ‬w‭ ‬takich‭ ‬małych‭ ‬miejscowościach,‭ ‬i‭ ‬na‭ ‬dzieńdobry,‭ ‬od‭ ‬progu,‭ ‬zaczął‭ ‬nazywać‭ ‬ich‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬miejskim,‭ ‬podłym,‭ ‬nienawistnym,‭ ‬prymitywnym‭ ‬brakiem‭ ‬szacunku‭ ‬wieprzami‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬co‭ ‬zostało,‭ ‬być‭ ‬może,‭ ‬nawet‭ ‬przez‭ ‬krótką‭ ‬chwilę‭ ‬poczytane‭ ‬za‭ ‬chęć‭ ‬pobratania‭ ‬się‭ ‬i‭ ‬na‭ ‬co,‭ ‬być‭ ‬może,‭ ‬odpowiedziano‭ ‬pogodnym‭ ‬pytaniem,‭ ‬czego‭ ‬tu‭ ‬szukają‭ ‬te‭ ‬świnie‭ ‬z‭ ‬Gorzowa,‭ ‬ale‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów,‭ ‬jak‭ ‬każde‭ ‬większe‭ ‬polskie‭ ‬miasto,‭ ‬wyzbyte‭ ‬jest‭ ‬krztyny‭ ‬przyzwoitości‭ ‬i‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬pojąć‭ ‬nawet‭ ‬tak‭ ‬wulgarnej‭ ‬kultury‭ ‬szacunku,‭ ‬a‭ ‬wszystkie‭ ‬obelgi‭ ‬wygłasza‭ ‬i‭ ‬poczytuje‭ ‬sobie‭ ‬jako‭ ‬mściwe‭ ‬i‭ ‬podłe,‭ ‬tymczasem‭ ‬w‭ ‬mniejszych‭ ‬miastach‭ ‬i‭ ‬po‭ ‬wsiach‭ ‬nadal‭ ‬znana‭ ‬jest‭ ‬ta‭ ‬przyjacielska‭ ‬obcesowość,‭ ‬i‭ ‬swojska‭ ‬kultura‭ ‬przezwisk,‭ ‬choć‭ ‬grubiańska‭ ‬i‭ ‬chłopska,‭ ‬ale‭ ‬poprzedzona‭ ‬pewnym‭ ‬bratnim‭ ‬szacunkiem,‭ ‬z‭ ‬jakim‭ ‬rzuca‭ ‬się‭ ‬tą‭ ‬czy‭ ‬inną‭ ‬obelgą‭ ‬pośród‭ ‬swoich,‭ ‬bo‭ ‬tak‭ ‬się‭ ‬utarło‭ ‬kulturalnym‭ ‬zwyczajem,‭ ‬a‭ ‬jakiego‭ ‬to‭ ‬zwyczaju‭ ‬próżno‭ ‬szukać‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów,‭ ‬w‭ ‬jakim‭ ‬wszystko,‭ ‬a‭ ‬już‭ ‬zwłaszcza‭ ‬obelgi,‭ ‬poprzedza‭ ‬mordercza‭ ‬i‭ ‬nieludzka‭ ‬nienawiść‭ ‬do‭ ‬całego‭ ‬świata,‭ ‬nienawiść‭ ‬kojarzona‭ ‬zwykle‭ ‬z‭ ‬dziesiątym‭ ‬piętrem‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬ale‭ ‬stamtąd,‭ ‬jak‭ ‬z‭ ‬fabryki‭ ‬nienawiści‭ ‬zatruwająca‭ ‬swym‭ ‬nienawistnym‭ ‬wyziewem‭ ‬serce‭ ‬każdego‭ ‬mieszkańca‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬czego‭ ‬najlepszym‭ ‬dowodem‭ ‬jest‭ ‬ta‭ ‬zrodzona‭ ‬w‭ ‬głębokich‭ ‬ranach‭ ‬nieufność‭ ‬ludzi‭ ‬peryferii,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬miejsca‭ ‬tak‭ ‬doświadczonego‭  ‬nienawistnym‭ ‬smrodem‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬jak‭ ‬dzielnica‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬gdzie‭ ‬linia‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬ma‭ ‬swój‭ ‬przeciwny‭ ‬przystanek‭ ‬zakańczający‭ ‬podróż‭ ‬dla‭ ‬pasażerów,‭ ‬wykopywanych‭ ‬z‭ ‬tramwaju‭ ‬w‭ ‬trybie‭ ‬natychmiastowym,‭ ‬kiedy‭ ‬ich‭ ‬niesłabnące‭ ‬podróżnicze‭ ‬popędy‭ ‬nagle‭ ‬odcina‭ ‬eksmisyjna‭ ‬czystka‭ ‬zaprowadzana‭ ‬z‭ ‬najwyższą‭ ‬bezwzględnością‭ ‬przez‭ ‬zmotoryzowany‭ ‬jednoosobowy‭ ‬oddział‭ ‬motorniczego‭ ‬i‭ ‬wystawieni‭ ‬zostają‭ ‬na‭ ‬pastwę‭ ‬porażającej‭ ‬nudy‭ ‬przystanku‭ ‬końcowego,‭ ‬wpatrzeni‭ ‬w‭ ‬pętlę‭ ‬jak‭ ‬w‭ ‬jakieś‭ ‬podróżnicze,‭ ‬ostateczne‭ ‬zero,‭ ‬gdzie‭ ‬zahipnotyzowani‭ ‬potrafią‭ ‬stać‭ ‬godzinami‭ ‬marząc‭ ‬o‭ ‬ekstrapolacji‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬zgodnie‭ ‬z‭ ‬ich‭ ‬metageograficznymi‭ ‬popędami,‭ ‬dalej‭ ‬na‭ ‬zachód,‭ ‬bo‭ ‬roi‭ ‬im‭ ‬się‭ ‬nieskończona‭ ‬podróż‭ ‬tramwajem‭ ‬po‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬a‭ ‬tu‭ ‬nagle‭ ‬spotyka‭ ‬ich‭ ‬taki‭ ‬amputacyjny‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy‭ ‬i‭ ‬wpędza‭ ‬w‭ ‬znaną‭ ‬tylko‭ ‬podróżnikom‭ ‬u‭ ‬kresu‭ ‬podróży‭ ‬post-podróżniczą‭ ‬hipnozę,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬w‭ ‬najprostszy‭ ‬sposób‭ ‬mogli‭ ‬by‭ ‬amputować‭ ‬tę‭ ‬amputację,‭ ‬to‭ ‬jest‭ ‬ściąć‭ ‬zero‭ ‬pętli‭ ‬przechodząc‭ ‬dosłownie‭ ‬trzy‭ ‬kroki,‭ ‬by‭ ‬znaleźć‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬rozpoczynającym‭ ‬po‭ ‬czym‭ ‬wsiąść‭ ‬na‭ ‬powrót‭ ‬do‭ ‬tramwaju,‭ ‬najlepiej‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬najdoskonalszej‭ ‬pierwszoosobowej‭ ‬jednostki‭ ‬taboru‭ ‬tramwajowego‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬najlepszej‭ ‬ze‭ ‬wszystkich‭ ‬linii‭ ‬tramwajowych‭ ‬kraju‭ ‬Polska,‭ ‬prawdziwego‭ ‬skarbu‭ ‬publiczno-komunikacyjnego,‭ ‬o‭ ‬jaki‭ ‬opiera‭ ‬się‭ ‬cały‭ ‬ten‭ ‬kuriozalno-tragiczny,‭ ‬a‭ ‬jednak‭ ‬istniejący‭ ‬na‭ ‬przekór‭ ‬wszystkiemu‭ ‬powolny‭ ‬rozkład‭ ‬najważniejszych‭ ‬miejsc‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬z‭ ‬których‭ ‬każde‭ ‬tak‭ ‬naprawdę‭ ‬żyje‭ ‬własnym,‭ ‬inaczej‭ ‬zatrutym,‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬tylko‭ ‬sobie‭ ‬charakterystyczny‭ ‬sposób‭ ‬z‭ ‬wielkomiejską‭ ‬trucizną‭ ‬walczącym,‭ ‬żywotem,‭ ‬i‭ ‬na‭ ‬których‭ ‬tle‭ ‬szpital‭ ‬psychiatryczny‭ ‬ze‭ ‬swoją‭ ‬doskonale‭ ‬zachowaną‭ ‬poniemiecką‭ ‬architekturourbanistyką,‭ ‬oraz‭ ‬znajdujący‭ ‬się‭ ‬vis-a-vis‭ ‬młodej‭ ‬filharmonii‭ ‬stary‭ ‬teatr‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬w‭ ‬swoim‭ ‬mezaliansie‭ ‬słusznie‭ ‬nazywane‭ ‬kompleksem‭ ‬teatralno-filharmonicznym,‭ ‬wypadają‭ ‬wyjątkowo‭ ‬swoiście‭ ‬i‭ ‬autonomicznie,‭ ‬zupełnie‭ ‬nie‭ ‬wpisując‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬ogólny,‭ ‬wyznaczany‭ ‬z‭ ‬amputowanego‭ ‬czubka‭ ‬czarnej‭ ‬piramidy‭ ‬osiedla‭ ‬dziesięciopiętrowców‭ ‬plan‭ ‬zagospodarowania‭ ‬nienawiścią,‭ ‬jaki‭ ‬właściwie‭ ‬należało‭ ‬by‭ ‬nazwać‭ ‬planem‭ ‬zniszczenia‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬gdyby‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬samo‭ ‬w‭ ‬sobie‭ ‬nie‭ ‬było‭ ‬już‭ ‬objęte‭ ‬zniszczeniem,‭ ‬niszczonym‭ ‬jeszcze‭ ‬bardziej‭ ‬przez‭ ‬planową‭ ‬gospodarkę‭ ‬degradacji,‭ ‬stając‭ ‬się‭ ‬samą‭ ‬istotą‭ ‬samoniszczącego‭ ‬się‭ ‬zniszczenia,‭ ‬od‭ ‬którego‭ ‬można‭ ‬tylko‭ ‬uciec,‭ ‬jeśli‭ ‬nie‭ ‬chce‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬trafić‭ ‬na‭ ‬oddział‭ ‬zamknięty‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬na‭ ‬przykład‭ ‬do‭ ‬starego‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬lub‭ ‬do‭ ‬równolegle‭ ‬zlokalizowanej‭ ‬młodej‭ ‬filharmonii,‭ ‬w‭ ‬ten‭ ‬starczo-młodzieńczy,‭ ‬młodzieńczo-starczy‭ ‬kulturalny‭ ‬kompleks,‭ ‬swoją‭ ‬drogą‭ ‬budzący‭ ‬ogólne‭ ‬zgorszenie‭ ‬wśród‭ ‬większości‭ ‬mieszkańców‭ ‬osiedla‭ ‬dziesięciopiętrowców,‭ ‬przezywanego‭ ‬od‭ ‬dawna‭ ‬w‭ ‬pewnych‭ ‬kręgach‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬oraz‭ ‬wśród‭ ‬innych‭ ‬osiedli‭ ‬dziesięcio,‭ ‬dziewięcio,‭ ‬ośmio,‭ ‬siedmio,‭ ‬sześcio,‭ ‬pięcio,‭ ‬cztero‭ ‬i‭ ‬trójpiętrowców,‭ ‬które‭ ‬niczym‭ ‬rozliczne‭ ‬wyższe‭ ‬i‭ ‬niższe‭ ‬rangą‭ ‬przyczółki‭ ‬mrocznego‭ ‬imperium‭ ‬post-Manhattan‭ ‬rozsiano‭ ‬po‭ ‬całej‭ ‬rozległości,‭ ‬doszczętnie‭ ‬zblokowiskowanego,‭ ‬pagórkowo-dolinnego‭ ‬landszaftu‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬w‭ ‬jakim‭ ‬kompleks‭ ‬teatralno-filharmoniczny‭ ‬słusznie‭ ‬może‭ ‬uchodzić‭ ‬za‭ ‬prawdziwy‭ ‬cud‭ ‬z‭ ‬zagłębia‭ ‬nienawiści,‭ ‬choć‭ ‬nie‭ ‬zachwyca‭ ‬on‭ ‬wcale‭ ‬zawistnych‭ ‬indywiduów‭ ‬z‭ ‬dziesieciopiętrowego‭ ‬reżimu,‭ ‬gdzie‭ ‬jak‭ ‬wiadomo‭ ‬idea‭ ‬szacunku,‭ ‬a‭ ‬już‭ ‬szczególnie‭ ‬szacunku‭ ‬do‭ ‬sztuki,‭ ‬w‭ ‬ogóle‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬kultywowana,‭ ‬zastąpiono‭ ‬ją‭ ‬natomiast‭ ‬kultem‭ ‬siły,‭ ‬jaki‭ ‬owszem‭ ‬wyciera‭ ‬sobie‭ ‬nagminnie‭ ‬otwory‭ ‬gębowe‭ ‬słowem‭ "‬szacunek‭"‬,‭ ‬jednak‭ ‬nazywa‭ ‬on‭ ‬tak‭ ‬coś,‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬zwykle‭ ‬w‭ ‬podobnych‭ ‬tego‭ ‬typu‭ ‬perwersyjnych‭ ‬patologiach,‭ ‬wprost‭ ‬przeciwnego,‭ ‬rodzaj‭ ‬poddańczego‭ ‬uwielbienia‭ ‬dla‭ ‬gwałtu,‭ ‬o‭ ‬jakim‭ ‬trudno‭ ‬jest‭ ‬cokolwiek‭ ‬więcej‭ ‬powiedzieć,‭ ‬gdyż‭ ‬ten‭ ‬typ‭ ‬bezmyślności‭ ‬nie‭ ‬daje‭ ‬się‭ ‬pojąć‭ ‬kategoriami‭ ‬językowymi,‭ ‬co‭ ‬najwyżej‭ ‬jakimś‭ ‬niezrozumiałym‭ ‬pseudologicznym‭ ‬dadaistycznym‭ ‬bełkotem‭ ‬bezsensów,‭ ‬używanych‭ ‬bez‭ ‬najmniejszego‭ ‬zrozumienia,‭ ‬a‭ ‬wręcz‭ ‬przeciwko‭ ‬jakiemukolwiek‭ ‬rozumieniu,‭ ‬siłowo‭ ‬i‭ ‬kultystycznie,‭ ‬w‭ ‬trybie‭ ‬intelektualnego‭ ‬współsamookaleczenia,‭ ‬przed‭ ‬jakim‭ ‬chronić‭ ‬mają‭ ‬mury‭ ‬starego‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬czy‭ ‬też‭ ‬w‭ ‬młodej‭ ‬filharmonii,‭ ‬jaka‭ ‬zresztą‭ ‬z‭ ‬zewnątrz‭ ‬przybrała‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬tego‭ ‬naporu‭ ‬siłowo-kultowego,‭ ‬postawy‭ ‬zwartej‭ ‬i‭ ‬ascetycznie‭ ‬obronnej,‭ ‬co‭ ‬jednak‭ ‬wcale‭ ‬nie‭ ‬przenosi‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬w‭ ‬najlepszym‭ ‬guście‭ ‬zaprojektowaną‭ ‬klarowną‭ ‬fasadę‭ ‬i‭ ‬wnętrza,‭ ‬jakich‭ ‬doskonale‭ ‬pojemną‭ ‬i‭ ‬świetnie‭ ‬ułożoną‭ ‬akustyką‭ ‬może‭ ‬ona,‭ ‬w‭ ‬odróżnieniu‭ ‬do‭ ‬starego‭ ‬przygarbionego‭ ‬teatru‭ ‬Osterwy,‭ ‬naprawdę‭ ‬oddychać,‭ ‬zaś‭ ‬cała‭ ‬ta‭ ‬kompleksowa‭ ‬architektoniczna‭ ‬zażyłość‭ ‬rozgrywa‭ ‬się‭ ‬pod‭ ‬zwalistym‭ ‬nosem‭ ‬średniowiecznego‭ ‬kościoła‭ ‬katedralnego,‭ ‬zupełnie‭ ‬bezsilnego‭ ‬w‭ ‬swych‭ ‬dogmatycznych,‭ ‬wyznaczonych‭ ‬kwadratowym‭ ‬katedralnym‭ ‬placem‭ ‬kwadratowych‭ ‬średniowiecznych‭ ‬przekonaniach,‭ ‬od‭ ‬których‭ ‬robi‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬tak‭ ‬nudno‭ ‬i‭ ‬kwadratowo,‭ ‬kiedy‭ ‬jadąc‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬zapomni‭ ‬się‭ ‬wysiąść‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬teatralnym‭ ‬i‭ ‬zajedzie‭ ‬na‭ ‬przystanek‭ ‬katedralny,‭ ‬co‭ ‬zdarza‭ ‬się‭ ‬bardzo‭ ‬często,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬niedoświadczonym‭ ‬i‭ ‬zapominalskim,‭ ‬takim‭ ‬na‭ ‬przykład‭ ‬jak‭ ‬górale,‭ ‬których‭ ‬co‭ ‬prawda‭ ‬mamy‭ ‬w‭ ‬pagórkowatym‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów‭ ‬niewielu,‭ ‬wobec‭ ‬przytłaczającej‭ ‬większości,‭ ‬to‭ ‬jasne,‭ ‬pagórali,‭ ‬ale‭ ‬to‭ ‬górale,‭ ‬nie‭ ‬pagórale,‭ ‬zwykle‭ ‬zapominają‭ ‬wysiąść‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬teatralnym,‭ ‬i‭ ‬jazda,‭ ‬wynosi‭ ‬ich‭ ‬na‭ ‬katedralny,‭ ‬gdzie‭ ‬nagle‭ ‬obudzeni,‭ ‬z‭ ‬wrodzonego‭ ‬góralom‭ ‬narwaństwa,‭ ‬pędzą‭ ‬wprost‭ ‬do‭ ‬średniowiecznego‭ ‬kościoła‭ ‬katedralnego,‭ ‬zamiast‭ ‬przeczekać,‭ ‬jak‭ ‬każdy‭ ‬spokojny‭ ‬pagóral,‭ ‬niziol‭ ‬czy‭ ‬doliniarz‭ ‬na‭ ‬tramwaj‭ ‬jadący‭ ‬w‭ ‬przeciwnym‭ ‬kierunku,‭ ‬może‭ ‬być‭ ‬nawet‭ ‬niepierwszej,‭ ‬niższej‭ ‬linii,‭ ‬oby‭ ‬tylko‭ ‬odwiózł‭ ‬ich‭ ‬do‭ ‬starego‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Ostarwy,‭ ‬ale‭ ‬nie,‭ ‬górale‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬górale‭ ‬pędzą‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬na‭ ‬złamanie‭ ‬karku‭ ‬przed‭ ‬siebie,‭ ‬a‭ ‬że‭ ‬przed‭ ‬sobą‭ ‬akurat‭ ‬mają‭ ‬średniowieczny‭ ‬kościół‭ ‬katedralny,‭ ‬to‭ ‬wpadają‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬w‭ ‬studzienno-modlitewny‭ ‬chłód‭ ‬tej‭ ‬świątyni,‭ ‬gdzie‭ ‬zapał‭ ‬ich‭ ‬momentalnie‭ ‬gaśnie,‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬której,‭ ‬kto‭ ‬wie,‭ ‬wywożą‭ ‬ich‭ ‬pewnie‭ ‬przygaszonych‭ ‬proboszczowskim‭ ‬mercedesem‭ ‬do‭ ‬seminarium,‭ ‬a‭ ‬tam‭ ‬już‭ ‬na‭ ‬pewno‭ ‬przerabiani‭ ‬są‭ ‬potem‭ ‬na‭ ‬księży,‭ ‬biskupów,‭ ‬kardynałów‭ ‬i,‭ ‬a‭ ‬czemu‭ ‬nie,‭ ‬papieży,‭ ‬czego‭ ‬mogliby‭ ‬spokojnie‭ ‬uniknąć‭ ‬gdyby‭ ‬tylko‭ ‬nie‭ ‬zasypiali‭ ‬przystanku‭ ‬teatralnego,‭ ‬a‭ ‬na‭ ‬katedralnym‭ ‬znowu‭ ‬nie‭ ‬dostawali‭ ‬tego‭ ‬góralskiego‭ ‬szału,‭ ‬jaki‭ ‬pcha‭ ‬ich‭ ‬prosto‭ ‬w‭ ‬szeregi‭ ‬kleru,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬zupełnie‭ ‬podobne‭ ‬ceregiele‭ ‬jakie‭ ‬wyprawiają‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬średniowiecznym‭ ‬kościele‭ ‬katedralnym,‭ ‬dzień‭ ‬w‭ ‬dzień,‭ ‬pod‭ ‬nieco‭ ‬tylko‭ ‬innym‭ ‬charakterem,‭ ‬odprawiane‭ ‬są‭ ‬też‭ ‬w‭ ‬starym‭ ‬teatrze‭ ‬Osterwy,‭ ‬a‭ ‬nawet‭ ‬z‭ ‬dużo‭ ‬większą‭ ‬wprawą,‭ ‬jakimś‭ ‬minimum‭ ‬artystycznego‭ ‬kunsztu‭ ‬i‭ ‬bez‭ ‬całego‭ ‬tego‭ ‬idiotycznego‭ ‬kościelnego‭ ‬blichtru,‭ ‬jakim‭ ‬zawsze‭ ‬obkładało‭ ‬się‭ ‬największe‭ ‬aktorskie‭ ‬partactwo,‭ ‬przeciwnie,‭ ‬z‭ ‬pewną‭ ‬szlachetną‭ ‬dozą‭ ‬skromności,‭ ‬żeby‭ ‬nie‭ ‬powiedzieć‭ ‬ubóstwa,‭ ‬stary‭ ‬teatr‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy‭ ‬regularnie‭ ‬wystawia‭ ‬swoje‭ ‬rytuały,‭ ‬gdzie‭ ‬właśnie‭ ‬zmierzaliśmy,‭ ‬to‭ ‬już‭ ‬będzie‭ ‬dziesięć‭ ‬lat‭ ‬temu,‭ ‬z‭ ‬tą‭ ‬grupka‭ ‬oryginałów‭ ‬z‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭") ‬na‭ ‬bankiet‭ ‬dobroczynny‭ ‬i‭ ‬to‭ ‬właśnie‭ ‬na‭ ‬teatralnym,‭ ‬a‭ ‬nie‭ ‬katedralnym‭ ‬mieliśmy‭ ‬wysiąść‭ ‬i‭ ‬zaiste‭ ‬wysiedliśmy.

Wsiadając‭ ‬do‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬gdziekolwiek,‭ ‬chociażby‭ ‬i‭ ‬przy‭ ‬starym‭ ‬teatrze‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬a‭ ‬właściwie‭ ‬należało‭ ‬by‭ ‬powiedzieć‭ ‬kompleksie‭ ‬teatralno-filharmonicznym,‭ ‬bo‭ ‬nasz‭ ‬teatr‭ ‬od‭ ‬kilku‭ ‬lat‭ ‬ma‭ ‬młodą‭ ‬towarzyszkę,‭ ‬zatem‭ ‬wsiadając‭ ‬na‭ ‬teatralnym,‭ ‬lub‭ ‬gdzie‭ ‬bądź,‭ ‬ale‭ ‬koniecznie‭ ‬do‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬możemy‭ ‬odwiedzić‭ ‬najważniejsze‭ ‬z‭ ‬miejsc‭ ‬tego‭ ‬skądinąd‭ ‬oficjalnie‭ ‬tragiczno-kuriozalnego,‭ ‬zblokowiskowanego‭ ‬po‭ ‬każdy‭ ‬garbaty‭ ‬pagór‭ ‬i‭ ‬każdą‭ ‬zapadłą‭ ‬dolinę‭ ‬miasta‭ ‬urojonego,‭ ‬jakim‭ ‬jest‭ ‬w‭ ‬istocie‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów,‭ ‬przejęte‭ ‬oddolnie‭ ‬we‭ ‬władanie‭ ‬tym‭ ‬ludowym‭ ‬ruchem‭ ‬dziesięciopiętrowym,‭ ‬jakiego‭ ‬wizje‭ ‬i‭ ‬prawa‭ ‬rodzą‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬dziesiętnych‭ ‬piętrach‭ ‬chorych‭ ‬umysłów‭ ‬mieszkańców‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬a‭ ‬do‭ ‬jakiego‭ ‬podróże,‭ ‬jako‭ ‬osoba‭ ‬miejscowa‭ ‬i‭ ‬obeznana,‭ ‬szczerze‭ ‬odradzam,‭ ‬jako‭ ‬że‭ ‬jest‭ ‬ono‭ ‬wylęgarnią‭ ‬najgorszych‭ ‬okaleczeń,‭ ‬rafinerią‭ ‬najzjadliwszej,‭ ‬najczarniejszej‭ ‬i‭ ‬przytulnej‭ ‬jak‭ ‬ciekły‭ ‬azot‭ ‬atmosfery‭ ‬nikczemnej‭ ‬wrogości,‭ ‬od‭ ‬której‭ ‬aż‭ ‬ciemnieją‭ ‬źrenice,‭ ‬gdy‭ ‬tylko‭ ‬wysiadamy‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬końcowym‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬przed‭ ‬zarezerwowaną‭ ‬dla‭ ‬motorniczego‭ ‬i‭ ‬jego‭ ‬tramwaju‭ ‬pętlą,‭ ‬skąd‭ ‬nie‭ ‬powinniśmy‭ ‬zapuszczać‭ ‬się‭ ‬dalej‭ ‬niż‭ ‬zrujnowane‭ ‬doszczętnie‭ ‬pozostałości‭ ‬cmentarza‭ ‬Żydów‭ ‬niemieckich,‭ ‬przyglądając‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬bliska‭ ‬tym‭ ‬najwyższym‭ ‬i‭ ‬najstarszym,‭ ‬poniemieckim‭ ‬drzewom‭ ‬jakie‭ ‬z‭ ‬owego‭ ‬cmentarza‭ ‬żydów‭ ‬niemieckich‭ ‬wyrastają,‭ ‬zdawałoby‭ ‬się,‭ ‬pod‭ ‬sam‭ ‬ekran‭ ‬nieba,‭ ‬a‭ ‬robiąc‭ ‬to‭ ‬możliwie‭ ‬ostrożnie,‭ ‬już‭ ‬na‭ ‬pewno‭ ‬nie‭ ‬wdawać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬zbędne‭ ‬spacery‭ ‬w‭ ‬głąb‭ ‬otaczającego‭ ‬ów‭ ‬zabytek‭ ‬dendrologiczno-nekropoliczny‭ ‬spiętrzonej‭ ‬kanciastą‭ ‬draperią‭ ‬fali‭ ‬betonu,‭ ‬do‭ ‬jakiej‭ ‬modli‭ ‬się‭ ‬prostopadłościenny‭ ‬kult‭ ‬siły‭ ‬i‭ ‬umysłowej‭ ‬amputacji‭ ‬zastąpionej‭ ‬morderczymi‭ ‬urojeniami‭ ‬mieszkańców‭ ‬niejedenastych‭ ‬pięter‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬urojeniami‭ ‬jakich‭ ‬materializacja‭ ‬mogłaby‭ ‬zmieść‭ ‬z‭ ‬powierzchni‭ ‬ziemi‭ ‬niejedną‭ ‬prawdziwie‭ ‬piękną‭ ‬dzielnicę,‭ ‬choćby‭ ‬był‭ ‬to‭ ‬sam‭ ‬najwspanialszy‭ ‬przeogromny‭ ‬nowojorski‭ ‬Manhattan,‭ ‬zresztą‭ ‬w‭ ‬urojeniach‭ ‬tych‭ ‬zwykle‭ ‬bywający‭ ‬pierwszym‭ ‬celem,‭ ‬a‭ ‬te‭ ‬rozpościerają‭ ‬się‭ ‬dużo‭ ‬dalej,‭ ‬na‭ ‬cały‭ ‬kontynent‭ ‬ameryki‭ ‬północnej‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬pewnością‭ ‬też‭ ‬na‭ ‬wiele‭ ‬z‭ ‬europejskich‭ ‬metropolii,‭ ‬do‭ ‬jakich‭ ‬zawsze‭ ‬beznadziejnie‭ ‬aspirowała‭ ‬każda‭ ‬cherlawa‭ ‬polska‭ ‬dzielnica‭ ‬blokowa,‭ ‬zwłaszcza‭ ‬rozmaite‭ ‬osiedla‭ ‬dziesięciopiętrowców,‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬już‭ ‬to‭ ‬najwyższe‭ ‬spośród‭ ‬najniższych,‭ ‬osiedle‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬zbrukane‭ ‬po‭ ‬ostatnie‭ ‬piętra‭ ‬krwiożerczym,‭ ‬poddańczym‭ ‬kultem‭ ‬siły,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬kultem‭ ‬tego‭ ‬samego‭ ‬gwałtu,‭ ‬z‭ ‬jakiego‭ ‬zrodzone‭ ‬i‭ ‬jakim‭ ‬karmione‭ ‬jest‭ ‬od‭ ‬swych‭ ‬najmłodszych‭ ‬pięter‭ ‬całe‭ ‬to‭ ‬obozowisko‭ ‬nieszczęść,‭ ‬zaprojektowane‭ ‬podług‭ ‬ekspertyz‭ ‬obozowej‭ ‬koncentracji‭ ‬ludności‭ ‬na‭ ‬terenach‭ ‬przyfabrycznych‭ ‬i‭ ‬przyzakładowych,‭ ‬zgodnie‭ ‬z‭ ‬panującą‭ ‬od‭ ‬stuleci‭ ‬folwarczną‭ ‬teorią‭ ‬człowieka,‭ ‬zbiorem‭ ‬nazw‭ ‬narzuconych‭ ‬z‭ ‬większą‭ ‬perfidią‭ ‬jeszcze‭ ‬niż‭ ‬ongiś‭ ‬zamykano‭ ‬w‭ ‬kajdany,‭ ‬a‭ ‬jakich‭ ‬dziś‭ ‬z‭ ‬powodzeniem‭ ‬używa‭ ‬się‭ ‬sto‭ ‬razy‭ ‬od‭ ‬kajdan‭ ‬skuteczniej,‭ ‬ponieważ‭ ‬nazwa‭ ‬nakłada‭ ‬swe‭ ‬folwarczne‭ ‬pęta‭ ‬nie‭ ‬na‭ ‬ludzkie‭ ‬ciała,‭ ‬ale‭ ‬wprost‭ ‬na‭ ‬ich‭ ‬dusze,‭ ‬niedostrzegalnie‭ ‬a‭ ‬przez‭ ‬to‭ ‬tysiąc‭ ‬razy‭ ‬trwalej‭ ‬i‭ ‬wydajniej,‭ ‬a‭ ‬przy‭ ‬tym‭ ‬nieodczuwalnie,‭ ‬gdyż‭ ‬wszyscy‭ ‬oni‭ ‬od‭ ‬narodzin‭ ‬przechodzą‭ ‬zanikową‭ ‬terapię‭ ‬usuwającą‭ ‬ten‭ ‬nerw‭ ‬prawdy‭ ‬jaki‭ ‬uciskałby‭ ‬tylko‭ ‬niepotrzebnie‭ ‬pracownika,‭ ‬jaki‭ ‬nie‭ ‬pozwalałby‭ ‬odpoczywać‭ ‬w‭ ‬ryku‭ ‬silników,‭ ‬oddychać‭ ‬pełną‭ ‬piersią‭ ‬spalin,‭ ‬i‭ ‬kaleczyć‭ ‬się‭ ‬dalej‭ ‬współrodzinnie,‭ ‬łańcuchowo‭ ‬podtrzymując‭ ‬tradycję‭ ‬niedorozwoju,‭ ‬a‭ ‬jaki‭ ‬sygnalizując‭ ‬wszechstronny‭ ‬ucisk‭ ‬stałby‭ ‬się‭ ‬przyczyną‭ ‬niepotrzebnej,‭ ‬bezproduktywnej,‭ ‬ekonomicznie‭ ‬nieporządanej,‭ ‬destruktywnej‭ ‬wręcz‭ ‬reakcji‭ ‬neurotycznej,‭ ‬na‭ ‬jaką‭ ‬obozowe‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬nie‭ ‬może‭ ‬sobie‭ ‬przecież‭ ‬pozwolić,‭ ‬tak‭ ‬jak‭ ‬nie‭ ‬pozwala‭ ‬choćby‭ ‬na‭ ‬najmniejszy‭ ‬objaw‭ ‬niezadowolenia‭ ‬czy‭ ‬smutku,‭ ‬wiecznie‭ ‬wyszczerzone‭ ‬tym‭ ‬czarnym,‭ ‬sadystycznym,‭ ‬dziesięciopiętrowym‭ ‬grymasem,‭ ‬jaki‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬żadnym‭ ‬uśmiechem,‭ ‬a‭ ‬tylko‭ ‬mimowolnym,‭ ‬automatycznym‭ ‬skurczem,‭ ‬automatycznego‭ ‬kultu‭ ‬automatycznej‭ ‬siły,‭ ‬jaki‭ ‬z‭ ‬resztą‭ ‬nosi‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów‭ ‬głeboko‭ ‬pod‭ ‬nieruchomą‭ ‬maską‭ ‬twarzy,‭ ‬gdzieś‭ ‬na‭ ‬skraju‭ ‬krtani,‭ ‬albo‭ ‬jeszcze‭ ‬niżej,‭ ‬głęboko‭ ‬w‭ ‬żołądku,‭ ‬nie‭ ‬dając‭ ‬poznać‭ ‬po‭ ‬sobie‭ ‬najmniejszych‭ ‬choćby‭ ‬oznak‭ ‬tkanki‭ ‬nerwowej,‭ ‬która‭ ‬jak‭ ‬wiadomo‭ ‬mogła‭ ‬by‭ ‬sugerować‭ ‬istnienie‭ ‬u‭ ‬jej‭ ‬zakończeń‭ ‬jakichś‭ ‬emocjonalnych,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬gorsza‭ ‬intelektualnych,‭ ‬komórek‭ ‬mózgu,‭ ‬jaki‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬dziesięciopiętrowców‭ ‬uchodzi‭ ‬za‭ ‬organ‭ ‬najbardziej‭ ‬ze‭ ‬wszystkich‭ ‬wstydliwy,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬inne‭ ‬organy‭ ‬obnaża‭ ‬się‭ ‬zwykle‭ ‬bez‭ ‬skrępowania,‭ ‬mało‭ ‬tego,‭ ‬zawsze‭ ‬przy‭ ‬ogólnych‭ ‬okrzykach‭ ‬aprobaty‭ ‬przechodniów,‭ ‬gdyż‭ ‬ci‭ ‬natychmiast‭ ‬korzystając‭ ‬z‭ ‬okazji‭ ‬rewanżują‭ ‬się‭ ‬współobnażeniem,‭ ‬tak,‭ ‬że‭ ‬można‭ ‬w‭ ‬miesiącach‭ ‬cieplejszych‭ ‬obserwować‭ ‬przechodzącą‭ ‬przez‭ ‬osiedle‭ ‬post-Manhattan‭ ‬okresową‭ ‬falę‭ ‬obnażeń,‭ ‬zapoczątkowaną‭ ‬zazwyczaj‭ ‬od‭ ‬błysku‭ ‬czyichś‭ ‬pośladków,‭ ‬a‭ ‬roznegliżowującą‭ ‬jego‭ ‬mieszkańców‭ ‬wśród‭ ‬okrzyków‭ ‬radości‭ ‬po‭ ‬najintymniejsze‭ ‬organy‭ ‬płciowe,‭ ‬za‭ ‬wyjątkiem‭ ‬mózgu‭ ‬oczywiście,‭ ‬jakiego‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬dziesięciopiętrowców‭ ‬nie‭ ‬należy‭ ‬pod‭ ‬żadnym‭ ‬pozorem,‭ ‬dla‭ ‬własnego‭ ‬bezpieczeństwa‭ ‬eksponować,‭ ‬gdyż‭ ‬dziesięciopiętrowe‭ ‬prawo‭ ‬wyraźnie‭ ‬zakazuje‭ ‬bezwstydnych‭ ‬aktów‭ ‬inteligencji,‭ ‬jaka‭ ‬mogłaby‭ ‬zaburzyć‭ ‬tak‭ ‬pieczołowicie‭ ‬pielęgnowany‭ ‬automatyzm‭ ‬relacji,‭ ‬podporę‭ ‬wszelkich‭ ‬urojeń,‭ ‬a‭ ‬w‭ ‬związku‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬i‭ ‬całego‭ ‬urojonego‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬nanizanego‭ ‬na‭ ‬srebrną‭ ‬linię‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬niczym‭ ‬ogromny‭ ‬czarny,‭ ‬ropiejący‭ ‬karbunkuł,‭ ‬miasta‭ ‬niewątpliwie‭ ‬najgorszego‭ ‬i‭ ‬najczarniejszego‭ ‬na‭ ‬całej‭ ‬mapie‭ ‬tego‭ ‬nie‭ ‬mniej‭ ‬czarnego‭ ‬i‭ ‬nie‭ ‬mniej‭ ‬urojonego‭ ‬kraju,‭ ‬jakim‭ ‬jest‭ ‬post-wojenna‭ ‬Polska,‭ ‬która‭ ‬jak‭ ‬każde‭ ‬amputowane‭ ‬rozbiorem‭ ‬państwo,‭ ‬nigdy‭ ‬już‭ ‬nie‭ ‬staje‭ ‬się‭ ‬państwem‭ ‬na‭ ‬powrót‭ ‬zbiorowym,‭ ‬a‭ ‬tylko‭ ‬post-rozbiorowym,‭ ‬protetycznym,‭ ‬swędzącym‭ ‬takim‭ ‬swędzeniem,‭ ‬którego‭ ‬nigdy‭ ‬już‭ ‬nie‭ ‬będzie‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬podrapać,‭ ‬a‭ ‬mimo‭ ‬to‭ ‬święcie‭ ‬broniącym‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬przeszczepów,‭ ‬wymachującym‭ ‬swoją‭ ‬patriotyczno-protetyczną‭ ‬historiozofią‭ ‬jako‭ ‬mistycznym‭ ‬źródłem‭ ‬wiedzy‭ ‬empirycznej,‭ ‬a‭ ‬jaka‭ ‬jest‭ ‬zwykłym‭ ‬duchowym‭ ‬urojeniem‭ ‬amputowanych‭ ‬nerwów,‭ ‬do‭ ‬jakich‭ ‬okaleczenia‭ ‬żaden‭ ‬mieszkaniec‭ ‬odległej‭ ‬czarnej‭ ‬galaktyki‭ ‬polskiej,‭ ‬a‭ ‬już‭ ‬szczególnie‭ ‬najczarniejszej‭ ‬i‭ ‬najciemniejszej‭ ‬jego‭ ‬gwiazdy,‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬nigdy‭ ‬nie‭ ‬będzie‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬się‭ ‬przyznać,‭ ‬jako‭ ‬że‭ ‬zgodnie‭ ‬z‭ ‬dziesięciopiętrowym‭ ‬prawem‭ ‬winę‭ ‬za‭ ‬amputację‭ ‬ponosi‭ ‬zawsze‭ ‬pacjent,‭ ‬a‭ ‬dobrowolne‭ ‬przyznanie‭ ‬się‭ ‬do‭ ‬winy‭ ‬bycia‭ ‬ofiarą‭ ‬czegokolwiek‭ ‬i‭ ‬kogokolwiek‭ ‬w‭ ‬dziesięciopiętrowym‭ ‬kulcie‭ ‬siły‭ ‬oznacza‭ ‬ni‭ ‬mniej‭ ‬ni‭ ‬więcej‭ ‬tylko‭ ‬wyrok‭ ‬śmierci,‭ ‬wykonywany‭ ‬natychmiast‭ ‬przy‭ ‬milczącym‭ ‬współudziale‭ ‬całego‭ ‬osiedla‭ ‬poprzez‭ ‬zrzucenie‭ ‬z‭ ‬dziesiątego‭ ‬piętra,‭ ‬tak‭ ‬restrykcyjne‭ ‬jest‭ ‬prawo‭ ‬mechanicznej‭ ‬sprawiedliwości,‭ ‬jaka‭ ‬oczywiście,‭ ‬jak‭ ‬wszystko‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬jest‭ ‬dokładnym‭ ‬przeciwieństwem‭ ‬rzeczywistej‭ ‬sprawiedliwości,‭ ‬wymagającej‭ ‬tych‭ ‬wszystkich‭ ‬nieautomatycznych‭ ‬funkcji‭ ‬intelektualnych‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬post-Manhattan‭ ‬surowo‭ ‬wzbronionych,‭ ‬gdzie‭ ‬wsadzają‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬z‭ ‬marszu‭ ‬każdego‭ ‬pracownika‭ ‬wymiaru‭ ‬sprawiedliwości‭ ‬nie‭ ‬kierującego‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬pracy‭ ‬bezmyślnym‭ ‬posłuszeństwem‭ ‬i‭ ‬automatyzmem,‭ ‬do‭ ‬pierwszego‭ ‬nadążającego‭ ‬się‭ ‬tramwaju,‭ ‬zwykle‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬z‭ ‬jakiego‭ ‬ten‭ ‬czy‭ ‬ów‭ ‬może‭ ‬wysiąść‭ ‬gdziekolwiek,‭ ‬oby‭ ‬dalej‭ ‬od‭ ‬ich‭ ‬osiedla,‭ ‬na‭ ‬przykład‭ ‬przy‭ ‬szpitalu‭ ‬psychiatrycznym,‭ ‬jeśli‭ ‬przytłoczony‭ ‬wszechobecnym‭ ‬najczarniejszym‭ ‬złem‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów‭ ‬szukałby‭ ‬wytchnienia‭ ‬dla‭ ‬swoich‭ ‬wciąż‭ ‬żywych,‭ ‬odpornych‭ ‬na‭ ‬amputację‭ ‬nerwów,‭ ‬bo‭ ‬te‭ ‬najdoskonalej‭ ‬leczą‭ ‬w‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ‬społecznej‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬i‭ ‬chociaż‭ ‬placówka‭ ‬ta‭ ‬notorycznie‭ ‬boryka‭ ‬się,‭ ‬pomimo‭ ‬najlepszej‭ ‬kadry‭ ‬pielęgniarskiej‭ ‬i‭ ‬rehabilitacyjnej,‭ ‬najlepszych‭ ‬psychologów,‭ ‬pomimo‭ ‬koncertowego‭ ‬wprost‭ ‬zarządzania‭ ‬przez‭ ‬kierownika‭ ‬T.,‭ ‬z‭ ‬karygodnym‭ ‬niedofinansowaniem‭ ‬ze‭ ‬strony‭ ‬zarządu‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬pławiących‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬luksusach‭ ‬szefów‭ ‬aglomeracji‭ ‬największej‭ ‬w‭ ‬promieniu‭ ‬setek‭ ‬najczarniejszych‭ ‬kilometrów‭ ‬z‭ ‬największym‭ ‬w‭ ‬najczarniejszym‭ ‬promieniu‭ ‬setek‭ ‬kilometrów‭ ‬budżetem,‭ ‬w‭ ‬jakim‭ ‬mimo‭ ‬wszystko‭ ‬zawsze‭ ‬brakuje‭ ‬tych‭ ‬paru‭ ‬dosłownie‭ ‬złotych‭ ‬na‭ ‬pomoc‭ ‬najbardziej‭ ‬potrzebującym,‭ ‬a‭ ‬już‭ ‬zwłaszcza‭ ‬potrzebującym‭ ‬mózgom,‭ ‬jakie‭ ‬schronione‭ ‬w‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭") ‬mogą‭ ‬jedynie‭ ‬pokładać‭ ‬nadzieję‭ ‬w‭ ‬cudzie,‭ ‬a‭ ‬takim‭ ‬z‭ ‬pewnością‭ ‬są‭ ‬zdolności‭ ‬organizacyjne‭ ‬i‭ ‬menedżerskie‭ ‬kierownika‭ ‬T.,‭ ‬który‭ ‬dwojąc‭ ‬się‭ ‬i‭ ‬trojąc‭ ‬niestrudzenie‭ ‬wyjednuje‭ ‬środki‭ ‬u‭ ‬lokalnej,‭ ‬zresztą‭ ‬strasznie‭ ‬skąpej,‭ ‬finansjery,‭ ‬jaka‭ ‬zapraszana‭ ‬jest‭ ‬rok‭ ‬rocznie‭ ‬na‭ ‬bankiety‭ ‬dobroczynne‭ ‬do‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬gdzie‭ ‬rok‭ ‬rocznie‭ ‬naświetlane‭ ‬są‭ ‬jej‭ ‬te‭ ‬same‭ ‬gigantyczne‭ ‬wprost‭ ‬problemy‭ ‬tej‭ ‬kwintesencjonalnej‭  ‬działalności‭ ‬społecznej,‭ ‬biorącej‭ ‬pod‭ ‬opiekę‭ ‬nie‭ ‬tylko‭ ‬rzadkie‭ (‬choć‭ ‬w‭ ‬tej‭ ‬czarnej‭ ‬urojonej‭ ‬dziurze‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów‭ ‬jednak‭ ‬częstsze‭ ‬niż‭ ‬gdzie‭ ‬indziej‭) ‬przypadki‭ ‬neurozy,‭ ‬ale‭ ‬zwłaszcza‭ ‬wspierające‭ ‬ludzi‭ ‬starszych,‭ ‬dotkniętych‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬wyczerpania‭ ‬tragicznymi‭ (‬i‭ ‬kuriozalnymi‭) ‬warunkami‭ ‬życia‭ ‬i‭ ‬pracy,‭ ‬jakże‭ ‬przedwczesną‭ ‬demencją,‭ ‬lub‭ ‬wprost‭ ‬porażone‭ ‬chorobą‭ ‬Alzheimera,‭ ‬tym‭ ‬rozdzierającym‭ ‬serce‭ ‬całej‭ ‬rodziny‭ ‬uwięzieniem‭ ‬we‭ ‬własnej‭ ‬bezradności‭ ‬wobec‭ ‬wyniszczającej‭ ‬wszystko‭ ‬i‭ ‬wszystkich‭ ‬samej‭ ‬natury,‭ ‬jakiej‭ ‬mrocznym‭ ‬kultom‭ ‬rozliczne‭ ‬sanktuaria‭ ‬działalności‭ ‬społecznej‭ ‬dają‭ ‬dzielnie‭ ‬odpór,‭ ‬a‭ ‬już‭ ‬zwłaszcza‭ ‬skutecznie‭ ‬i‭ ‬dzielnie‭ ‬odpiera‭ ‬się‭ ‬naturalnej‭ ‬degradacji‭ ‬dom‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭") ‬położony‭ ‬na‭ ‬terenie‭ ‬kompleksu‭ ‬specjalistyczno-psychiatryczno-szpitalnego,‭ ‬w‭ ‬jednym‭ ‬z‭ ‬wielu‭ ‬znajdujących‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬specjalistycznym‭ ‬terenie‭ ‬specjalistycznego‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego‭ ‬poniemieckich‭ ‬specjalistycznych‭ ‬oficyn‭ ‬zbudowanych‭ ‬z‭ ‬przedwojennych‭ ‬poniemieckich‭ ‬klinkierowych‭ ‬cegieł,‭ ‬uchwyconych‭ ‬zmatowiałą‭ ‬ławicą‭ ‬śniadozłotych‭ ‬łusek‭ ‬w‭ ‬brudnoszarobiałej‭ ‬wywietrzałej‭ ‬sieci‭ ‬cementowych‭ ‬fug,‭ ‬z‭ ‬których‭ ‬wprawne‭ ‬oko‭ ‬może‭ ‬natychmiast‭ ‬wycisnąć‭ ‬całą‭ ‬paletę‭ ‬staro-gorzko-miodowo-klinkierowych,‭ ‬staro-słodko-miodowo-klinkierowych,‭ ‬słono-klinkierowo-aksamitno-miodnych‭ ‬i‭ ‬klinkierowo-miodowo-mlecznych‭ ‬napitków,‭ ‬z‭ ‬prostopadłościennego‭ ‬plastra‭ ‬wosków‭ ‬przelewanych‭ ‬w‭ ‬suchotniczo-słonecznikowe,‭ ‬słonecznoszare,‭ ‬słonecznomchowe,‭ ‬prawo‭ ‬i‭ ‬lewosłoneczno-żółciowe‭ ‬ochrowe‭ ‬palety‭ ‬malarskiego‭ ‬smaku,‭ ‬ociekające‭ ‬całym‭ ‬spektrum‭ ‬ceglanej‭ ‬emisji,‭ ‬od‭ ‬żółci‭ ‬najniższych‭ ‬słońc‭ ‬po‭ ‬żółć‭ ‬słońc‭ ‬najwyższych,‭ ‬szczytowopestkowososnowych,‭ ‬trzaskających‭ ‬otwartym‭ ‬sinożylnym‭ ‬złamaniem‭ ‬w‭ ‬mokro-błotno-lniane,‭ ‬sucho-błotno-lniane,‭ ‬znoszonolniane‭ ‬i‭ ‬wreszcie‭ ‬rozdartolniane‭ ‬zacerowane‭ ‬siwobrudnomączną‭ ‬fastrygą‭ ‬cementu‭ ‬krępującego‭ ‬szczelnymi‭ ‬pętelkami‭ ‬każde‭ ‬żywo‭ ‬i‭ ‬zdechłokanarkowe‭ ‬prostokątne‭ ‬piórko,‭ ‬każdą‭ ‬żółtozębową‭ ‬płytkę‭ ‬gryzącą‭ ‬bułkomasłowego‭ ‬sąsiada,‭ ‬a‭ ‬poniżej‭ ‬odświętną‭ ‬warstwą‭ ‬wtrącone‭ ‬dla‭ ‬urozmaicenia‭ ‬cynobrowe‭ ‬pancerzyki‭ ‬homarycznej‭ ‬czerwieni,‭ ‬układane‭ ‬poziomkową‭ ‬linią‭ ‬w‭ ‬równych‭ ‬interwałach‭ ‬zarumienionych‭ ‬rdzawych‭ ‬otarć,‭ ‬jaką‭ ‬to‭ ‬mętne‭ ‬akwarium‭ ‬śniętych‭ ‬arylidow‭ ‬zaformalinowało‭ ‬marmuro-karminowym‭ ‬cienkowędzonym‭ ‬wężowo-łososiowym‭ ‬tatuarzem‭ ‬liniejącym‭ ‬nierównomiernie‭ ‬na‭ ‬zażółkłych‭ ‬stronicach‭ ‬z‭ ‬notatnika‭ ‬poniemieckich‭ ‬klinkierowych‭ ‬cegieł,‭ ‬w‭ ‬którym‭ ‬słoneczne‭ ‬pióro‭ ‬atramentem‭ ‬deszczów‭ ‬zapisało‭ ‬zawirowania‭ ‬ich‭ ‬burzliwej‭ ‬młodości‭ ‬i‭ ‬późnostarcze‭ ‬perypetie‭ ‬stupięćdziesięcioletniej‭ ‬osady‭ ‬glinianych,‭ ‬pełnych‭ ‬siebie‭ ‬szkatułek,‭ ‬posegregowanych‭ ‬jak‭ ‬sztabki‭ ‬fantazyjnie‭ ‬domieszkowanego‭ ‬nieszczerego‭ ‬złota‭ ‬w‭ ‬swoje‭ ‬bezuchwytne‭ ‬szuflady‭ ‬pełne‭ ‬wszystkich‭ ‬znanych‭ ‬odcieni‭ ‬słodowopiwnych,‭ ‬gorczycopiwnych,‭ ‬cytrynopiwnych,‭ ‬miętowopiwnych,‭ ‬z‭ ‬odpowiadającymi‭ ‬im‭ ‬lekkimi‭ ‬i‭ ‬ciężkimi‭ ‬odcieniami‭ ‬ciepłej‭ ‬i‭ ‬zimnej‭ ‬uryny,‭ ‬wylewającej‭ ‬się‭ ‬spod‭ ‬dziąseł‭ ‬zmurszałokamiennych‭ ‬starobrudnodrzewnych‭ ‬krokwi,‭ ‬precyzyjnie‭ ‬i‭ ‬poniemiecko‭ ‬podtrzymujących‭ ‬kruchą‭ ‬kolczugę‭ ‬świerzego‭ ‬techno-cynobru‭ ‬dachówek,‭ ‬doskonale‭ ‬skatalogowaną‭ ‬kataraktą‭ ‬czerstwych‭ ‬bochenków‭ ‬lakierowanego‭ ‬piaskowca,‭ ‬równym‭ ‬stosem‭ ‬prostokątnych‭ ‬monet‭ ‬mosiężnych‭ ‬liźniętych‭ ‬tu‭ ‬i‭ ‬ówdzie‭ ‬pokostami‭ ‬niedbałych‭ ‬bursztynów‭ ‬pełnobursztynowych,‭ ‬mglistobursztynowych,‭ ‬żewnobursztynowych‭ ‬i‭ ‬cierpkobursztynowych,‭ ‬a‭ ‬całe‭ ‬to‭ ‬przygaszone‭ ‬zapleśniałe‭ ‬złoto‭ ‬poprzetykane‭ ‬wzdłóżnie‭ ‬pasjansami‭ ‬zaplecionych‭ ‬w‭ ‬podokienne‭ ‬zwiędłomakowe‭ ‬intarsje‭ ‬spranych,‭ ‬poplamionych‭ ‬dynią‭ ‬szkarłatów,‭ ‬wszystkich‭ ‬stadiów‭ ‬truskawkowych‭ ‬narodzin,‭ ‬skomplikowanego‭ ‬życia‭ ‬i‭ ‬wielostopniowego‭ ‬rozkładu,‭ ‬małotruskawkowych‭ ‬wysuszeń‭ ‬i‭ ‬wielkotruskawkowych‭ ‬zwilżeń,‭ ‬radykalnotruskawkowych‭ ‬pianek,‭ ‬cihotruskawkowych‭ ‬szkiełek,‭ ‬finezyjnotruskawkowych‭ ‬kantów,‭ ‬oślotruskawkowych‭ ‬serc,‭ ‬zwinnotruskawkowych‭ ‬rysek,‭ ‬kulawotruskawkowych‭ ‬mgiełek,‭ ‬złośliwie‭ ‬truskawkowych‭ ‬stempli,‭ ‬pomocnie‭ ‬truskawkowych‭ ‬przeswitów,‭  ‬morderczotruskawkowych‭ ‬sadzawek,‭ ‬porodowotruskawkowych‭ ‬grani,‭ ‬futrzastotruskawkowych‭ ‬języków‭ ‬,‭ ‬jelitowotruskawkowych‭ ‬łysin,‭ ‬rozcieńczanych‭ ‬gdzieniegdzie‭ ‬cytrynowoherbacianymi‭ ‬mrzawkami‭ ‬karminowej‭ ‬podłości‭ ‬i‭ ‬burgundowo-wietrznych‭ ‬animozji,‭ ‬przejmujących‭ ‬już‭ ‬do‭ ‬końca‭ ‬rozłożyście‭ ‬korzenno-koralową‭ ‬rafą‭ ‬tereny‭ ‬podmurówki,‭ ‬ledwie‭ ‬dostrzegalnie‭ ‬żyłkowanej‭ ‬mokrowapiennym‭ ‬splotem‭ ‬fensnetowych‭ ‬półek,‭ ‬przechowujących‭ ‬przy‭ ‬gruncie‭ ‬wina‭ ‬ze‭ ‬wszyskich‭ ‬wysokości‭ ‬i‭ ‬nasłonecznień‭ ‬geografii‭ ‬czerwieni,‭ ‬od‭ ‬rozmemłanych‭ ‬głupiosłodkich‭ ‬malin‭ ‬po‭ ‬wytrawny‭ ‬zimnokrwisty‭ ‬wampiryczny‭ ‬zakrzep,‭ ‬których‭ ‬roczniki‭ ‬i‭ ‬gatunki,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬wewnętrznego‭ ‬zróżnicowania‭ ‬składu‭ ‬gliny‭ ‬i‭ ‬niejednolitych‭ ‬temperatur‭ ‬wypieku‭ ‬klinkieru,‭ ‬tworzą‭ ‬delikatną,‭ ‬nie‭ ‬rzucającą‭ ‬się‭ ‬zrazu‭ ‬w‭ ‬oczy‭ ‬subtelną‭ ‬mozaikę‭ ‬odcieni,‭ ‬pomimo‭ ‬dwuch‭ ‬rozróżnialnych‭ ‬kolorow‭ ‬podstawowych‭ ‬rozłuszczoną‭ ‬w‭ ‬nieskończony‭ ‬katalog‭ ‬ich‭ ‬odmian,‭ ‬bogactwo‭ ‬zwykle‭ ‬ujawniane‭ ‬przez‭ ‬przedmioty‭ ‬wyrafinowane‭ ‬czasem,‭ ‬w‭ ‬tej‭ ‬estetyce‭ ‬noszącej‭ ‬ślady‭ ‬naocznej‭ ‬duchowości‭ ‬jaka‭ ‬materializuje‭ ‬się‭ ‬poprzez‭ ‬odsłanianie‭ ‬wewnętrznej‭ ‬struktury‭ ‬obiektów‭ ‬oraz‭ ‬ich‭ ‬zewnętrznych‭ ‬uwikłań‭ ‬w‭ ‬naturę‭ ‬dopiero‭ ‬wypalona‭ ‬wieloletnim‭ ‬światłem‭ ‬i‭ ‬zwilżona‭ ‬wieloletnim‭ ‬cieniem,‭ ‬tak‭ ‬że‭ ‬oczyszczone‭ ‬z‭ ‬banałów‭ ‬charakterystycznych‭ ‬rzeczom‭ ‬nowym,‭ ‬jednolitości‭ ‬i‭ ‬kłującego‭ ‬w‭ ‬oczy‭ ‬nieokrzesania,‭ ‬mogą‭ ‬one‭ ‬ujmować‭ ‬wprawne‭ ‬oko‭ ‬swą‭ ‬głęboką‭ ‬fakturą‭ ‬i‭ ‬osobliwym‭ ‬pięknem‭ ‬czegoś‭ ‬nieuchwytnie‭ ‬rozchwianego‭ ‬a‭ ‬jednak‭ ‬ustalonego‭ ‬delikatnym‭ ‬zrównoważeniem‭ ‬cierpliwej‭ ‬sedymentacji,‭ ‬jaka‭ ‬właśnie‭ ‬rzeźbiła‭ ‬fasady‭ ‬obiektów‭ ‬szpitala‭ ‬psychiatrycznego,‭ ‬zwanych‭ ‬żółto-czerwonymi‭ ‬domkami‭ ‬psychiatryka‭ ‬przez‭ ‬zidiociały‭ ‬kolektyw‭ ‬ignorantów‭ ‬z‭ ‬dziesieciopiętrowego‭ ‬kultu‭ ‬maszyn‭ ‬prostych,‭ ‬kultu‭ ‬samych‭ ‬tylko‭ ‬niezrównoważonych‭ ‬sił‭ ‬natury,‭ ‬nienawidzących‭ ‬mechanicznie‭ ‬tej‭ ‬szlachetności‭ ‬dającej‭ ‬im‭ ‬odpór,‭ ‬jaką‭ ‬charakteryzują‭ ‬się‭ ‬zwłaszcza‭ ‬umysły‭ ‬neurotyków,‭ ‬toczące‭ ‬zmagania,‭ ‬za‭ ‬tymi‭ ‬skromnie‭ ‬mozaikowymi‭ ‬fasadami,‭ ‬z‭ ‬tą‭ ‬erozją‭ ‬najgorszą,‭ ‬ciągłym‭ ‬naporem‭ ‬wszechobecnej‭ ‬kultury‭ ‬kultu,‭ ‬mechanizacji‭ ‬nerwu‭ ‬w‭ ‬naturalnych‭ ‬trybach‭ ‬stosunków‭ ‬sił‭ ‬i‭ ‬posłusznym‭ ‬bezwładzie‭ ‬bezwarunkowej‭ ‬afirmacji‭ ‬dla‭ ‬tresury‭ ‬strachem‭ ‬i‭ ‬głodem,‭ ‬jakiej‭ ‬tak‭ ‬skutecznie‭ ‬i‭ ‬przez‭ ‬tyle‭ ‬lat‭ ‬już‭ ‬pomaga‭ ‬opierać‭ ‬się‭ ‬dom‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬dom‭ ‬pełen‭ ‬tej‭ ‬inteligentnej‭ ‬dynamicznej‭ ‬równowagi‭ ‬w‭ ‬jaką‭ ‬wprawiają‭ ‬go‭ ‬wariactwa‭ ‬mieszkańców‭ ‬trzymane‭ ‬w‭ ‬ryzach‭ ‬przez‭ ‬personel,‭ ‬a‭ ‬czasem‭ ‬i‭ ‬zamknięte‭ ‬drzwi‭ ‬oddziału,‭ ‬zresztą‭ ‬nie‭ ‬zawsze‭ ‬skutecznie,‭ ‬bo‭ ‬wielu‭ ‬z‭ ‬rezydentów‭ ‬wyprawia‭ ‬sobie‭ ‬częstokroć‭ ‬nielegalne‭ ‬przechadzki‭ ‬otwierając‭ ‬drzwi‭ ‬sekretnym‭ ‬nielegalnym‭ ‬kluczem,‭ ‬czego‭ ‬przecież‭ ‬nie‭ ‬da‭ ‬się‭ ‬uniknąć,‭ ‬nawet‭ ‬jeśli‭ ‬tak‭ ‬jak‭ ‬kierownik‭ ‬T.‭ ‬zaplanuje‭ ‬się‭ ‬wszystko‭ ‬z‭ ‬demonicznym‭ ‬wprost‭ ‬intelektem,‭ ‬zapewni‭ ‬częste‭ ‬wyjazdy‭ ‬i‭ ‬spacery‭ ‬w‭ ‬towarzystwie‭ ‬pielęgniarzy‭ ‬i‭ ‬pielęgniarek,‭ ‬jak‭ ‬choćby‭ ‬wyjazdy‭ ‬na‭ ‬bankiet‭ ‬do‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,‭ ‬nie‭ ‬daje‭ ‬to‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬nigdy‭ ‬gwarancji‭ ‬uspokojenia‭ ‬rozwichrzonych‭ ‬osobowości‭ ‬neurotycznych,‭ ‬w‭ ‬których‭ ‬samej‭ ‬kontr-naturze‭ ‬leży‭ ‬niezaspokojenie,‭ ‬i‭ ‬nawet‭ ‬podróże‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬w‭ ‬najdalsze‭ ‬rejony‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów‭ ‬nie‭ ‬są‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬na‭ ‬długo‭ ‬zadowolić‭ ‬głodu‭ ‬wrażeń‭ ‬zwariowanego‭ ‬umysłu‭ ‬mieszkańca‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭")‬,‭ ‬gdzie‭ ‬Pawłow‭ ‬oraz‭ ‬pozostali‭ ‬spędzali‭ ‬przedpołudnia‭ ‬i‭ ‬popołudnia,‭ ‬przedpółnoce‭ ‬i‭ ‬popółnoce,‭ ‬współrezydując‭ ‬pod‭ ‬czujnymi‭ ‬oczyma‭ ‬pielęgniarek,‭ ‬a‭ ‬skąd‭ ‬dziesięć‭ ‬lat‭ ‬temu‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬jechaliśmy‭ ‬do‭ ‬teatru‭ ‬imienia‭ ‬Osterwy,.choć‭ ‬moglibyśmy‭ ‬pojechać‭ ‬znacznie‭ ‬dalej,‭ ‬aż‭ ‬na‭ ‬drugi‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy‭ ‬w‭ ‬parterowo-domowo-ogródkowej‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬przejeżdżając‭ ‬wcześniej‭ ‬obok‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬do‭ ‬jakiego‭ ‬nawet‭ ‬nie‭ ‬myślałbym‭ ‬się‭ ‬zbliżać,‭ ‬tak‭ ‬przerażające‭ ‬i‭ ‬mroczne‭ ‬jest‭ ‬to‭ ‬miejsce‭ ‬znane‭ ‬mi‭ ‬zaledwie‭ ‬z‭ ‬opowieści‭ ‬tych,‭ ‬którym‭ ‬udało‭ ‬się,‭ ‬nie‭ ‬bez‭ ‬szwanku,‭ ‬zapuścić‭ ‬pomiędzy‭ ‬spalone‭ ‬białym‭ ‬słońcem‭ ‬dziesięciopiętrowe‭ ‬zwierzenia,‭ ‬pod‭ ‬jakich‭ ‬wyblakłymi‭ ‬złuszczonymi‭ ‬maskami‭ ‬skoncentrował‭ ‬się‭ ‬najczarniejszy‭ ‬kryminał,‭ ‬jeszcze‭ ‬czarniejszy‭ ‬i‭ ‬jeszcze‭ ‬bardziej‭ ‬kryminalny‭ ‬niż‭ ‬ten‭ ‬wyciekający‭ ‬z‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬gdyż‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬swego‭ ‬położenia‭ ‬osiedle‭ ‬Słoneczne‭ ‬jest‭ ‬idealną‭ ‬niecką‭ ‬zbierającą‭ ‬ścieki‭ ‬najcięższych‭ ‬i‭ ‬najzjadliwszych‭ ‬patologii‭ ‬z‭ ‬całego‭ ‬terenu‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬koncentrując‭ ‬się‭ ‬tak‭ ‬od‭ ‬dziesięcioleci‭ ‬pod‭ ‬niewinnie‭ ‬jasną‭ ‬nazwą‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬którego‭ ‬odbijająca‭ ‬słońce‭ ‬betonowo-sztywna‭ ‬powierzchowność,‭ ‬jak‭ ‬przydrożny‭ ‬wypalony‭ ‬słońcem‭ ‬kamień,‭ ‬skrywa‭ ‬pod‭ ‬sobą‭ ‬najohydniejsze‭ ‬kotłowisko‭ ‬pełzającej‭ ‬czerni,‭ ‬skoncentrowane‭ ‬tysiąckrotnie‭ ‬w‭ ‬najzjadliwszy‭ ‬oleisto-ropny‭ ‬ładunek‭ ‬nieprzerwanego‭ ‬mordu‭ ‬i‭ ‬gwałtu,‭ ‬sto‭ ‬razy‭ ‬silniejszy‭ ‬od‭ ‬szaleńczych‭ ‬wyziewów‭ ‬i‭ ‬rojeń‭ ‬post-Manhattańczyków,‭ ‬bo‭ ‬nie‭ ‬wymierzony‭ ‬w‭ ‬nikogo‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬nic,‭ ‬zawinięty‭ ‬w‭ ‬siebie‭ ‬jak‭ ‬rojowisko‭ ‬węży,‭ ‬oddany‭ ‬całkowicie‭ ‬własnej‭ ‬potwornej‭ ‬czerni‭ ‬samounicestwienia‭ ‬i‭ ‬samogwałtu,‭ ‬pochłaniającego‭ ‬tylko‭ ‬nieuważnych‭ ‬przechodniów‭ ‬z‭ ‬głębi‭ ‬kryjącego‭ ‬świeże‭ ‬plamy‭ ‬skrzepłej‭ ‬krwi‭ ‬cienia‭ ‬jak‭ ‬wiecznie‭ ‬głodna‭ ‬rzeźniczo-ośmiornicza‭ ‬karuzela,‭ ‬wysyłająca‭ ‬swoje‭ ‬splugawione‭ ‬plemię‭ ‬mieszkalnicze‭ ‬stadami‭ ‬półludzkich‭ ‬hien‭ ‬na‭ ‬krwawe‭ ‬łowy‭ ‬do‭ ‬pobliskich‭ ‬dzielnic,‭ ‬gdzie‭ ‬porywane‭ ‬są‭ ‬pod‭ ‬osłoną‭ ‬każdej‭ ‬nocy‭ ‬dziesiątki‭ ‬kobiet,‭ ‬mężczyzn‭ ‬i‭ ‬dzieci‭ ‬na‭ ‬ofiarę‭ ‬mrocznym‭ ‬profanacjom‭ ‬w‭ ‬podziemiach‭ ‬tego‭ ‬świetliście‭ ‬za‭ ‬dnia‭ ‬jasnego‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬z‭ ‬okien‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬tak‭ ‬niewinnie‭ ‬spokojnego‭ ‬i‭ ‬wręcz‭ ‬leniwie‭ ‬potulnego‭ ‬wietrzejącymi‭ ‬spokojnie‭ ‬spiętrzeniami‭ ‬cementu,‭ ‬pozornym‭ ‬małoosiedlowym‭ ‬skromnym‭ ‬życiem‭ ‬będącym‭ ‬tylko‭ ‬doskonaloną‭ ‬latami‭ ‬taktyką‭ ‬kamuflażu,‭ ‬uśmierzającym‭ ‬świerzbiąca‭ ‬podejrzliwość‭ ‬spojrzeń‭ ‬spektaklem‭ ‬swojskiej‭ ‬dobroduszności,‭ ‬wystawianym‭ ‬codziennie‭ ‬przez‭ ‬ten‭ ‬dwulicowy‭ ‬słoneczny‭ ‬pomiot,‭ ‬jak‭ ‬wystawia‭ ‬swe‭ ‬szyldy‭ ‬mała‭ ‬przedsiębiorczość‭ ‬drobnych‭ ‬sklepikarzy,‭ ‬chociaż‭ ‬schludnymi‭ ‬wesołymi‭ ‬literami‭ ‬zapraszają‭ ‬one‭ ‬wprost‭ ‬w‭ ‬najgłębsze‭ ‬mroki‭ ‬jaskiń‭ ‬gwałtu‭ ‬i‭ ‬mordu,‭ ‬drążonego‭ ‬spod‭ ‬tych‭ ‬wapiennobiałych‭ ‬skorupiastych‭ ‬wieżyc‭ ‬w‭ ‬kto‭ ‬wie‭ ‬jak‭ ‬już‭ ‬rozległy‭ ‬podmiejski‭ ‬labirynt‭ ‬przestępczych‭ ‬korzeni,‭ ‬podlewanych‭ ‬co‭ ‬nocy‭ ‬świeżym‭ ‬nawozem‭ ‬łez‭ ‬i‭ ‬posoki‭ ‬niewinnych‭ ‬ofiar‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬najciemniejszego,‭ ‬bo‭ ‬o‭ ‬najjaśniejszej‭ ‬nazwie,‭ ‬miejsca‭ ‬na‭ ‬świecie,‭ ‬w‭ ‬którym‭ ‬wysiąść‭ ‬z‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬znaczy‭ ‬oddać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬kajdany‭ ‬sadycznej‭ ‬prostytucji‭ ‬lub‭ ‬wprost‭ ‬pod‭ ‬rzeźnicze‭ ‬noże‭ ‬kanibalizmu,‭ ‬gdyż‭ ‬jak‭ ‬wszyscy‭ ‬dobrze‭ ‬o‭ ‬tym‭ ‬wiedzą‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬Słonecznym‭ ‬ludzkie‭ ‬mięso‭ ‬to‭ ‬chleb‭ ‬codzienny,‭ ‬dlatego‭ ‬niech‭ ‬żaden‭ ‬podróżnik‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬nie‭ ‬poddaje‭ ‬się‭ ‬hipnozie‭ ‬jasnego‭ ‬oblicza‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego‭ ‬i‭ ‬nigdy,‭ ‬przenigdy‭ ‬nie‭ ‬schodzi‭ ‬z‭ ‬pokładu‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬miejscu,‭ ‬kiedy‭ ‬kilka‭ ‬chwil‭ ‬jazdy‭ ‬dzieli‭ ‬go‭ ‬od‭ ‬miejsca‭ ‬skrajnie‭ ‬niemal‭ ‬przeciwnego,‭ ‬położonego‭ ‬za‭ ‬przystankiem‭ ‬końcowym,‭ ‬przy‭ ‬tak‭ ‬zwanej‭ ‬pętli‭ ‬w‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬gdzie‭ ‬przyjmą‭ ‬go‭ ‬prawdziwie‭ ‬dobrzy‭ ‬ludzie,‭ ‬tak‭ ‬różni‭ ‬od‭ ‬tych‭ ‬półludzkich‭ ‬półdiablich‭ ‬istot‭ ‬z‭ ‬osiedla‭ ‬Słonecznego,‭ ‬choć‭ ‬i‭ ‬tam‭ ‬należy‭ ‬uważać‭ ‬aby‭ ‬nie‭ ‬wspominać‭ ‬choćby‭ ‬słowa‭ ‬określającego‭ ‬samca‭ ‬świni,‭ ‬nawet‭ ‬właściwie‭ ‬nie‭ ‬mówić‭ ‬o‭ ‬czymś‭ ‬takim‭ ‬jak‭ ‬schab‭ ‬albo‭ ‬szynka,‭ ‬ani‭ ‬o‭ ‬niczym‭ ‬co‭ ‬się‭ ‬tyczy‭ ‬trzody‭ ‬chlewnej,‭ ‬ponieważ‭ ‬ludzie‭ ‬z‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce‭ ‬mają‭ ‬swoje‭ ‬na‭ ‬tym‭ ‬punkcie‭ ‬zrozumiałe‭ ‬kompleksy,‭ ‬wyrobione‭ ‬dekadami‭ ‬wobec‭ ‬samych‭ ‬jadoplujnych‭ ‬mieszkańców‭ ‬miasta‭ ‬Gorzów,‭ ‬jacy‭ ‬częstokroć‭ ‬specjalnie‭ ‬biorą‭ ‬wolne‭ ‬z‭ ‬pracy‭ ‬tylko‭ ‬po‭ ‬to‭ ‬by‭ ‬jechać‭ ‬na‭ ‬sam‭ ‬przystanek‭ ‬końcowy‭ ‬i‭ ‬jeszcze‭ ‬z‭ ‬progu‭ ‬tramwaju,‭ ‬krzyknąć‭ ‬coś‭ ‬o‭ ‬wieprzach‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬na‭ ‬całe‭ ‬gardło,‭ ‬bez‭ ‬żadnych‭ ‬zahamowań,‭ ‬bo‭ ‬w‭ ‬upodlonym‭ ‬do‭ ‬kości‭ ‬sanktuarium‭ ‬nędzy‭ ‬jakim‭ ‬jest‭ ‬miasto‭ ‬Gorzów‭ ‬uczynili‭ ‬sobie‭ ‬z‭ ‬tego‭ ‬istne‭ ‬nikczemne‭ ‬igrzyska‭ ‬podłości,‭ ‬prześcigając‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬liczbie‭ ‬i‭ ‬głośności‭ ‬wykrzykiwanych‭ ‬inwektyw,‭ ‬w‭ ‬których‭ ‬zawsze‭ ‬podstawowym‭ ‬tematem‭ ‬improwizacji‭ ‬jest‭ ‬ten‭ ‬nieszczęsny‭ ‬wieprz‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬odmieniany‭ ‬przez‭ ‬tę‭ ‬kreatywną‭ ‬nienawiść‭ ‬w‭ ‬stu‭ ‬różnych‭ ‬przypadkach‭ ‬zaplatanych‭ ‬w‭ ‬plugawe‭ ‬litanie‭ ‬obelg,‭ ‬z‭ ‬prawdziwie‭ ‬bezbożnym‭ ‬czarno-różańcowym‭ ‬podnieceniem‭ ‬odszczekiwanych‭ ‬pod‭ ‬oknami‭ ‬parterowych‭ ‬domków,‭ ‬niejednokrotnie‭ ‬przez‭ ‬degeneratów‭ ‬zapominających‭ ‬się‭ ‬tak‭ ‬dalece,‭ ‬że‭ ‬rozdeptują‭ ‬wszystkie‭ ‬podokienne‭ ‬grządki,‭ ‬najrzadsze‭ ‬i‭ ‬najtroskliwiej‭ ‬pielęgnowane‭ ‬odmiany‭ ‬najpiękniejszych‭ ‬kwiatów,‭ ‬tratowane‭ ‬są‭ ‬niczym‭ ‬pospolite‭ ‬chwasty‭ ‬przez‭ ‬tych‭ ‬dzikich‭ ‬odszczepieńców‭ ‬rodzaju‭ ‬ludzkiego,‭ ‬gdyż‭ ‬tylko‭ ‬chwastami‭ ‬właśnie‭ ‬są‭ ‬w‭ ‬oczach‭ ‬tej‭ ‬hordy‭ ‬zaślepionej‭ ‬swoim‭ ‬urojeniem‭ ‬wysokości‭ ‬jedenastego‭ ‬piętra,‭ ‬z‭ ‬którego‭ ‬zdaje‭ ‬się‭ ‬patrzą‭ ‬na‭ ‬innych,‭ ‬a‭ ‬na‭ ‬którym‭ ‬nigdy‭ ‬nie‭ ‬postała‭ ‬ich‭ ‬kobyla‭ ‬noga,‭ ‬bo‭ ‬gdyby‭ ‬rzeczywiście‭ ‬byli‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬jakimś‭ ‬magicznym‭ ‬cudem‭ ‬wejść‭ ‬na‭ ‬rojone‭ ‬piętro‭ ‬jedenaste,‭ ‬to‭ ‬tym‭ ‬samym‭ ‬cudem‭ ‬byliby‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬dostać‭ ‬się‭ ‬aż‭ ‬do‭ ‬samego‭ ‬nieba,‭ ‬i‭ ‬wyżej,‭ ‬po‭ ‬najdalsze‭ ‬zakątki‭ ‬wszechświata,‭ ‬ale‭ ‬ci‭ ‬troglodyci‭ ‬tkwią‭ ‬w‭ ‬swym‭ ‬poczuciu‭ ‬przemożnej‭ ‬siły,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬z‭ ‬jedenastego‭ ‬piętra‭ ‬ich‭ ‬własne‭ ‬urojenia‭ ‬szczają‭ ‬im‭ ‬bezpiecznie‭ ‬na‭ ‬głowę,‭ ‬wyśmiewając‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬nich,‭ ‬z‭ ‬każdym‭ ‬dniem‭ ‬życia‭ ‬coraz‭ ‬dotkliwiej,‭ ‬i‭ ‬z‭ ‬tą‭ ‬uryną‭ ‬własnych‭ ‬demonów‭ ‬na‭ ‬twarzy‭ ‬muszą‭ ‬staczać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬najgorszy‭ ‬gnój‭ ‬nienawiści,‭ ‬tarzać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬nim‭ ‬codziennie‭ ‬i‭ ‬obrzucać‭ ‬tym‭ ‬gównem‭ ‬każdego‭ ‬przechodnia,‭ ‬a‭ ‬kiedy‭ ‬i‭ ‬tego‭ ‬im‭ ‬mało,‭ ‬jechać‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬gdzie‭ ‬ich‭ ‬smród‭ ‬jeszcze‭ ‬nie‭ ‬dochodzi,‭ ‬i‭ ‬przerzucać‭ ‬ten‭ ‬nawóz‭ ‬dalej‭ ‬i‭ ‬dalej,‭ ‬rzygać‭ ‬nim‭ ‬na‭ ‬głowy‭ ‬samotnym‭ ‬staruszkom‭ ‬pielęgnującym‭ ‬jakieś‭ ‬rzadkie‭ ‬hortensje,‭ ‬nazywając‭ ‬je‭ ‬wieprzami‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc‭ ‬i‭ ‬wywołując‭ ‬wszechstronnie‭ ‬uczucie‭ ‬nie‭ ‬tyle‭ ‬strachu‭ ‬ile‭ ‬potwornego‭ ‬smrodu,‭ ‬roztaczając‭ ‬wokół‭ ‬siebie‭ ‬aurę‭ ‬dziesięciopiętrowej‭ ‬zgnilizny‭ ‬nerwowej‭ ‬i‭ ‬ciężkiego,‭ ‬dudniącego‭ ‬odmóżdżenia,‭ ‬z‭ ‬którego‭ ‬czerpią‭ ‬swe‭ ‬dudniące‭ ‬głosy,‭ ‬i‭ ‬którymi‭ ‬dudnią‭ ‬i‭ ‬dudnią‭ ‬dzień‭ ‬i‭ ‬noc‭ ‬pod‭ ‬oknami‭ ‬skromnych‭ ‬rezydencji‭ ‬mieszkalnych‭ ‬zwanych‭ ‬potocznie‭ ‬domkami‭ ‬z‭ ‬ogródkiem,‭ ‬a‭ ‬zlokalizowanych‭ ‬w‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬jaka‭ ‬z‭ ‬wolna‭ ‬ulega‭ ‬mimo‭ ‬wszystko‭ ‬nasilającym‭ ‬się‭ ‬atakom‭ ‬obelżywego‭ ‬szału,‭ ‬stając‭ ‬się‭ ‬coraz‭ ‬bardziej‭ ‬i‭ ‬bardziej‭ ‬nieufną,‭ ‬zamkniętą,‭ ‬rozbitą‭ ‬na‭ ‬atomy‭ ‬pojedynczych‭ ‬domostw‭ ‬społecznością‭ ‬sąsiedzką,‭ ‬gdzie‭ ‬coraz‭ ‬częściej‭ ‬już‭ ‬nie‭ ‬brat,‭ ‬ale‭ ‬sąsiad‭ ‬sąsiadowi‭ ‬zaczyna‭ ‬patrzeć‭ ‬nieufnie‭ ‬przez‭ ‬płotek‭ ‬na‭ ‬schludnie‭ ‬utrzymany‭ ‬przydomowy‭ ‬klombik,‭ ‬kiedy‭ ‬jemu‭ ‬w‭ ‬nocy‭ ‬ktoś‭ ‬z‭ ‬rykiem‭ ‬wyzwisk‭ ‬zaorał‭ ‬najrzadsze‭ ‬szczepy‭ ‬azalii,‭ ‬takich‭ ‬o‭ ‬jakich‭ ‬nikt‭ ‬inny,‭ ‬nawet‭ ‬jego‭ ‬sąsiedzina‭ ‬nie‭ ‬może‭ ‬pomarzyć,‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬te‭ ‬zewnętrzne‭ ‬ingerencje‭ ‬w‭ ‬godność‭ ‬i‭ ‬przydomowe‭ ‬uprawy‭ ‬zaszczepiają‭ ‬stopniowo‭ ‬tę‭ ‬niedostrzegalną‭ ‬zrazu‭ ‬pleśniową‭ ‬warstewkę‭ ‬powoli‭ ‬zjadającej‭ ‬wszystko‭ ‬paranoi‭ ‬w‭ ‬najhardziejszych‭ ‬z‭ ‬hardych‭ ‬staromodnych‭ ‬sercach‭ ‬ludzi‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬jakim‭ ‬należy‭ ‬się‭ ‬mimo‭ ‬wszystko‭ ‬głęboki‭ ‬szacunek,‭ ‬choćby‭ ‬za‭ ‬ich‭ ‬zdolności‭ ‬w‭ ‬dziedzinie‭ ‬hodowli‭ ‬i‭ ‬aklimatyzacji‭ ‬egzotycznych‭ ‬roślin,‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬tajemnej‭ ‬wiedzy‭ ‬o‭ ‬tworzeniu‭ ‬niezwykle‭ ‬trwałych‭ ‬i‭ ‬niespotykanych‭ ‬nigdzie‭ ‬w‭ ‬świecie‭ ‬krzyżówek‭ ‬międzygatunkowych,‭ ‬z‭ ‬których‭ ‬w‭ ‬całej‭ ‬europie‭ ‬florystów‭ ‬słyną‭ ‬nieprzerwanie‭ ‬od‭ ‬wielu‭ ‬pokoleń,‭ ‬o‭ ‬czym‭ ‬nikt‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów‭ ‬nic‭ ‬nie‭ ‬wie,‭ ‬bo‭ ‬floryzm‭ ‬to‭ ‬nad‭ ‬wyraz‭ ‬tajemniczy‭ ‬i‭ ‬egalitarny‭ ‬ruch‭ ‬badaczy‭ ‬roślinnych‭ ‬genów,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬wielokrotnych‭ ‬posądzeń‭ ‬o‭ ‬praktyki‭ ‬okultystyczne‭ ‬jeszcze‭ ‬bardziej‭ ‬zamknięty‭ ‬i‭ ‬wsobny,‭ ‬stanowiący‭ ‬skądinąd‭ ‬swoisty‭ ‬czarny‭ ‬rynek‭ ‬obrotu‭ ‬nasionami,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬za‭ ‬tym‭ ‬idzie‭ ‬i‭ ‬substancjami‭ ‬pochodzenia‭ ‬roślinnego,‭ ‬o‭ ‬jakich‭ ‬nie‭ ‬śniło‭ ‬się‭ ‬najbardziej‭ ‬rozespanym‭ ‬chemikom‭ ‬w‭ ‬uniwersytetach,‭ ‬substancji‭ ‬o‭ ‬których‭ ‬po‭ ‬całym‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów‭ ‬krążą‭ ‬tylko‭ ‬legendy,‭ ‬a‭ ‬jakich‭ ‬sekretów‭ ‬pilnie‭ ‬strzeże‭ ‬każdy‭ ‬szanujący‭ ‬się‭ ‬florysta,‭ ‬bo‭ ‬są‭ ‬pośród‭ ‬nich‭ ‬związki‭ ‬naprawdę‭ ‬mrożące‭ ‬krew‭ ‬w‭ ‬żyłach,‭ ‬dosłownie,‭ ‬nie‭ ‬raz‭ ‬już‭ ‬znajdowano‭ ‬wtulonego‭ ‬w‭ ‬beton‭ ‬osiedlowych‭ ‬chodników‭ ‬nagłego‭ ‬trupa,‭ ‬zwykle‭ ‬takiego‭ ‬który‭ ‬mieszkał‭ ‬na‭ ‬dziesiątym‭ ‬piętrze,‭ ‬a‭ ‬który‭ ‬z‭ ‬przyczyn,‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬się‭ ‬mówi,‭ ‬niewyjaśnionych,‭ ‬w‭ ‬pół‭ ‬kroku‭ ‬zasłabł,‭ ‬grzmotnął‭ ‬swą‭ ‬umięśnioną‭ ‬zaskoczeniem‭ ‬facjatą‭ ‬o‭ ‬nagły‭ ‬pion‭ ‬deptaku‭ ‬i‭ ‬pozostał‭ ‬tak‭ ‬już,‭ ‬zasłuchany‭ ‬w‭ ‬tektonikę‭ ‬płyt,‭ ‬aż‭ ‬go‭ ‬przygarnęła‭ ‬dyskotekowa‭ ‬ferajna‭ ‬z‭ ‬noszami,‭ ‬stwierdzając‭ ‬wcześniej,‭ ‬po‭ ‬kilkukrotnie‭ ‬satysfakcjonującej‭ ‬acz‭ ‬nieskutecznej‭ ‬defibrylacji,‭ ‬kompletny‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬się‭ ‬mówi,‭ ‬zgon,‭ ‬kiedy‭ ‬tymczasem‭ ‬w‭ ‬osiedlu‭ ‬wiedzą‭ ‬swoje‭ ‬i‭ ‬od‭ ‬razu,‭ ‬w‭ ‬czym‭ ‬są‭ ‬najlepsi‭ ‬w‭ ‬świecie,‭ ‬zbierają‭ ‬czarne‭ ‬runo‭ ‬wniosków‭ ‬i‭ ‬snują‭ ‬czarną,‭ ‬grubą‭ ‬jak‭ ‬powróz‭ ‬przędzę‭ ‬podejrzeń,‭ ‬która‭ ‬musi‭ ‬niechybnie‭ ‬skłębić‭ ‬się‭ ‬wokół‭ ‬florystów,‭ ‬tych‭ ‬przeklętych‭ ‬wiedźm‭ ‬i‭ ‬guślarzy‭ ‬z‭ ‬ich‭ ‬przydomowymi,‭ ‬podejrzanie‭ ‬zadbanymi‭ ‬chwastami,‭ ‬o‭ ‬jakich‭ ‬mniema‭ ‬się‭ ‬powszechnie‭ ‬wśród‭ ‬mieszkańców,‭ ‬że‭ ‬są‭ ‬zbiorami‭ ‬roślin‭ ‬prawdziwie‭ ‬zabójczych,‭ ‬zdolnych‭ ‬wywołać‭ ‬w‭ ‬różnych‭ ‬konfiguracjach‭ ‬dowolne‭ ‬schorzenia‭ ‬i‭ ‬objawy,‭ ‬a‭ ‬to‭ ‬wszystko‭ ‬pod‭ ‬niepozornym‭ ‬kolorowym‭ ‬płaszczem‭ ‬pospolitych‭ ‬storczyków,‭ ‬lub‭ ‬jakiejś‭ ‬odmiany‭ ‬ozdobnego‭ ‬słonecznika,‭ ‬w‭ ‬którego‭ ‬grubej‭ ‬genetycznie‭ ‬zmodyfikowanej‭ ‬pojemnej‭ ‬łodydze‭ ‬kumuluje‭ ‬się‭ ‬tymczasem‭ ‬najrzetelniejsza‭ ‬z‭ ‬śmiertelnych‭ ‬toksyna‭ ‬spotykana‭ ‬jedynie‭ ‬w‭ ‬gatunku‭ ‬jakiejś‭ ‬nikomu‭ ‬nieznanej‭ ‬amazońskiej‭ ‬liany,‭ ‬jaką‭ ‬potajemnie,‭ ‬przez‭ ‬florystów‭ ‬tylko‭ ‬znanymi‭ ‬sposobami‭ ‬sprowadzono‭ ‬w‭ ‬rejony‭ ‬europy‭ ‬środkowej‭ ‬i‭ ‬jeszcze‭ ‬potajemniej‭ ‬pożeniono‭ ‬z‭ ‬jakimś‭ ‬niewinnym‭ ‬małym‭ ‬kwiatkiem,‭ ‬z‭ ‬zewnątrz‭ ‬wprawiającym‭ ‬w‭ ‬jak‭ ‬najlepszy‭ ‬nastrój‭ ‬i‭ ‬zachwyt‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬pod‭ ‬uroczymi‭ ‬gładkimi‭ ‬oranżami‭ ‬i‭ ‬słonecznym‭ ‬ciepłem‭ ‬alabastrowych‭ ‬płatków‭ ‬zebrano‭ ‬z‭ ‬największą,‭ ‬znaną‭ ‬tylko‭ ‬matce‭ ‬naturze‭ ‬perfidią‭ ‬i‭ ‬zjadliwością,‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬typowo‭ ‬naturalnym‭ ‬wyszukanym‭ ‬podstępem,‭ ‬najgorszy‭ ‬z‭ ‬możliwych‭ ‬nekrotyk,‭ ‬zdolny‭ ‬jedną‭ ‬kroplą‭ ‬ekstraktu‭ ‬porazić‭ ‬nerwy‭ ‬stu‭ ‬obywateli,‭ ‬paraliżując‭ ‬ośrodki‭ ‬oddechowe‭ ‬i‭ ‬prowadząc‭ ‬do‭ ‬natychmiastowej‭ ‬śmierci‭ ‬klinicznej‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬niedotlenienia,‭ ‬po‭ ‬której‭ ‬szybko,‭ ‬w‭ ‬przeciągu‭ ‬minut‭ ‬następuje‭ ‬ostateczne‭ ‬zatrzymanie‭ ‬kamertonu‭ ‬serca,‭ ‬śmierć‭ ‬natychmiastowa,‭ ‬precyzyjna,‭ ‬w‭ ‬białych‭ ‬ogrodowych‭ ‬rękawiczkach,‭ ‬której‭ ‬egzotycznych‭ ‬przyczyn‭ ‬koroner‭ ‬będzie‭ ‬się‭ ‬potem‭ ‬mógł‭ ‬tylko‭ ‬domyślać,‭ ‬bo‭ ‬analizy‭ ‬oddzielonego‭ ‬tymczasem‭ ‬osocza‭ ‬nie‭ ‬wykazały‭ ‬absolutnie‭ ‬niczego‭ ‬znanego‭ ‬współczesnej‭ ‬medycynie,‭ ‬więc‭ ‬pada‭ ‬zwyczajowy‭ ‬werdykt‭ ‬-‭ ‬zawał‭ ‬serca,‭ ‬choć‭ ‬wszyscy‭ ‬najbliżsi‭ ‬wiedzą‭ ‬doskonale,‭ ‬że‭ ‬chłop‭ ‬był‭ ‬zdrów‭ ‬jak‭ ‬byk,‭ ‬i‭ ‬wiadomo‭ ‬od‭ ‬razu,‭ ‬że‭ ‬była‭ ‬to‭ ‬podstępna‭ ‬zemsta‭ ‬tych‭ ‬wieprzów‭ ‬z‭ ‬Wieprzyc,‭ ‬tej‭ ‬okultystycznej‭ ‬zgrai‭ ‬starych‭ ‬chwaściarzy,‭ ‬hodujących‭ ‬swe‭ ‬jadowite‭ ‬pnącza,‭ ‬trujące‭ ‬bluszcze,‭ ‬dla‭ ‬niepoznaki‭ ‬obsypane‭ ‬pstrokatymi‭ ‬kwiaty,‭ ‬ale‭ ‬wskutek‭ ‬tej‭ ‬jajogłowym‭ ‬dziadom‭ ‬tylko‭ ‬znanej‭ ‬inżynierii‭ ‬medycyny‭ ‬naturalnej‭ ‬zmienionymi‭ ‬w‭ ‬istne‭ ‬fabryki‭ ‬demonicznej‭ ‬chemii,‭ ‬zdolnej‭ ‬walić‭ ‬pokotem‭ ‬stada‭ ‬nosorożców,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬dopiero‭ ‬tych‭ ‬przepitych‭ ‬i‭ ‬zamarynowanych‭ ‬sterydami‭ ‬anabolicznymi‭ ‬mięsnych‭ ‬purchaw‭ ‬z‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬jakich‭ ‬się‭ ‬kasuje‭ ‬najgłupszym‭ ‬genetycznie‭ ‬modyfikowanym‭ ‬fiołkiem,‭ ‬pobieżnie‭ ‬skrzyżowanym‭ ‬z‭ ‬ptasznikiem‭ ‬i‭ ‬produkującym‭ ‬w‭ ‬aksamitnych‭ ‬listkach‭ ‬zabójczą‭ ‬truciznę,‭ ‬zbieraną‭ ‬w‭ ‬niewinnych‭ ‬flakonach‭ ‬od‭ ‬perfum‭ ‬przez‭ ‬niepozorne‭ ‬zasuszone‭ ‬staruszki,‭ ‬jakie‭ ‬aplikują‭ ‬szybkim‭ ‬aerozolem‭ ‬swoje‭ ‬specjały‭ ‬zlokalizowanym‭ ‬wcześniej‭ ‬przez‭ ‬florystycznych‭ ‬szpiegów‭ ‬wrogom‭ ‬klombów,‭ ‬do‭ ‬identyfikacji‭ ‬używając‭ ‬starej‭ ‬techniki‭ ‬gipsowych‭ ‬odlewów‭ ‬odciśniętych‭ ‬butów‭ ‬oraz‭ ‬polowych‭ ‬analiz‭ ‬porównawczych,‭ ‬co‭ ‬często‭ ‬powoduje‭ ‬wykończenie,‭ ‬dla‭ ‬pewności,‭ ‬wszystkich‭ ‬nosicieli‭ ‬jakiegoś‭ ‬obuwia‭ ‬w‭ ‬rozmiarze‭ ‬przykładowo‭ ‬czterdzieści‭ ‬pięć,‭ ‬a‭ ‬przecież‭ ‬ta‭ ‬bezwzględność‭ ‬w‭ ‬dokonywaniu‭ ‬zemsty‭ ‬nie‭ ‬przynosi‭ ‬żadnych‭ ‬trwałych‭ ‬skutków,‭ ‬bo‭ ‬na‭ ‬miejsce‭ ‬jednego‭ ‬lokatora‭ ‬piętra‭ ‬dziesiątego,‭ ‬który‭ ‬przemeldował‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬pomocą‭ ‬jakiejś‭ ‬cichociemnej‭ ‬ogrodowej‭ ‬babci‭ ‬na‭ ‬cmentarz‭ ‬komunalny‭ ‬przy‭ ‬ulicy‭ ‬Błotnej,‭ ‬gdzie‭ ‬ma‭ ‬za‭ ‬pokutę‭ ‬przeistaczać‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬nawóz,‭ ‬wprowadza‭ ‬się‭ ‬następny‭ ‬i‭ ‬upiory‭ ‬jakie‭ ‬zamieszkują‭ ‬piętro‭ ‬jedenaste‭ ‬zaczynają‭ ‬teraz‭ ‬jego‭ ‬zadręczać‭ ‬i‭ ‬zbydlać,‭ ‬wylewając‭ ‬mu‭ ‬codziennie‭ ‬na‭ ‬łeb‭ ‬fontanny‭ ‬urojeń,‭ ‬nadymając‭ ‬mu‭ ‬ego‭ ‬i‭ ‬boleśnie‭ ‬je‭ ‬raniąc,‭ ‬przeobrażają‭ ‬go‭ ‬nie‭ ‬do‭ ‬poznania‭ ‬w‭ ‬swojego‭ ‬plugawego‭ ‬kapłana‭ ‬i‭ ‬jak‭ ‬tamten‭ ‬wkrótce‭ ‬i‭ ‬on‭ ‬zdepcze‭ ‬czyjeś‭ ‬kwiatki,‭ ‬jadąc‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬celu‭ ‬tramwajem‭ ‬po‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬z‭ ‬miejsca‭ ‬najwyższego‭ ‬w‭ ‬mieście‭ ‬Gorzów,‭ ‬osiedla‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬manufaktury‭ ‬najczarniejszych‭ ‬zwyrodnień,‭ ‬do‭ ‬miejsca‭ ‬poniżej‭ ‬wszelkich‭ ‬innych‭ ‬poziomów,‭ ‬hodującej‭ ‬najpiękniejsze‭ ‬i‭ ‬najdemoniczniejsze‭ ‬kwiaty‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬dzielnicy‭ ‬ludzi‭ ‬bez‭ ‬wyjątku‭ ‬starczych,‭ ‬gdzie‭ ‬nawet‭ ‬dzieci‭ ‬wszystkie‭ ‬tam‭ ‬mają‭ ‬włosy‭ ‬siwe‭ ‬i‭ ‬twarzyczki,‭ ‬czy‭ ‬to‭ ‬od‭ ‬nieustannych‭ ‬całonocnych‭ ‬studiów‭ ‬botanicznych,‭ ‬czy‭ ‬od‭ ‬trujących‭ ‬wyziewów‭ ‬tych‭ ‬biomilitarnych‭ ‬roślin,‭ ‬zupełnie‭ ‬pomarszczone,‭ ‬jakby‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬urodziły‭ ‬maleńkimi‭ ‬chyżymi‭ ‬staruszkami,‭ ‬tak‭ ‬że‭ ‬młodych‭ ‬ludzi‭ ‬od‭ ‬starych‭ ‬w‭ ‬pewnej‭ ‬chwili‭ ‬można‭ ‬odróżnić‭ ‬tylko‭ ‬po‭ ‬tym‭ ‬z‭ ‬jaką‭ ‬prędkością‭ ‬przeflancowują‭ ‬grządki‭ ‬i‭ ‬czy‭ ‬jeszcze‭ ‬są‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬rozprostować‭ ‬plecy,‭ ‬coraz‭ ‬bardziej‭ ‬z‭ ‬wiekiem,‭ ‬w‭ ‬wyniku‭ ‬schyleniowej‭ ‬skoliozy‭ ‬kamieniejące‭ ‬od‭ ‬najniższych‭ ‬kręgów,‭ ‬tak,‭ ‬że‭ ‬można‭ ‬po‭ ‬kącie‭ ‬maksymalnego‭ ‬odgięcia‭ ‬z‭ ‬odpowiednich‭ ‬wzorów‭ ‬wywnioskować‭ ‬wiek‭ ‬florysty,‭ ‬a‭ ‬trzeba‭ ‬zauważyć,‭ ‬że‭ ‬ci‭ ‬dożywają‭ ‬dużo‭ ‬powyżej‭ ‬dziewięćdziesięciu‭ ‬stopni‭ ‬ponieważ,‭ ‬jak‭ ‬sami‭ ‬twierdzą,‭ ‬prowadzą‭ ‬tryb‭ ‬życia‭ ‬zgodny‭ ‬z‭ ‬rytmem‭ ‬natury,‭ ‬ale‭ ‬co‭ ‬jest‭ ‬bardziej‭ ‬prawdopodobne,‭ ‬szprycują‭ ‬się‭ ‬już‭ ‬od‭ ‬śniadania‭ ‬jakimiś‭ ‬ziołowymi‭ ‬świństwami,‭ ‬przedłużając‭ ‬swój‭ ‬wiek‭ ‬tak‭ ‬bardzo,‭ ‬że‭ ‬wcale‭ ‬już‭ ‬nie‭ ‬przestają‭ ‬wąchać‭ ‬własnych‭ ‬kolan,‭ ‬ostatecznie‭ ‬dogięci‭ ‬jak‭ ‬zamknięty‭ ‬cyrkiel,‭ ‬a‭ ‬mimo‭ ‬to‭ ‬do‭ ‬ostatnich‭ ‬chwil‭ ‬życia‭ ‬ryją‭ ‬w‭ ‬rabatkach‭ ‬i‭ ‬zazwyczaj‭ ‬znajduje‭ ‬się‭ ‬ich‭ ‬zastygłych‭ ‬nad‭ ‬ranem‭ ‬z‭ ‬pół‭ ‬opróżnioną‭ ‬konewką‭ ‬i‭ ‬zakopuje,‭ ‬tak‭ ‬jak‭ ‬padli,‭ ‬na‭ ‬klombie,‭ ‬żeby‭ ‬się‭ ‬nic‭ ‬nie‭ ‬zmarnowało‭ ‬i‭ ‬żeby‭ ‬jeszcze‭ ‬po‭ ‬śmierci‭ ‬użyźniali‭ ‬tę‭ ‬swoją‭ ‬eksperymentalną‭ ‬mikrodżunglę,‭ ‬odorem‭ ‬biochemicznym‭ ‬drażniącą‭ ‬w‭ ‬miesiącach‭ ‬letnich‭ ‬już‭ ‬od‭ ‬samej‭ ‬pętli‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬na‭ ‬co‭ ‬narzekają‭ ‬najbardziej‭ ‬motorniczy‭ ‬zmuszeni‭ ‬wykonywać‭ ‬kilka‭ ‬razy‭ ‬na‭ ‬dzień‭ ‬manewr‭ ‬zawracania‭ ‬po‭ ‬pętli‭ ‬w‭ ‬dzielnicy‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬a‭ ‬przecież‭ ‬nie‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬można‭ ‬po‭ ‬pętli‭ ‬zawrócić,‭ ‬trzeba‭ ‬jeszcze‭ ‬przeprowadzić,‭ ‬mimo‭ ‬mdlących‭ ‬oparów,‭ ‬gruntowną‭ ‬inspekcję‭ ‬obydwu‭ ‬wagonów,‭ ‬nieraz‭ ‬asystować‭ ‬pomocnym‭ ‬butem‭ ‬w‭ ‬pośladek‭ ‬ostatnim‭ ‬ślamazarom,‭ ‬zanim‭ ‬będzie‭ ‬można‭ ‬przebić‭ ‬się‭ ‬przez‭ ‬ten‭ ‬bioperfumeryjny‭ ‬wyziew,‭ ‬pośród‭ ‬chmar‭ ‬wszystkich‭ ‬możliwych‭ ‬gatunków‭ ‬owadów,‭ ‬jakie‭ ‬w‭ ‬tych‭ ‬rejonach‭ ‬obżarte‭ ‬genetycznie‭ ‬zmodyfikowanym‭ ‬nektarem‭ ‬przyjmują‭ ‬najbardziej‭ ‬zmutowane,‭ ‬najeżone‭ ‬żądłami,‭ ‬szponiaste‭ ‬i‭ ‬kąśliwe‭ ‬lotne‭ ‬formy,‭ ‬i‭ ‬odjechać‭ ‬jak‭ ‬najprędzej‭ ‬z‭ ‬tego‭ ‬polifenolowego‭ ‬poligonu‭ ‬w‭ ‬rejon‭ ‬gdzie‭ ‬w‭ ‬powietrzu‭ ‬jeszcze‭ ‬znajdzie‭ ‬się‭ ‬kilka‭ ‬atomów‭ ‬niezwiązanego‭ ‬z‭ ‬niczym‭ ‬tlenu,‭ ‬choćby‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬pobliże‭ ‬słonecznych‭ ‬uśmiechów‭ ‬rozpromienionego‭ ‬osiedla‭ ‬słonecznego,‭ ‬gdzie‭ ‬harmonijny‭ ‬obraz‭ ‬psują‭ ‬tylko‭ ‬stłumione‭ ‬odgłosy‭ ‬ludzkich‭ ‬jęków‭ ‬dobiegające‭ ‬gdzieś‭ ‬spod‭ ‬jasnych‭ ‬chodników,‭ ‬z‭ ‬głębi‭ ‬podpiwniczonych‭ ‬katakumb‭ ‬w‭ ‬jakich‭ ‬orgie‭ ‬mordu‭ ‬trwają‭ ‬dzień‭ ‬i‭ ‬noc,‭ ‬choć‭ ‬i‭ ‬tu‭ ‬w‭ ‬powietrzu‭ ‬unosi‭ ‬się‭ ‬nieprzyjemny‭ ‬zapach‭ ‬butwiejących‭ ‬po‭ ‬śmietnikach‭ ‬niedoogryzionych‭ ‬ludzkich‭ ‬kończyn,‭ ‬więc‭ ‬motorniczym,‭ ‬a‭ ‬z‭ ‬nimi‭ ‬podróżnym‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬powinno‭ ‬udać‭ ‬się‭ ‬naprawdę‭ ‬odetchnąć‭ ‬dopiero‭ ‬gdzieś‭ ‬przy‭ ‬kwadratowym‭ ‬placu‭ ‬średniowieczno-katedralnym,‭ ‬choć‭ ‬tu‭ ‬znowu‭ ‬najwięcej‭ ‬jest‭ ‬spalin‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬skrzyżowania‭ ‬najruchliwszych‭ ‬ulic,‭ ‬więc‭ ‬właściwie‭ ‬motorniczy‭ ‬musi‭ ‬jechać‭ ‬całą‭ ‬tę‭ ‬połowę‭ ‬trasy‭ ‬na‭ ‬wdechu‭ ‬i‭ ‬dopiero‭ ‬wspinając‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬rejon‭ ‬przyszpitalny‭ ‬może‭ ‬odetchnąć‭ ‬drzewnym‭ ‬tlenem,‭ ‬gdzie‭ ‬znowu‭ ‬powietrze‭ ‬jest‭ ‬tak‭ ‬nim,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬nagromadzonych‭ ‬przepotężnych‭ ‬roślin‭ ‬zielonych,‭ ‬przesycone,‭ ‬że‭ ‬aby‭ ‬nie‭ ‬ulegać‭ ‬hiperwentylacji‭ ‬oddycha‭ ‬on‭ ‬płytko‭ ‬w‭ ‬długich‭ ‬odstępach,‭ ‬i‭ ‬tylko‭ ‬jadąc‭ ‬w‭ ‬przeciwnym‭ ‬kierunku‭ ‬robi‭ ‬tu‭ ‬ostatni‭ ‬pełny‭ ‬wdech,‭ ‬na‭ ‬którym‭ ‬musi‭ ‬wytrzymać‭ ‬dwadzieściakilka‭ ‬kolejnych‭ ‬przystanków,‭ ‬choć‭ ‬tak‭ ‬beztlenowe‭ ‬środowisko‭ ‬centrum‭ ‬i‭ ‬niższych‭ ‬okolic‭ ‬dla‭ ‬motorniczego‭ ‬z‭ ‬licencją‭ ‬na‭ ‬kierowanie‭ ‬tramwajem‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬licencją‭ ‬nie‭ ‬mniej‭ ‬prestiżową‭ ‬niż‭ ‬ta‭ ‬na‭ ‬pilotaż‭ ‬wahadłowców,‭ ‬nie‭ ‬stanowi‭ ‬najmniejszej‭ ‬przeszkody,‭ ‬a‭ ‬od‭ ‬pasażerów‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬tlenowej‭ ‬półśpiączki‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬wymagana‭ ‬żadna‭ ‬sprawność,‭ ‬gdyż‭ ‬na‭ ‬przystanku‭ ‬końcowym‭ ‬rejonów‭ ‬wysokich‭ ‬okolic‭ ‬post-Manhattan,‭ ‬odzyskują‭ ‬oni‭ ‬świadomość‭ ‬i‭ ‬wysiadają‭ ‬w‭ ‬miarę‭ ‬sprawnie,‭ ‬zaś‭ ‬na‭ ‬końcowym‭ ‬w‭ ‬pętli‭ ‬Wieprzyce,‭ ‬usuwani‭ ‬są‭ ‬jak‭ ‬śnięte‭ ‬pstrągi‭ ‬przez‭ ‬kierownika‭ ‬składu‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬o‭ ‬której‭ ‬Pawłow,‭ ‬neurotyk‭ ‬z‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬domu‭ ‬pomocy‭ ("‬Dom‭ ‬w‭ ‬połowie‭ ‬drogi‭") ‬powiedział,‭ ‬że‭ ‬jest‭ ‬linią‭ ‬łączącą‭ ‬wszystkie‭ ‬miejsca‭ ‬zdarzeń,‭ ‬w‭ ‬chwili‭ ‬gdy‭ ‬schodził‭ ‬z‭ ‬przystanku‭ ‬przy‭ ‬szpitalu‭ ‬psychiatrycznym‭ ‬a‭ ‬wchodził‭ ‬na‭ ‬tramwaj,‭ ‬co‭ ‬mam‭ ‬zanotowane‭ ‬w‭ ‬jednym‭ ‬z‭ ‬notatników‭ ‬praktyki‭ ‬pedagogicznej,‭ ‬w‭ ‬miejscu,‭ ‬nie‭ ‬ukrywam‭ ‬tego,‭ ‬dość‭ ‬centralnym,‭ ‬na‭ ‬linii‭ ‬dziesiątej‭ ‬od‭ ‬dołu,‭ ‬i‭ ‬ta‭ ‬właśnie‭ ‬wypowiedź‭ ‬mieszcząca‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬jednoliniowym‭ ‬zdaniu,‭ ‬odegrała‭ ‬rolę‭ ‬dyktatora‭ ‬dla‭ ‬zdań‭ ‬pozostałych‭ ‬wyłapywanych‭ ‬w‭ ‬procesie‭ ‬ekstrakcji‭ ‬redakcyjnej,‭ ‬wywołanej‭ ‬nie‭ ‬tyle‭ ‬jej‭ ‬zdaniem‭ ‬pierwszym‭ ‬jako‭ ‬takim,‭ ‬ale‭ ‬pierwszym‭ ‬zdaniem‭ ‬wrzuconym‭ ‬w‭ ‬roztwór‭ ‬wspomnień,‭ ‬z‭ ‬którego‭ ‬przy‭ ‬pomocy‭ ‬logicznej‭ ‬chemii‭ ‬wytrąca‭ ‬się‭ ‬ostateczny‭ ‬związek‭ ‬polisemiotyczny,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬to‭ ‬wyczekiwane‭ ‬nieszczęsne‭ ‬opracowanie‭ ‬materiału,‭ ‬wymuszone‭ ‬przez‭ ‬pierwsze‭ ‬zdanie,‭ ‬którego‭ ‬dziwność‭ ‬i‭ ‬nagłość‭ ‬nie‭ ‬przestawała‭ ‬mnie‭ ‬zdumiewać,‭ ‬tak‭ ‬niespodziewanie,‭ ‬niczym‭ ‬zalegające‭ ‬w‭ ‬głębi‭ ‬uśpione‭ ‬kłącze,‭ ‬przeleżawszy‭ ‬dekadę‭ ‬w‭ ‬jakimś‭ ‬notatniku,‭ ‬wyrosło‭ ‬nagle‭ ‬do‭ ‬rangi‭ ‬pierwszego‭ ‬zdania,‭ ‬chociaż‭ ‬w‭ ‬pierwszych‭ ‬chwilach,‭ ‬oraz‭ ‬jeszcze‭ ‬przedpierwszych,‭ ‬kiedy‭ ‬wielokrotnie‭ ‬przerzucałem‭ ‬strony‭ ‬notatników‭ ‬praktyki‭ ‬pedagogicznej‭ ‬nie‭ ‬wydawało‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬żadnym‭ ‬wyrazie‭ ‬zdaniem‭ ‬istotnym,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬dopiero‭ ‬pierwszym,‭ ‬a‭ ‬jednak‭ ‬nagle,‭ ‬zebrawszy‭ ‬jakiś‭ ‬tajemniczy‭ ‬wewnętrzny‭ ‬ładunek,‭ ‬skoczyło‭ ‬mi‭ ‬wprost‭ ‬do‭ ‬oczu‭ ‬swoją‭ ‬prymarnością,‭ ‬czym‭ ‬wprawiło‭ ‬mnie‭ ‬z‭ ‬początku‭ ‬w‭ ‬lada‭ ‬niezręczność,‭ ‬z‭ ‬jaką‭ ‬próbowałem‭ ‬radzić‭ ‬sobie‭ ‬czytając‭ ‬je‭ ‬na‭ ‬setki‭ ‬sposobów,‭ ‬z‭ ‬góry‭ ‬na‭ ‬dół‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬poprzek,‭ ‬przestawiając‭ ‬litery,‭ ‬oby‭ ‬straciło‭ ‬swój‭ ‬demoniczny‭ ‬charakter‭ ‬i‭ ‬wróciło‭ ‬w‭ ‬szereg‭ ‬reszty,‭ ‬niegorszych‭ ‬przecież,‭ ‬zdań,‭ ‬przepisywane‭ ‬przeze‭ ‬mnie‭ ‬na‭ ‬tysiące‭ ‬sposobów‭ ‬pod‭ ‬zdaniami‭ ‬znacznie‭ ‬lepszymi,‭ ‬literackimi,‭ ‬historycznymi,‭ ‬ugruntowanymi‭ ‬ogólną‭ ‬aprobatą‭ ‬zdaniami‭ ‬wyższej‭ ‬kultury,‭ ‬artystycznymi‭ ‬zdaniami‭ ‬z‭ ‬rodowodem,‭ ‬finezyjnymi,‭ ‬filozoficznymi,‭ ‬wszystkimi‭ ‬najlepszymi‭ ‬jakie‭ ‬miałem‭ ‬pod‭ ‬ręką,‭ ‬tylko‭ ‬po‭ ‬to‭ ‬by‭ ‬przyćmić,‭ ‬zbesztać‭ ‬i‭ ‬wykpić‭ ‬to‭ ‬bezczelne‭ ‬prymusowate‭ ‬zdanie‭ ‬rozkazujące‭ ‬natychmiastowy‭ ‬wymarsz‭ ‬wniosków‭ ‬z‭ ‬mojej‭ ‬nikomu‭ ‬nie‭ ‬wadzącej‭ ‬sterty‭ ‬notatek,‭ ‬co‭ ‬jednak‭ ‬nie‭ ‬przynosiło‭ ‬najmniejszego‭ ‬skutku,‭ ‬gdyż‭ ‬zdanie‭ ‬to‭ ‬jedną‭ ‬nogą‭ ‬stojąc‭ ‬twardo‭ ‬na‭ ‬ziemi‭ ‬drugą‭ ‬już‭ ‬wkraczało‭ ‬w‭ ‬pewną‭ ‬głęboką‭ ‬nieokreśloność‭ ‬i‭ ‬dynamikę,‭ ‬nie‭ ‬będąc‭ ‬ani‭ ‬zbyt‭ ‬prostym,‭ ‬ani‭ ‬zbyt‭ ‬trudnym,‭ ‬przeciwnie,‭ ‬w‭ ‬pewnym‭ ‬sensie‭ ‬podmurowane‭ ‬twardo‭ ‬banałem,‭ ‬w‭ ‬innym‭ ‬jednak‭ ‬otwierające‭ ‬drzwi‭ ‬jakiejś‭ ‬nieograniczonej‭ ‬interpretacji,‭ ‬pozostając‭ ‬w‭ ‬swej‭ ‬szlachetnej‭ ‬prostocie‭ ‬niewzruszonym‭ ‬uzurpatorem‭ ‬i‭ ‬pomimo‭ ‬moich‭ ‬wzbraniań‭ ‬rozwijając‭ ‬coś‭ ‬na‭ ‬kształt‭ ‬kilkupunktowego‭ ‬planu‭ ‬zagospodarowania‭ ‬poprzedzających‭ ‬je‭ ‬a‭ ‬zwłaszcza‭ ‬następujących‭ ‬po‭ ‬nim‭ ‬zdań,‭ ‬i‭ ‬planem‭ ‬tym,‭ ‬jak‭ ‬kartą‭ ‬żelaznych‭ ‬praw‭ ‬zaczęło‭ ‬świecić‭ ‬wszem‭ ‬i‭ ‬wobec,‭ ‬pomimo‭ ‬tego,‭ ‬że‭ ‬zawierało‭ ‬tramwaj,‭ ‬tak‭ ‬anachroniczne‭ ‬słowo,‭ ‬przywodzące‭ ‬na‭ ‬myśl‭ ‬jeszcze‭ ‬konne‭ ‬zaprzęgi,‭ ‬choć‭ ‬zaraz‭ ‬jasnym‭ ‬się‭ ‬stawało,‭ ‬że‭ ‬to‭ ‬słowo‭ ‬elektryfikuje‭ ‬ekologiczną‭ ‬przyszłością,‭ ‬więc‭ ‬musiałem‭ ‬zwrócić‭ ‬swa‭ ‬krytykę‭ ‬przeciw‭ ‬linii,‭ ‬która‭ ‬jest‭ ‬najgorszym‭ ‬geometrycznym‭ ‬banałem,‭ ‬ale‭ ‬zaraz‭ ‬ten‭ ‬banał‭ ‬wiązał‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬pęczki‭ ‬jakiejś‭ ‬perspektywy,‭ ‬dlatego‭ ‬należało‭ ‬algebraicznie,‭ ‬nie‭ ‬geometrycznie‭ ‬je‭ ‬zbesztać,‭ ‬wytykając‭ ‬ten‭ ‬głupi‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬jaki‭ ‬wytknięty‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬rewanżował‭ ‬się‭ ‬swym‭ ‬jedynym‭ ‬uniesionym‭ ‬palcem‭ ‬wskazującym‭ ‬na‭ ‬ogólną‭ ‬modularną‭ ‬podstawę‭ ‬procesów‭ ‬językowych,‭ ‬a‭ ‬z‭ ‬kolei‭ ‬tego‭ ‬połączenia‭ ‬nierozsądnie‭ ‬było‭ ‬się‭ ‬czepiać,‭ ‬więc‭ ‬mój‭ ‬kolejny‭ ‬atak‭ ‬skupił‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬zdarzeniach,‭ ‬czemu‭ ‬tak‭ ‬ogólnie,‭ ‬kolokwialnie‭ ‬i‭ ‬mało‭ ‬konkretnie,‭ ‬na‭ ‬co‭ ‬przyszła‭ ‬odpowiedź‭ ‬wymijająca,‭ ‬że‭ ‬to‭ ‬nieoznaczoność‭ ‬Heisenberga,‭ ‬pogrążając‭ ‬mnie‭ ‬coraz‭ ‬skuteczniej,‭ ‬i‭ ‬kiedy‭ ‬tak‭ ‬grzązłem‭ ‬i‭ ‬grzązłem,‭ ‬zdanie‭ ‬niczym‭ ‬boa‭ ‬dusiciel‭ ‬zaplatało‭ ‬się‭ ‬tym‭ ‬szczelniej‭ ‬na‭ ‬mej‭ ‬głowie‭ ‬im‭ ‬bardziej‭ ‬chciałem‭ ‬się‭ ‬wywiercić‭ ‬z‭ ‬jego‭ ‬uścisku,‭ ‬osaczony‭ ‬nagle‭ ‬ze‭ ‬wszystkich‭ ‬stron,‭ ‬nie‭ ‬mogłem‭ ‬nigdzie‭ ‬się‭ ‬ruszyć,‭ ‬żeby‭ ‬zdanie‭ ‬to‭ ‬już‭ ‬nie‭ ‬czekało‭ ‬tam‭ ‬na‭ ‬mnie,‭ ‬nie‭ ‬wyłaziło‭ ‬z‭ ‬każdej‭ ‬napotkanej‭ ‬linii,‭ ‬z‭ ‬każdego‭ ‬przestępowanego‭ ‬progu,‭ ‬potworne,‭ ‬zapisane‭ ‬w‭ ‬genach‭ ‬każdego‭ ‬jednego‭ ‬przedmiotu,‭ ‬każdej‭ ‬jednej‭ ‬sytuacji,‭ ‬żeby‭ ‬nie‭ ‬wspomnieć‭ ‬o‭ ‬tramwaju‭ ‬linii‭ ‬numer‭ ‬jeden,‭ ‬jaki‭ ‬stał‭ ‬się‭ ‬dla‭ ‬mnie‭ ‬w‭ ‬początkowych‭ ‬fazach‭ ‬pracy‭ ‬nad‭ ‬tekstem‭ ‬obiektem‭ ‬mistycznego‭ ‬wprost‭ ‬lęku,‭ ‬realizując‭ ‬metaforyczną‭ ‬materializacją‭ ‬jakąś‭ ‬okropną‭ ‬moc‭ ‬tego‭ ‬potwornego‭ ‬zdania,‭ ‬jakiego‭ ‬nie‭ ‬mogłem‭ ‬żadnymi‭ ‬sposobami‭ ‬zignorować,‭ ‬chociaż‭ ‬posiadam‭ ‬najlepsze‭ ‬publiczne‭ ‬wyższe‭ ‬zawodowe‭ ‬wykształcenie‭ ‬filologiczne‭ ‬pozwalające‭ ‬zawodowo‭ ‬ignorować‭ ‬wnioski,‭ ‬na‭ ‬co‭ ‬mam‭ ‬szereg‭ ‬świadectw‭ ‬jakie‭ ‬szkolnictwo‭ ‬podstawowe‭ ‬średnie‭ ‬i‭ ‬wyższe‭ ‬wręczyło‭ ‬mi‭ ‬z‭ ‬okazji‭ ‬ukończenia,‭ ‬niejednokrotnie‭ ‬z‭ ‬wyróżnieniem,‭ ‬państwowych‭ ‬kursów‭ ‬postępowania‭ ‬metodycznego,‭ ‬doktrynalnego,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬unikania‭ ‬nie‭ ‬ujętych‭ ‬państwowym‭ ‬programem‭ ‬dydaktycznym‭ ‬wniosków,‭ ‬a‭ ‬to‭ ‬najdoskonalsze‭ ‬szkolne,‭ ‬licealne‭ ‬i‭ ‬akademickie,‭ ‬poświadczone‭ ‬pisemnie‭ ‬przez‭ ‬państwowe‭ ‬instytucje‭ ‬wykształcenie‭ ‬do‭ ‬podążania‭ ‬w‭ ‬kierunku‭ ‬jasno‭ ‬wyznaczonym‭ ‬programem‭ ‬dydaktycznym‭ ‬i‭ ‬unikania‭ ‬wszelkich‭ ‬treści‭ ‬niezidentyfikowanych‭ ‬podstawą‭ ‬programową,‭ ‬w‭ ‬dodatku‭ ‬wykształcenie‭ ‬wprost‭ ‬kierunkowe,‭ ‬filologiczne,‭ ‬które‭ ‬uzbrajało‭ ‬mnie‭ ‬szczególnie‭ ‬zaciężnie‭ ‬do‭ ‬obrony‭ ‬przed‭ ‬wyciąganiem‭ ‬wniosków‭ ‬ze‭ ‬zdań,‭ ‬a‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬cały‭ ‬ten‭ ‬państwowo-edukacyjny‭ ‬trud‭ ‬okazał‭ ‬się‭ ‬niewystarczający‭ ‬wobec‭ ‬przemożnej,‭ ‬mechaniczno-automatycznej‭ ‬siły‭ ‬zdania‭ ‬Pawłowa,‭ ‬jakie‭ ‬nawet‭ ‬wobec‭ ‬ostatkiem‭ ‬sił‭ ‬wyprowadzonego‭ ‬przeze‭ ‬mnie‭ ‬nieczystego‭ ‬ataku‭ ‬po‭ ‬mieczu,‭ ‬tnącego‭ ‬w‭ ‬sam‭ ‬korzeń‭ ‬chronologiczno-genealogiczny,‭ ‬to‭ ‬jest‭ ‬przywołując‭ ‬jego‭ ‬nikomu‭ ‬nieznanego,‭ ‬nieistotnego‭ ‬ojca‭ ‬zniesławionego‭ ‬dodatkowo‭ ‬zamknięciem‭ ‬w‭ ‬domu‭ ‬wariatów,‭ ‬Pawłowa,‭ ‬zdanie‭ ‬wyprowadziło‭ ‬natychmiast‭ ‬kontra-sztych‭ ‬homonimiczny‭ ‬wyciągając‭ ‬życiorys‭ ‬znanego‭ ‬w‭ ‬całym‭ ‬świecie‭ ‬profesora‭ ‬behawiorysty‭ ‬Pawłowa,‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬takiego‭ ‬powinowactwa‭ ‬po‭ ‬nazwisku‭ ‬przebijając‭ ‬wariata‭ ‬profesorem,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬wprost‭ ‬ze‭ ‬szpitalnego‭ ‬łóżka‭ ‬oddziału‭ ‬zamkniętego‭ ‬pakując‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬samą‭ ‬uniwersytecką‭ ‬katedrę‭ ‬psychiatrii,‭ ‬na‭ ‬której‭ ‬natychmiast‭ ‬wywiesiło‭ ‬swój‭ ‬noszony‭ ‬zawsze‭ ‬i‭ ‬wszędzie‭ ‬manifest,‭ ‬czyli‭ ‬plan‭ ‬zagospodarowania‭ ‬tekstu,‭ ‬z‭ ‬całą‭ ‬mocą‭ ‬pretensji‭ ‬zdania‭ ‬pierwszego,‭ ‬domagającego‭ ‬się‭ ‬natychmiastowego‭ ‬lenna‭ ‬wniosków,‭ ‬których‭ ‬z‭ ‬początku‭ ‬nie‭ ‬było‭ ‬widać‭ ‬ani‭ ‬słychać‭ ‬nigdzie,‭ ‬gdyż‭ ‬pomimo‭ ‬całego‭ ‬odprawionego‭ ‬przedstawienia‭ ‬i‭ ‬napuszenia,‭ ‬zdanie‭ ‬wciąż‭ ‬porażało‭ ‬banałem‭ ‬jak‭ ‬pospolita‭ ‬dziura‭ ‬w‭ ‬polskojęzykowym‭ ‬asfalcie,‭ ‬i‭ ‬dopiero‭ ‬ta‭ ‬ciekawostka‭ ‬z‭ ‬Pawłowem,‭ ‬to‭ ‬jest‭ ‬zbieżność‭ ‬nazwisk‭ ‬neurotyka‭ ‬z‭ ‬profesorem‭ ‬uniwersytetu,‭ ‬przerodzona‭ ‬w‭ ‬ciekawość‭ ‬i‭ ‬wreszcie‭ ‬w‭ ‬ciekawskość,‭ ‬przywiodła‭ ‬mnie‭ ‬na‭ ‬skraj‭ ‬tego‭ ‬ubytku‭ ‬w‭ ‬powierzchni‭ ‬lingwistycznego‭ ‬chodnika,‭ ‬gdzie‭ ‬z‭ ‬przerażeniem‭ ‬stwierdziłem,‭ ‬iż‭ ‬otwór‭ ‬ten,‭ ‬niepozorny,‭ ‬istotnie‭ ‬nie‭ ‬posiada‭ ‬zwyczajowego‭ ‬banałom‭ ‬płytkiego‭ ‬piaszczystego‭ ‬dna,‭ ‬ani‭ ‬nawet‭ ‬dna‭ ‬głębszego,‭ ‬poetycko‭ ‬jaskiniowego,‭ ‬tylko‭ ‬jest‭ ‬zupełnie‭ ‬bezdenny,‭ ‬jak‭ ‬przejście‭ ‬w‭ ‬jakąś‭ ‬podjęzykową‭ ‬otchłań‭ ‬i‭ ‬czeluść,‭ ‬a‭ ‬w‭ ‬jaką‭ ‬spadek‭ ‬może‭ ‬zakończyć‭ ‬się‭ ‬kompletnym‭ ‬dadaistycznym‭ ‬szaleństwem,‭ ‬dlatego‭ ‬należało‭ ‬z‭ ‬tym‭ ‬przeręblem‭ ‬obchodzić‭ ‬się‭ ‬ostrożnie‭ ‬i‭ ‬wyławiać‭ ‬tylko‭ ‬takie‭ ‬wnioski,‭ ‬na‭ ‬jakie‭ ‬stać‭ ‬było‭ ‬moją‭  ‬filologiczną‭ ‬gawędkę‭ ‬z‭ ‬linią‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬u‭ ‬której‭ ‬końca‭ ‬tkwił‭ ‬tramwaj‭ ‬i‭ ‬wijący‭ ‬się‭ ‬na‭ ‬nim‭ ‬tłusty‭ ‬motorniczy,‭ ‬zarzucony‭ ‬pomiędzy‭ ‬nawiasy‭ ‬tego‭ ‬ziejącego‭ ‬istnym‭ ‬szaleństwem‭ ‬cytatu,‭ ‬podciągany,‭ ‬raz‭ ‬w‭ ‬górę,‭ ‬raz‭ ‬w‭ ‬dół,‭  ‬penetrując‭ ‬tym‭ ‬głębinowym‭ ‬tramwajem‭ ‬zakamarki‭ ‬Pawłowego‭ ‬zdania‭ ‬cierpliwie,‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬nadziei‭ ‬uchwycenia‭ ‬sensu‭ ‬całej‭ ‬tej‭ ‬zalegającej‭ ‬pokaźnym‭ ‬stosem‭ ‬pisaniny,‭ ‬a‭ ‬co‭ ‬w‭ ‬efekcie‭ ‬doprowadziło‭ ‬do‭ ‬istnej‭ ‬reakcji‭ ‬łańcuchowej‭ ‬rozpoczętej‭ ‬tym‭ ‬wrzuconym‭ ‬na‭ ‬oślep,‭ ‬jak‭ ‬się‭ ‬okazało‭ ‬w‭ ‬czeluści‭ ‬lekko‭ ‬promieniotwórczym‭ ‬tramwajem‭ ‬w‭ ‬przekraczającą‭ ‬krytyczny‭ ‬poziom‭ ‬masę‭ ‬wspomnień,‭ ‬które‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬tak‭ ‬nagłej‭ ‬ingerencji‭ ‬zaczęły‭ ‬emitować‭ ‬wnioski‭ ‬i‭ ‬rozbijać‭ ‬zdania‭ ‬w‭ ‬takim‭ ‬tempie,‭ ‬że‭ ‬musiałem‭ ‬rozsuwać‭ ‬na‭ ‬bezpieczną‭ ‬odległość‭ ‬pojedyncze‭ ‬dzienniki,‭ ‬broniąc‭ ‬się‭ ‬przed‭ ‬częstą‭ ‬w‭ ‬takich‭ ‬wyładowaniach‭ ‬katastrofą,‭ ‬jakiej‭ ‬zresztą‭ ‬całkowicie‭ ‬i‭ ‬tak‭ ‬nie‭ ‬udało‭ ‬się‭ ‬uniknąć,‭ ‬gdyż‭ ‬potworna‭ ‬ilość‭ ‬wniosków‭ ‬okropnie‭ ‬promieniotwórczych‭ ‬filologicznie‭ ‬przedostawała‭ ‬się‭ ‬bez‭ ‬udziału‭ ‬mojej‭ ‬świadomości‭ ‬w‭ ‬obszar‭ ‬wspomnień,‭ ‬męcząc‭ ‬mnie‭ ‬już‭ ‬od‭ ‬pierwszych‭ ‬nocy‭ ‬snami‭ ‬z‭ ‬życia,‭ ‬którego‭ ‬wcale‭ ‬za‭ ‬dnia‭ ‬nie‭ ‬prowadziłem,‭ ‬co‭ ‬skutkowało‭ ‬notorycznym‭ ‬niewyspaniem‭ ‬i‭ ‬wyczerpaniem,‭ ‬a‭ ‬mimo‭ ‬to‭ ‬ani‭ ‬na‭ ‬moment‭ ‬nie‭ ‬mogłem‭ ‬wyrwać‭ ‬się‭ ‬z‭ ‬pola‭ ‬rażenia‭ ‬zdania‭ ‬pierwszego,‭ ‬myśląc‭ ‬czasami‭ ‬tylko‭ ‬o‭ ‬tym‭ ‬jak‭ ‬wiele‭ ‬pierwszych‭ ‬zdań‭ ‬produkuje‭ ‬się‭ ‬w‭ ‬tym‭ ‬kraju,‭ ‬jaka‭ ‬pierwszozdaniowa‭ ‬epidemiczna‭ ‬płodność‭ ‬trwa‭ ‬ciągle‭ ‬powodując‭ ‬rodzinne‭ ‬tragedie,‭ ‬rozłamy,‭ ‬kiedy‭ ‬nagle‭ ‬tknięty‭ ‬pierwszym‭ ‬zdaniem‭ ‬jegomość‭ ‬porzuca‭ ‬natychmiast‭ ‬swoją‭ ‬żonę,‭ ‬nawet‭ ‬z‭ ‬dzieckiem,‭ ‬lub‭ ‬w‭ ‬najlepszym‭ ‬przypadku‭ ‬odstawia‭ ‬ich‭ ‬na‭ ‬drugi,‭ ‬trzeci,‭ ‬lub‭ ‬siódmy‭ ‬plan,‭ ‬w‭ ‬zależności‭ ‬od‭ ‬ilości‭ ‬posiadanych‭ ‬planów,‭ ‬i‭ ‬jak‭ ‬szczególnie‭ ‬dramatycznie‭ ‬przebiega‭ ‬to‭ ‬w‭ ‬przypadkach‭ ‬żeńskich,‭ ‬kiedy‭ ‬jakaś‭ ‬ofiara‭ ‬ataku‭ ‬zdania‭ ‬pierwszego‭ ‬porzuca‭ ‬odpowiednio‭ ‬męża‭ ‬z‭ ‬dzieckiem,‭ ‬lub‭ ‬wręcz‭ ‬kilkorgiem‭ ‬dzieci,‭ ‬odsuwając‭ ‬ich‭ ‬na‭ ‬piąty,‭ ‬dziesiąty,‭ ‬piętnasty‭ ‬plan,‭ ‬gdyż‭ ‬kobiety‭ ‬planują‭ ‬jeszcze‭ ‬więcej‭ ‬niż‭ ‬mężczyźni,‭ ‬a‭ ‬przejęte‭ ‬tym‭ ‬pierwszym,‭ ‬często‭ ‬pierwszym‭ ‬lepszym‭ ‬zdaniem,‭ ‬od‭ ‬razu‭ ‬gotowe‭ ‬są‭ ‬do‭ ‬porzucenia‭ ‬dziecka,‭ ‬męża,‭ ‬wszystkich‭ ‬naraz‭ ‬kochanków,‭ ‬byle‭ ‬tylko‭ ‬zrealizować‭ ‬ten‭ ‬potworny‭ ‬plan‭ ‬zagospodarowania‭ ‬jaki‭ ‬wprowadza‭ ‬reżim‭ ‬pierwszozdaniowy‭ ‬nie‭ ‬zważając‭ ‬zupełnie‭ ‬na‭ ‬nic,‭ ‬ani‭ ‬na‭ ‬kochającego‭ ‬mężczyznę,‭ ‬ani‭ ‬na‭ ‬wyciągające‭ ‬rączki,‭ ‬spragnione‭ ‬uczuć‭ ‬potomstwo,‭ ‬nic‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬zatrzymać‭ ‬raz‭ ‬wyzwolonej‭ ‬reakcji‭ ‬łańcuchowej‭ ‬wspomnień‭ ‬przekraczających‭ ‬masę‭ ‬krytyczną,‭ ‬i‭ ‬nie‭ ‬potrzeba‭ ‬wcale‭ ‬zdania‭ ‬tak‭ ‬doskonałego‭ ‬jak‭ ‬to‭ ‬zdanie‭ ‬Pawłowa,‭ ‬które‭ ‬swą‭ ‬totalitarną‭ ‬doskonałość‭ ‬ujawniło‭ ‬tylko‭ ‬przez‭ ‬mój‭ ‬profesjonalnie‭ ‬wykształcony‭ ‬filologiczny‭ ‬ruch‭ ‬oporu,‭ ‬jaki‭ ‬u‭ ‬niesfilologizowanych‭ ‬cywilów‭ ‬pozostaje‭ ‬w‭ ‬formie‭ ‬neonatalnej‭ ‬i‭ ‬zdechlakowatej,‭ ‬przez‭ ‬co‭ ‬pierwsze‭ ‬przypadkowe,‭ ‬usłyszane‭ ‬z‭ ‬telewizji‭ ‬lub‭ ‬wyczytane‭ ‬w‭ ‬prasie‭ ‬zdanie,‭ ‬nawet‭ ‬z‭ ‬najgorszego‭ ‬brukowca‭ ‬jaki‭ ‬zwykle‭ ‬nie‭ ‬przeżywa‭ ‬pasteryzacji‭ ‬wysokich‭ ‬stopni‭ ‬krytyki,‭ ‬jest‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬przełamać‭ ‬immunofilologiczny‭ ‬opór‭ ‬cywila,‭ ‬bo‭ ‬niektórym‭ ‬naprawdę‭ ‬wystarczą‭ ‬zdania‭ ‬wprost‭ ‬podniesione‭ ‬z‭ ‬bruku,‭ ‬podczas‭ ‬gdy‭ ‬inni‭ ‬się‭ ‬już‭ ‬na‭ ‬nie‭ ‬uodpornili,‭ ‬chociaż‭ ‬nawet‭ ‬najtęższy,‭ ‬najbardziej‭ ‬zatwardziały‭ ‬arcy-umysł‭ ‬jakiegoś‭ ‬hiperfilologicznego‭ ‬megaprofesora‭ ‬też‭ ‬prędzej‭ ‬czy‭ ‬później‭ ‬gromadzi‭ ‬tyle‭ ‬wspomnień,‭ ‬że‭ ‬ich‭ ‬dziesięciokrotnie‭ ‬krytyczna‭ ‬masa‭ ‬nie‭ ‬jest‭ ‬w‭ ‬stanie‭ ‬uchronić‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬przenoszonych‭ ‬laryngologicznie‭ ‬wybitnych‭ ‬jakichś‭ ‬megauniwersyteckich‭ ‬zdań,‭ ‬jakie‭ ‬raz‭ ‬siadłszy‭ ‬mu‭ ‬na‭ ‬głowie‭ ‬zaczynają‭ ‬wżerać‭ ‬się‭ ‬przez‭ ‬neokorteks,‭ ‬aż‭ ‬po‭ ‬same‭ ‬rdzennokręgowe‭ ‬ośrodki‭ ‬ruchowe,‭ ‬a‭ ‬wtedy‭ ‬przecież‭ ‬już‭ ‬nawet‭ ‬dla‭ ‬takiego‭ ‬megaprofesora‭ ‬jest‭ ‬za‭ ‬późno,‭ ‬musi‭ ‬rzucić‭ ‬megakatedrę‭ ‬megawydziału‭ ‬i‭ ‬w‭ ‬zaciszu‭ ‬domowym‭ ‬wprowadza‭ ‬w‭ ‬życie‭ ‬plan‭ ‬zagospodarowania‭ ‬podług‭ ‬wniosków‭ ‬którymi‭ ‬podstępnie,‭ ‬gdzieś‭ ‬spomiędzy‭ ‬fałd‭ ‬materii‭ ‬szarej‭ ‬steruje‭ ‬jego‭ ‬megapierwsze‭ ‬megazdanie,‭ ‬bo‭ ‬jak‭ ‬uczyli‭ ‬nas‭ ‬już‭ ‬antyczni‭ ‬grecy,‭ ‬największe‭ ‬tragedie‭ ‬mogą‭ ‬zacząć‭ ‬się‭ ‬od‭ ‬najniewinniejszego‭ ‬pierwszego‭ ‬zdania,‭ ‬jakie‭ ‬niestety‭ ‬bardzo‭ ‬rzadko‭ ‬bywa‭ ‬zdaniem‭ ‬najlepszym,‭ ‬przeciwnie,‭ ‬jest‭ ‬to‭ ‬zwykle‭ ‬zdanie‭ ‬takie‭ ‬sobie,‭ ‬ale‭ ‬z‭ ‬uwagi‭ ‬na‭ ‬te‭ ‬perfidne‭ ‬wnioski,‭ ‬zaczyna‭ ‬całą‭ ‬lawinę‭ ‬tragicznych‭ ‬nieszczęść,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬których‭ ‬zwykle‭ ‬jakaś‭ ‬rodzina‭ ‬doszczętnie‭ ‬się‭ ‬wymordowuje,‭ ‬lub‭ ‬wręcz‭ ‬upadają‭ ‬całe‭ ‬miasta,‭ ‬wszystko‭ ‬przez‭ ‬to‭ ‬demoniczne‭ ‬pierwsze‭ ‬cichociemne‭ ‬zdanie,‭ ‬i‭ ‬nie‭ ‬zmienia‭ ‬tu‭ ‬nic‭ ‬fakt,‭ ‬że‭ ‬komedie‭ ‬również‭ ‬zaczynają‭ ‬się‭ ‬zdaniami‭ ‬pierwszymi,‭ ‬w‭ ‬skutek‭ ‬czego‭ ‬jednolita‭ ‬teaoria‭ ‬zdań‭ ‬pierwszych‭ ‬pozostaje‭ ‬nierozwiązywalnym‭ ‬fabularnym‭ ‬paradoksem,‭ ‬niemożliwym‭ ‬przy‭ ‬obecnym‭ ‬stanie‭ ‬rachunku‭ ‬zdań‭ ‬do‭ ‬sformułowania,‭ ‬chociaż‭  ‬każdemu‭ ‬łatwo‭ ‬jest‭ ‬wykazać‭ ‬doświadczalnie‭ ‬istnienie,‭ ‬poprzedzającego‭ ‬każde‭ ‬inne‭ ‬fatum‭ ‬fabularne,‭ ‬fatum‭ ‬pierwszego‭ ‬zdania,‭ ‬po‭ ‬którym‭ ‬musi‭ ‬nastąpić‭ ‬drugie,‭ ‬trzecie‭ ‬zdanie,‭ ‬bez‭ ‬względu‭ ‬na‭ ‬to‭ ‬czy‭ ‬ma‭ ‬fabularyzować‭ ‬tragicznie‭ ‬prowadząc‭ ‬ku‭ ‬śmierci‭ ‬spowinowaconych‭ ‬z‭ ‬sobą‭ ‬kazirodczych‭ ‬współmorderców,‭ ‬czy‭ ‬tylko‭ ‬niewinnie‭ ‬zagaić‭ ‬frywolną‭ ‬facecję,‭ ‬prawo‭ ‬zdań‭ ‬pierwszych‭ ‬wyraźnie‭ ‬narzuca‭ ‬wydarzeniową‭ ‬konieczność,‭ ‬jakiej‭ ‬od‭ ‬początku‭ ‬do‭ ‬końca‭ ‬poddani‭ ‬są‭ ‬nie‭ ‬tyle‭ ‬bohaterowie‭ ‬tragiczni,‭ ‬ale‭ ‬sam‭ ‬tragiczny‭ ‬i‭ ‬nieszczęsny‭ ‬autor,‭ ‬bez‭ ‬względu‭ ‬na‭ ‬to‭ ‬czy‭ ‬prowadzi‭ ‬swoich‭ ‬bohaterów‭ ‬tragicznych‭ ‬na‭ ‬tragiczną‭ ‬śmierć,‭ ‬czy‭ ‬swoich‭ ‬bohaterów‭ ‬komicznych‭ ‬na‭ ‬śmierć‭ ‬śmiechu‭ ‬wartą,‭ ‬to‭ ‬działają‭ ‬nań‭ ‬żelazne‭ ‬prawa‭ ‬zdania‭ ‬pierwszego,‭ ‬na‭ ‬jakiego‭ ‬orbitę‭ ‬dostałem‭ ‬się‭ ‬niestety‭ ‬i‭ ‬ja,‭ ‬wskutek‭ ‬przekroczenia‭ ‬horyzontu‭ ‬wspomnień,‭ ‬za‭ ‬którym‭ ‬następuje‭ ‬nagły,‭ ‬niekończący‭ ‬się‭ ‬upadek‭ ‬w‭ ‬szaleńczą‭ ‬realizację‭ ‬planu‭ ‬zagospodarowania‭ ‬poprzez‭ ‬wyciąganie‭ ‬kolejnych‭ ‬wniosków‭ ‬z‭ ‬niewyczerpanej,‭ ‬głębokiej‭ ‬jak‭ ‬ocean‭ ‬energii‭ ‬międzyzdaniowej‭ ‬próżni,‭ ‬a‭ ‬więc‭ ‬pola‭ ‬wszelkich‭ ‬możliwych‭ ‬konfiguracji‭ ‬słownych,‭ ‬które‭ ‬należało‭ ‬nadziać‭ ‬na‭ ‬linię‭ ‬numer‭ ‬jeden‭ ‬jak‭ ‬na‭ ‬szaszłyk‭ ‬przejeżdżając‭ ‬zdaniem‭ ‬Pawłowa‭ ‬po‭ ‬kolejnych‭ ‬zdobycznych‭ ‬terenach‭ ‬notatników‭ ‬i‭ ‬dokonując‭ ‬wyrywkowej‭ ‬inspekcji‭ ‬stanu‭ ‬jednostek‭ ‬słownych,‭ ‬jednocześnie‭ ‬dopilnować‭ ‬eliminacji‭ ‬zdań‭ ‬słabych,‭ ‬niedołężnych,‭ ‬przestarzałych,‭ ‬lub‭ ‬po‭ ‬prostu‭ ‬buntowniczych,‭ ‬umieszczając‭ ‬je‭ ‬za‭ ‬ogrodzeniem‭ ‬skreślenia,‭ ‬gdzie‭ ‬miały‭ ‬za‭ ‬zadanie‭ ‬przestać‭ ‬istnieć,‭ ‬bo‭ ‬za‭ ‬nieistniejące‭ ‬już‭ ‬uchodziły‭ ‬w‭ ‬ramach‭ ‬planu‭ ‬zagospodarowania‭ ‬zaprowadzonego‭ ‬pierwszym‭ ‬zdaniem‭ ‬i‭ ‬siłą‭ ‬jego‭ ‬wniosków.‭ (‬...‭)

No comments:

Post a Comment